wtorek, 29 sierpnia 2017

Przygody Sherlocka Holmesa

Kiedy w latach 1891 - 1893 poczytny "The Strand" publikował 24 opowiadania o Sherlocku Holmesie tylko najwięksi fani mogli oczekiwać, że ten bohater literacki będzie wzbudzał podziw nawet w XXI wieku gdzie kryminalne zagadki rozwiązują nowe technologie a nie szare komórki.


Dwanaście ze wspomnianych przeze mnie opowiadań opublikowano w formie książki jako "Przygody Sherlocka Holmesa". Sherlock jak wiadomo potrafi rozwiązywać zagadki kryminalne łącząc umiejętności z zakresu psychologii, prawa, kryminalistyki, chemii, fizyki i innych dziedzin, z których jest mistrzem. Podkreślam, że Sherlock w "Przygodach Sherlocka Holmesa" to detektyw idealny - prawie. Dlaczego?

Wspomnieć należy jego przeciwniczkę - Irene Adler, która w opowiadaniu "Skandal w Czechach" pokazuje, że nasz bohater ma także słabe punkty i słabość do jednostek, które dorównują mu intelektem. Podobnie jak uwielbiany i opisywany przez mnie wielokrotnie Arsene Lupin, pani Adler - kryminalistka - wzbudza uczucia bardziej pozytywne niż negatywne. Szantażując króla Czech chce uzyskać określone profity. Czy jej się to udaje? Odpowiedź znajdziecie w znakomitym finale tego opowiadania. 

Idźmy dalej. Arthur Conan Doyle - "ojciec" Sherlocka  w "Związku rudowłosych" pokazuje połączenie dobrego humoru oraz  jeszcze lepszego kryminału. Do sławnego detektywa przybywa rudowłosy właściciel lombardu Jabez Wilson i opowiada dziwną historię. Dwa miesiące wcześniej jego pomocnik Spaulding zwrócił mu uwagę na ogłoszenie w gazecie: Związek Rudowłosych oferuje miejsce pracy dla mających prawdziwie rude włosy.

Bankier udał się pod wskazany adres i zostawiwszy przedsiębiorstwo pod opieką pomocnika otrzymał zadanie codziennego przepisywania Encyklopedia Britannica za stosownym wynagrodzeniem. Po dwu miesiącach, gdy pewnego ranka jak zwykle stawił się do pracy, z przerażeniem odkrył na drzwiach napis o rozwiązaniu Stowarzyszenia. Dlaczego? Przyczyna okazała się bardziej skomplikowana niż by się wydawało.

Jestem przekonany, że opowieści Doyle'a to odpowiedź na ówczesne strachy dotyczące rozwoju miast, w których nie można znać wszystkich. Ludzie przyzwyczajeni do małych miasteczek musieli stawić czoła molochom, w których człowiek człowiekowi z reguły wilkiem - a nie przyjaciele. Nigdy nie wiedziało się, kim naprawdę był twój sąsiad czy czym zajmowała się twoja sąsiadka. Rzeczywistość potrafiła zaskakiwać i tak jest do dzisiaj (patrz - kolejne kryminalne wieści w mediach).

Arthur Conan Doyle to intrygujący pomysł na kryminalną zagadkę i jej rozwiązanie. Oczywiście trudno być Holmesem i od razu wiedzieć, kto zabił. Uważam więc, że stworzenie Watsona - bohatera takiego jak większość czytelników stanowi papierek lakmusowy, przez który możemy odbierać kolejne opowiadania i opowieści o detektywie w dziwnym kapeluszu.

"Przygody Sherlocka Holmesa" zostały w Polsce wydane wielokrotnie. Najlepsze edycje zaserwowało wydawnictwo Dolnośląskie. W jakiejkolwiek formie będziecie czytać tą książkę - bądźcie pewni, że do niej wrócicie. Prędzej czy później.




Najpiękniejszy budek Francji?

Paryż to światowa stolica kultury i mody oraz … architektury. Wszak od stuleci wyznacza kierunki, którymi podążają najwięksi twórcy. Dlaczego?


Mimo wielu zabytków nie boi się awangardowych budynków, które wzbudzają kontrowersje wśród krytyków sztuki, architektów i mieszkańców miasta. Centrum Pompidou wyglądające jak hangar do produkcji samolotów to tylko jeden z przykładów oryginalnego łączenia historii i nowoczesności.


W tą tradycję wpisuje się wieża Maine-Montparnasse. Ponad 210 metrów wysokości dawało wieży Maine-Montparnasse przez długie lata pierwsze miejsce na liście najwyższych budynków Francji. Dopiero w 2011 roku zdetronizował go First Tour ze swoimi 231 metrami.

Postmodernistyczna wieża Montparnasse była budowana w latach 1969 − 1973. Praca nie należała do najłatwiejszych ponieważ plac budowy usytuowano w miejscu nieczynnej stacji metra. To był jeden z powodów, dla których wieża została osadzona na podstawie w kształcie migdałów. Architekci w swojej pracy musieli zmierzyć się z szeregiem wyzwań, jakie stawiał im ówczesny rozwój technologii. Udało im się jednak zaskoczyć wszystkich zastosowaniem nietypowego montażu okien, które sprawdza się do dziś.

Jej prosta architektoniczna budowa nie przekonała jednak mieszkańców miasta. W 2 lata po jej ukończeniu zaczął obowiązywać zakaz wznoszenia tak wysokich budynków w Paryżu. Powstające tam budowle nie mogą mieć więcej jak siedem pięter.

Wieża waży 150 tysięcy ton, ma 6 podziemnych kondygnacji i 59 pięter. Widok zapewnia możliwość zobaczenia samolotów startujących z lotniska Orly.

Mieszkańcy Paryża mówią o tym architektonicznym wynalazku, że jest „najpiękniejszą budowlą w mieści”. Najpiękniejszą, bo nie widać z jego tarasów wieży. Ale czy to ważne?

niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak zostać pisarzem?

Haruki Murakami w książce "Zawód: powieściopisarz" nie uczy czytelnika pisania. Nie zdradza nam, skąd brać pomysły, jak tworzyć bohaterów i osiągać sukces. Ta książka to opowieść, z której wiele można dowiedzieć się na temat samego autora "Norwegian wood".


Murakami opowiada o tym, jak to jest być pisarzem w Japonii. O swoich początkach - studiach z wyrozumiałymi profesorami, interesie, który nie dawał odpowiednich dochodów, małżeństwie i pisanie piórem Mount Blanc.

W swoich esejach szuka cech wspólnych dla "bycia pisarzem". Czy to, że ktoś zostaje pisarzem jest sprawką bożej opatrzności, talentu a może przypadku? Uważam, że nie ma na to prostej odpowiedzi. Z esejów Murakamiego wynika, że największy wpływ ma ciężka, codzienna praca. 6 godzin przebywania w świecie, który tworzymy całym sobą. Dla Murakamiego pisanie to ciężka praca fizyczna, po której trzeba regenerować siły i dzięki ćwiczeniom kardio budować kolejne mózgowe połączenia do tworzenia nowych światów.

Haruki Murakami zwraca uwagę - co pominął chociażby Stephen King w swoim "Jak pisać? Pamiętnik rzemieślnika" - na problem fenomenów, które piszą jedną bestsellerową książkę i potem słuch o nich ginie. Czy brak im talentu? A może mieli talent na jedną pozycję? Warto przeczytać i dyskutować z innymi pasjonatami o tym ważnym we współczesnym świecie wydawniczym zjawisku. Wspomniana przeze mnie książka Kinga to jednak pozycja zupełnie różna i inna od recenzowanej teraz książki. Myślę jednak, że dla ludzi potrzebujących poradników obie pozycje będą się uzupełniały.

"Nie bardzo wiem, na ile te w pewnym sensie egocentryczne, prywatne teksty – będące raczej zapisem prywatnych spekulacji na temat procesu pisania niż przesłaniami – przydadzą się czytelnikom. Bardzo bym się cieszył, gdyby naprawdę choć troszkę się komuś przydały" pisze autor "Zawodu powieściopisarz". Ciekawym tematem jest także wpływ twórczości Murakamiego na czytelników. Wielu odbiorców ze świata jest zafascynowanych pomysłami i tematami, które porusza pisarz. Jest to zupełnie inna postawa niż w Japonii. Przyzwyczajeni do jednego stylu i tematów nie mogli z początku Murakamiego zaakceptować. Tu jednak autor cytuje Zbigniewa Herberta i jego "z prądem płyną tylko śmieci".

Żeby nie było niedomówień - poza granicami rodzinnego kraju również nie było łatwo się przebić. Opowieść o wydawnictwach i agentach w Ameryce pokazuje twarde prawa rządzące światem książki. Tym bardziej jednak staram się zgłębiać fenomen Murakamiego i jego światowy sukces.

Każdy z esejów to unikalny styl Murakamiego, który pokazuje jego poczucie humoru. Przykładem niech będzie pragnienie odpisywania na maile czytelników. Czy ten sposób kontaktu z nami przypadł pisarzowi do gustu i jest szansa, że odpisze na moje wiadomości?

Czy po lekturze książki "Zawód powieściopisarz" dowiedziałem się jak nim zostać? Niech pozostanie moją tajemnicą. Chcesz zostać pisarzem? Zostań, a przy okazji przeczytaj eseje Murakamiego, bo to dobra książka jest!

Batman #wgdyni

Batman #wgdyni to niecodzienny widok. 


Okazuje się jednak, że szczęśliwcy w sierpniu 2017 mogli oglądać mrocznego rycerza, który postanowił porzucić Gotham na rzecz polskiego miasta. Podczas swojej wizyty Batman wykonał kilkanaście ciekawych numerów na swoim skuterze i odpłynął zostawiając wiernych fanów #wgdyni.


Mistakos. Krzesła rządzą światem

Kiedyś podstawowymi grami były: chińczyk, bierki i karty. A teraz? Rynek wypełniony po brzegi różnymi propozycjami począwszy od Dobble na Robinsonie Crouzoe skończywszy i czasem sięga do najprostszych rozwiązań. Przykładem niech będzie świetne "Mistakos" czyli pojedynek na krzesełka.


Mistakos to gra zręcznościowa, w której wygrywa gracz posiadający określone umiejętności bądź ma dużo szczęścia. W zestawie otrzymujemy 24 krzesła w trzech różnych kolorach: zielony, niebieski i czerwony. Są różne rozdaje siedzisk oraz oparć dzięki czemu poziom trudności wzrasta.

Jakie są warianty rozgrywki? Na stronie rebel.pl polecany jest wariant ze zbieraniem punktów karnych. Poczytacie o tym więcej tutaj.

W przypadku większej liczby graczy można zagrać w wariant polegający na najszybszym pozbycie się swoich krzeseł. Podzielcie się równo między graczy - najciekawsza jest rozgrywka dla 3 osób. Gra polega na układaniu, każdy po sobie krzeseł tak, aby inne krzesła nie spadły.

Tylko jedno krzesło może stać na blacie, pozostałe układamy na nim. Jeśli krzesła spadną podczas ruchu danego gracza, musi on zebrać wszystkie krzesła, które spadły i wchodzą one do jego puli. Nastepny ruch należy do gracza po lewej stronie. Wygrywa osoba, która jako pierwsza pozbędzie się wszystkich krzeseł.

W tym wariancie można grać również w inny sposób. Gdy któremuś z graczy spadną krzesła to nie zabiera ich tylko odpada z rozgrywki. Wygrywa gracz, który nie pozwoli, by wieże się zawaliły.

Warto również podzielić się równą liczbą krzesełek i na czas układać wieże. Oczywiście wygrywa ten, którego "Mistykos" nie padnie z hukiem. To interesujące rozwiązanie dla tych, którzy chcą wprowadzić atmosferę tymczasowości na suto zakrapianej imprezie.

Można też - co czasem zostaje ojcu, którego dzieci znudziły się "Mistakos" samemu ułożyć wieżę z 24 krzesełek. Wydaje się to nudne? Spróbujcie! Zadanie nie należy do najłatwiejszych.

Gra "Mistykos" przeznaczona jest dla graczy od 4 do 99 lat i zdecydowanie należy do tych gier, które na stałe wpisały się w uniwersum gracza.



czwartek, 24 sierpnia 2017

Ludzkie zoo. Marek Krajewski

"Ludzkie zoo" napisane zostało przez Marka Krajewskiego w niecałe cztery miesiące. Czy jest tak dobre jak pozostałe książki z Eberhardem Mockiem w roli głównej?


Tym razem policjant z Wrocławia musi mierzyć się z odwiecznym męskim problemem, jakim jest kobieta. Jego narzeczona, Maria słyszy w nocy w swoim mieszkaniu dziwne odgłosy. Płacz dzieci miesza się z jękami kobiet. Czy to jakieś stadium schizofrenii? A może przyczyna nadużywania jakichś substancji? Eberhard Mock postanawia to zbadać.

Znalezione ślady -  skórki po bananach nie pasują do zimowego krajobrazu Breslau. Okazuje się, że one stanowią akurat najmniejszy problem w całej opowieści. Mock mierzy się z tajemnicami wrocławskich podziemi, arystokracji i oficerów tajnych służb, których (o dziwo) jest sporo w "Ludzkim zoo".

Planeta małp?


Okazuje się, że  niewiarygodny pomysł (krzyżówka małpy i człowieka), który jest jednym z głównych tematów książki nie do końca jest literacką fikcją. Krajewski, badając temat, rozbudował go do hipotezy, którą przyjmuję za prawdziwą. Zresztą po ludziach wszystkiego można się spodziewać - od przetrzymywania czarnoskórych w zoo tuż obok klatki z lwami po budowanie obozów dla uchodźców, wobec których nie ma żadnego pomysłu na ich dalsze życie.

Szczegóły sukcesu


Marek Krajewski w "Ludzkim zoo" przykłada wagę do szczegółów. Starannie dobrane cytaty rozpoczynające książkę to początek nawiązań, badań i poszukiwań, które pojawiały się w poprzednich książkach autora. Uwielbiam Eberharda Mocka zajadającego się jajecznicą, kaszanką i różnego rodzaju kiełbaskami popijanymi wódką. Wyobrażam sobie, jak ten poczciwiec przełyka kolejne wielkie kęsy posiłku zakupione w restauracji samoobsługowej, śmiejąc się w duchu z tych, którzy pędząc za modą, pragną odwiedzać francuskie knajpy.

Instagram a Mock?


Gdyby Eberhard Mock żył w XXI wieku z pewnością mógłby być blogerem modowym. Na instagramie prezentowałby swoje koszule czy buty robione na zamówienie i nowe fryzury stylizowane przez najlepszych fryzjerów Breslau. Plusem takiego blogera jest dieta, a właściwie jej brak (czytaj wyżej).

W "Ludzkim zoo" spotkamy wiele osobliwości i osobowości rozrzuconych po świecie. Wrocław - choć znów jest główną areną walki o sprawiedliwość, to ustępuje miejsca upalnej Afryce i Berlinowi, do których pokrętne losy prowadzą Eberharda Mocka.

Marek Krajewski ponoć sam wymógł na wydawnictwu przesunięcie premiery "Ludzkiego zoo". Domagali się tego czytelnicy i wierni fani profesora z Wrocławia. Wierząc lub nie tej informacji, twierdzę, że warto było przeczytać najnowszą powieść o Eberhardzie Mocku. Nie wszystko zło zostało jeszcze z jego świata zlikwidowane i pewnie wiele przed nim, czego autorowi życzę.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Arsene Lupin - Wydrążona iglica

Kolejna lektura książki o Arsenie Lupine'a ("Wydrążona iglica") pokazuje, że to człowiek nieobliczalny, niesamowity i ... lepszy jak Sherlock Holmes.


W "Wydrążonej iglicy" Arsène Lupine dokonuje włamania w pałacu w Ambrumesy. Podczas ucieczki zostaje ranny i musi zniknąć. Oczywiście wszyscy otwierają szampana - największy wróg francuskiej policji jest martwy! Czy aby na pewno?

Prowadzone przeciwko Lupinowi śledztwo ujawnia nowe fakty z życia naszego bohatera. Prowadzący sprawę nadinspektor Genimard ma nowego pomocnika - ucznia retoryki, który doskonale zna metody działania Lupine’a.



Złodziej - dżentelmen ma twardy orzech do zgryzienia. W jaki sposób młokos znalazł o nim informacje? Skąd wie o kolejnych ruchach bandy Arsene'a Lupine'a? I dlaczego jest mądrzejszy niż francuska policja i angielski detektyw, o którym pisałem już podczas recenzji poprzedniej książki?

Intryga, morderstwo, mistyfikacje i i tajemnica Francuskich królów - tak w skrócie można streścić 'Wydrążoną iglicę". Podczas lektury tej książki pojawiają się pytania - Co jest rzeczywiste? Czy zabójstwo Arsene'a Lupine'a to prawdziwe wydarzenie? Co skrywa iglica pod Etretat?

Szczególnie ta ostatnia informacja jest bardzo ciekawa gdyż iglica jak i legenda przekazywana jest z pokolenia na pokolenie i ma się całkiem nieźle. Czy to możliwe, że w tym francuskim mieście ukryte były największe skarby francuskich królów?

Kolejna świetna lektura na lato, które już w czerwcu zamieniło się w zimę.

Polecam.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Picasso 2017

Picasso i jego wielkie natchnienie znalezione w Normandii. Doskonałe przeżycie i zrozumienie wpływu kobiet na życie fascynującego artysty. To tylko część wielkiej wystawy, którą można zobaczyć w Rouen. 











Legendy miejskie. Pechowy golfista

Pechowy golfista to temat - rzeka dla wielu legend miejskich - mniej lub bardziej strasznych. Okazuje się, że temat ten jest nadal aktualny.


Pewnego razu w Stanach Zjednoczonych pewien golfista przeprowadził się do innego miasta. W związku z tym, że dobry klub golfowy to miejsce zarezerwowane dla ludzi majętnych i wtajemniczonych ucieszył się, kiedy jego sąsiad polecił go właśnie jako takiego człowieka.

Następnego dnia wcześnie rano bohater tej legendy miejskiej wyruszył na nowe pole. Zarówno jego wielkość, poziom trudności i piękna przyroda zapierały dech w piersiach. "Jestem w raju" - pomyślał i począł oddawać się tej rozrywce.

Zanim jednak uderzył kolejną piłeczkę zawsze zrywał źdźbło trawy. Kiedy inni golfiści z niesmakiem patrzyli na ten polski zwyczaj bohater tej legendy miejskiej odpowiadał - "To naprawdę przynosi szczęście - zobaczycie".

Traf chciał, że rozgrywka szła mu lepiej niż komukolwiek, kto zaczynał grę na tej polanie. Zaliczonych 18 dołków w dobrym stylu dały mu szacunek i nowych kolegów.

Podczas następnej wizyty wynik nie był może tak samo dobry, jednak nie powstydziłby się go nawet Tiger Woods.

Niestety - ostatnia wizyta okazała się rzeczywiście ostatnią. Bohater tej legendy miejskiej padł nieżywy na polu golfowym.

Młody człowiek i umarł? Okazało się, że sam był sobie winien. Wszystko za sprawą pestycydów, którymi spryskiwano trawę. Długie żucie zielonego sprawiło, że toksyna przeniknęła do organizmu załatwiając naszego bohatera na miejscu.

Więcej takich opowieści znajdziecie na www.legendymiejskie.pl

niedziela, 20 sierpnia 2017

Rouen 2017

Rouen - miejscowość i gmina we Francji, w regionie Normandia, w departamencie Seine-Maritime. Położona jest nad Sekwaną. Parę fotek z krótkiego pobytu w tym urokliwym miasteczku.






Panorama Rouen
Panorama Rouen
Rouen - widok z muzeum Joanny D'arc
Muzeum rzemieślnicze
Rouen - widok z muzeum Joanny D'arc
Joanna D'arc

sobota, 19 sierpnia 2017

Arsene Lupin kontra Herlock Sholmes. Maurice Leblanc

"Arsene Lupin kontra Herlock Sholmes" to opowieść o starciu dwóch różnych światów, które czyta się z wypiekami na twarzy.

Herlock Sholmes (zbieżność imion i nazwisk przypadkowa) zostaje zaproszony do Paryża, by raz na zawsze rozprawić się z Arsenem Lupinem. Starcie - jak można się domyśleć - od początku nie należy nudnych. To coś z serii wielkich pojedynków, które miały miejsce w całej historii.

Przeciwnicy gonią się, mylą, kluczą i ścierają w listach oraz osobistych spotkaniach. Sholmes mający do pomocy paryską policję z komisarzem Ganimardem co rusz znajduje nowe kryjówki Lupina i już jest w jego posiadaniu, gdy nagle...

Maurice Leblanc właśnie w "Arsene Lupin kontra Herlock Sholmes" stworzył najlepszą opowieść o paryskim złodzieju. Ujawniając kolejne szczegóły z jego życia i konfrontując go z parą najlepszych ówczesnych detektywów kreuje kryminał, który czyta się w jednym ciągu chcąc opowieści, która będzie trwać i trwać.

Mistrzowska jest korespondencja pomiędzy Sholmesem a Lupinem podczas ich zaciętego wyścigu. W grę wchodzą bowiem duże pieniądze, sława i to samozadowolenie, do którego dążą obaj panowie. Autor świetnie rysuje oba charaktery radząc sobie nawet z nieukrywaną sympatią do Lupina. Sholmes jest potraktowany na równi jako człowiek, który potrafi się opanować i działać dalej. Ku swojej chwale.

Jaki jest finał tego starcia? Zapraszam do lektury na www.woblink.com

A tymczasem warto poznać inne utwory Leblanca:

Czerwone koło

Kryształowy korek

Jedwabna szarfa


piątek, 18 sierpnia 2017

Sygnały słoneczne. Marcel Leblanc

Arsene Lupin jest nie tylko dystyngowanym dżentelmenem - włamywaczem ale również doskonałym obserwatorem i osobą, która pomaga rozwikłać najbardziej skomplikowane zagadki znanych francuskich rodów.


Opowiadanie "Sygnały słoneczne" pochodzą z tomu "Zwierzenia Arsene'a Lupina", w którym to natrafimy na opowieści ułożone chronologicznie i przybliżające nam postać francuskiego utracjusza.

"Sygnały słoneczne" zaczynają się od niewinne puszczanych zajączków wprost do mieszkania Aresene'a Lupina. Okazuje się, że pochodzą one od sekretarza barona Repsteina okradzionego przez żonę. Kiedy złodziej przybywa na miejsce tajemniczych znaków odkrywa zwłoki sekretarza oraz rozwiązuje zagadkę dużej kradzieży.

Policja paryska nie dorasta Lupinowi do pięt bowiem dają się oni podejść fałszywym wskazówkom, które zostawia prawdziwy złodziej. Kto nim jest?

W tej krótkiej formie Maurice Leblanc zawarł najważniejsze cechy Arsene'a Lupina. Spryt, chytrość, przebiegłość i jednocześnie ujmujące zachowanie wobec biednych i potrzebujących. Pomimo posiadania statusu naczelnego rabusia Francji główny bohater potrafi zachować się szarmancko i elegancko ujawniając jednocześnie wszystkie przywary arystokracji.

Trzeba wiedzieć, że Arsene Lupin wyraża to, co czytelnicy myśleli ówcześnie o opisywanych aferach, mezaliansach i problemach ówczesnych celebrytów. To naprawdę, oprócz walorów rozrywkowych, świetna satyra na tamte czasy.

"Sygnały słoneczne" pokazują geniusz autora i jakość bohatera literackiego, jakim bez wątpienia jest Arsene Lupin.

Zapraszam do lektury.

środa, 16 sierpnia 2017

Jumpcity Rumia. Dlaczego warto?

Sceptycznie nastawiony do skaczącej rozrywki wybrałem się z dziećmi żądnymi porządnej dawki skakania do Jumpicity Rumia. Czy warto było spędzić deszczową środę w tym miejscu?


JUMPCITY swoją działalność rozpoczęło w Gdyni ponad 3 lata temu, w 2016 roku kolejno powstawały parki w Katowicach oraz w Gdańsku. Marka cieszy się dużą rozpoznawalnością w Trójmieście oraz wzbudza ogromne zainteresowanie mieszkańców a także turystów. Punkt w Rumi uzupełnia ofertę Aquaparku w Redzie, do którego mamy niecałe 2 km piechotą.

JUMPCITY w Rumi to ponad 2000 m2 trampolin, wśród których wyróżnić można następujące strefy: baseny z gąbkami, ścieżki akrobatyczne, trampoliny sportowe z trampoliną Super Quad, arenę do zbijaka, arenę główną, trampoliny z koszami, strefę gladiatorów oraz slack line. Ponadto w JUMPCITY w Rumi zadebiutuje nowa atrakcja - strefa Ninja, czyli tor przeszkód zawieszony nad basenem z gąbkami.

Wszyscy wchodzący na początek muszą zakupić antypoślizgowe skarpetki za 5 złotych. Potem tuż przed wejściem (wejścia tylko o pełnych godzinach) krótkie przeszkolenie, rozgrzewka i ... można skakać. Dzieciom podobała się strefa ninja, która wymaga koordynacji i posiadania młodego organizmu, który nie siedzi godzin w pracy przed ekranem komputera. Równie ciekawa była arena do zbijaka wraz ze ścianką wspinaczkową oraz slack line. To ostatnie wbrew pozorom nie jest tak skomplikowane jakby się 30-letnim dziadkom wydawało.

Nie ma strefy, z której korzystanie nie byłoby przyjemnością. Widać jednak wyraźnie kondycyjne i ruchowe braki kiedy próbujemy wybić się na wyżyny naszych możliwości. A tu nic, zero, null. Nad wszystkim czuwają trenerzy - opiekunowie więc zabawa jest względnie bezpieczna. Warto mierzyć siły na zamiary i nie próbować zostać olimpijskim mistrzem w gimnastyce zanim nie dojdzie się do tego poziomu :)

JUMPCITY Rumia jest miejscem, w którym można zaznać innego rodzaju rozrywki niż we wszystkich salach zabaw. Ponoć można nawet zorganizować tam urodziny - swoje bądź dziecka. Pomysł ciekawy - jak to jest z wykonaniem?

Przestronne szatnie z prysznicami oraz zamykane elektronicznie szafki gwarantują komfort odwiedzin. Warto pamiętać, by do zabawy wziąć strój sportowy na przebranie. Litry potu po kilkunastu minutach jumpingu to norma. Po godzinie jest już naprawdę deszczowo.

Czy warto? Zdecydowanie - i nie tylko jeden raz. Do zobaczenia wkrótce - tym razem z biletem kupionym przez internet.

Jedwabna szarfa. Arsene Lupin w akcji

"Jedwabna szarfa" to jedno z ciekawszych opowiadań Maurice'a Leblanca, w którym Arsene Lupin przechodzi samego siebie.


Akcja opowieści dzieje się w Paryżu. Inspektor Ganimard zauważa chłopca rzucającego skórki od pomarańczy robiącego przy tym tajemnicze znaki na murze. Idąc za nim trafia do mieszkania, w którym spotyka odwiecznego wroga francuskiej policji, fircyka i złodzieja wszechczasów - Arsena Lupina.

Szykując się do pojedynku na śmierć i życie inspektor zostaje zaskoczony informacjami, których chętnie udziela mu Arsene. Zdradza tajemnicę morderstwa, które ... jeszcze nie zostało odkryte.

Maurice Leblanc umiał pisać opowieść, w której każdy rozdział zmuszał do kupienia kolejnego numeru gazety. Nie do końca wiadomo, kiedy nastąpi wielki finał. Czy może w momencie zdradzenia tajemnicy przez Arsena czy później? Leblanc pięknie bawi się z czytelnikiem pokazując mu godną naśladowania drogę do pisania prostych acz wciągających opowieści kryminalnych.

Podoba się pokazanie klimatu tamtych czasów, obyczajów i zwyczajów ówczesnego Paryża. No i oczywiście Arsene Lupin - bezbłędny i zabójczo skuteczny amator cudzej własności. Jemu zresztą wiele można wybaczyć - wszak to ikona idealnego złodzieja.

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Zwierzenia Arsene'a Lupina".


Inne książki: Kryształowy korek, Czerwone oko.

Antywirus. Gra nie tylko dla dzieci

Co zrobiłbyś, Drogi Czytelniku, gdyby Twój system został zaatakowany przez zabójczy wirus? Kiedy Twoje ciało musiałoby walczyć z bakterią, którą tylko Ty sam możesz pokonać? Gra „Antywirus” daje możliwość sprawdzenia się w ekstremalnych warunkach.


Wirusy o różnych kształtach przesuwamy na wklęsłej planszy tak, by wydostać się poza jej ramy i przejść kolejny poziom. Ilość ruchów oraz możliwości jest ograniczona zarówno ustawieniem poszczególnych wirusów jak i tym, że można wykonywać ruchy grupami wirusów.

Jeśli uda się usunąć z planszy czerwonego wirusa składającego się z dwóch wklęśnięć możemy przejść do kolejnego etapu. Mamy 60 zadań o 5 różnych poziomach trudności. Zaczynamy od startera i juniora by przejść do experta, mistrza i gwiazdy „Antywirusa”.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 lat. Dobrze bawić będzie się podczas rozgrywki młodzież, rodzice, dorośli i ludzie, którzy przeżyli ponad 100 lat.

Wydaje się, że 60 poziomów jak na taką grę to mało. Zapewniam, że trochę czasu spędzicie rodzinnie bądź z przyjaciółmi, aby przejść wszystkie etapy „Antywirusa”.

„Antywirus” to gra, która pozwala rozwijać myślenie logiczne, procesy poznawcze oraz wyobraźnię przestrzenną. To doskonała alternatywa dla wirtualnych światów, które nie rozwijają możliwości człowieka w taki sposób jak tego typu gra.

Podobna do opisywanej przeze mnie „Blokady” jest obowiązkowym zakupem dla dzieci z każdej okazji. Zdecydowanie warto!

wtorek, 15 sierpnia 2017

Kryształowy korek. Maurice Leblanc

"Kryształowy korek" to kolejna opowieść o złodzieju - dżentelmenie, w której tym razem Maurice Leblanc stworzył arcyciekawy portret intrygi z wyższych sfer.


Powieść publikowana była w gazecie „Le Journal” od września do listopada 1912 roku. Inspiracją Maurice’a Leblanca był niesławny skandal Panamy z 1892.

We Francji krąży tajemnicza lista osób, które zostały skorumpowane. Będący w jej posiadaniu poseł Daubrecq szantażuje wszystkich posiadając władzę, o jakiej nie śniło się nawet prezydentowi Republiki. Umie poradzić sobie nawet z Arsenem Lupinem, który nie zdaje sobie sprawy z przebiegłości przeciwnika i jego macek, które sięgają nawet w najbliższe otoczenie mistrza złodziei.

Wdeptujący co rusz na minę Arsene Lupin chce w końcu rozwiązać sprawę kryształowego korka, którego wszyscy szukają. Na jego nieszczęście do więzienia trafiają najbliżsi współpracownicy Lupina - w tym młody Gilbert oskarżony o morderstwo, którego nie dokonał. Czy francuski dżentelmen poradzi sobie z arcyprzeciwnikiem?

Leblanc zabiera nas do świata, w którym zawsze istnieje wyjście z nawet najgorszej sytuacji. Arsene Lupin potrafi przebrać się za niepozornego pomocnika policyjnego i wyjść z centrum akcji jak również wyrwać swoich wspólników z więzienia strzeżonego bardziej niż dziś katedra Notre Dam.

Arsene Lupin jak zwykle w swoich działaniach szarmancki i grzeczny sprawia, że taki złodziej to nawet interesujący gość, który bogatym zabiera a biednych wspiera z radością i gestem.

Powieść "Kryształowy korek" czerpie z opowiadania Edgara Allana Poe - "Skradziony list" bo pomysł ukrycia obiektu na widoku jest taki sam. Poza tym Leblanc zabiera nas do wymyślnych kryjówek, skrytek i tajnych przejść, które w połączeniu z francuskim pejzażem sprawiają, że człowiek tęskni za tym krajem, obyczajami i zagadkami, których tak mało pojawiło się na kartach książek.

Do następnego razu Arsenie :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Czerwone koło. Maurice Leblanc

Powieść, która zawiera w sobie ciekawy wątek kryminalny i sporą dawkę napięcia, które towarzyszy czytelnikowi do samego końca? "Czerwone koło" Maurice'a Leblanca to zdecydowanie numer jeden tegorocznych wakacji.


Choć "Czerwone koło" wydane zostało na początku XX wieku do dzisiaj można czytać je z przyjemnością porównywalną ze skandynawskimi kryminałami, norweskimi thrillerami i opowieściami o Sherlocku Holmesie.

Skomplikowana fabuła i narastające napięcie czynią tę powieść pasjonującą lekturą. Aura tajemniczości i grozy pozwalają zakwalifikować utwór jako świetny thriller, w którym główną rolę odgrywa czerwone koło. Jest ono symbolem zła i wściekłości, z którym nie radzi sobie naznaczony tym znakiem.

Przekazywane z pokolenia na pokolenie koło sprawia, że każdy posiadacz znaku jest mordercą, złodziejem i opryszkiem, jakiego nie widział świat. Taki jest również Jim Barden, którego historia rozpoczyna "Czerwone koło".

Autor wielu przestępstw jest ciągle ścigany przez Maxa Lamara - doktora wiedzącego o tajemniczej przypadłości. Kiedy wydaje się, że śmierć Jima kończy przeklętą linię okazuje się, że są na świecie inne osoby naznaczone. Akcja komplikuje się jeszcze bardziej gdy na scenę wkraczają nieślubne dzieci, tajemniczy adwokaci i przyjaciele Bardena, którzy chcą przejąć jego majątek.

Maurice Leblanc znany bardziej jako autor opowieści, w której główną rolę gra Arsene Lupin zaprezentował w "Czerwonym kole" swój literacki talent, szyk i pomysłowość do tworzenia kryminalnych opowieści, przez które przebija się głębokie zainteresowanie psychologią.

Wydaje się nawet, że pisarz wierzył w takie "przekleństwo", które naznacza człowieka na całe życie. Jeśli masz być złodziejem i jest to zapisane w gwiazdach - tak będzie. Gdy pisane ci jest bycie profesorem - zostaniesz nim z pewnością.

Książka ma jedną wadę - jest zdecydowanie za krótka dlatego od razu zaczynam lekturę "Kryształowego korka".

"Czerwone koło" do kupienia tutaj.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Mroczna wieża. Stephen King na wielkim ekranie

Co jest lepsze - książka czy film? Takie pytanie towarzyszy każdej ekranizacji powieści Stephena Kinga. Niesamowite "To", intrygujące "Stukostrachy" czy fenomenalny "Sklepik z marzeniami" to niektóre z mistrzowskich przeniesień książek na ekran. A jak jest z "Mroczną wieżą"?

Fenomenalna saga


„Dawno, dawno temu wszystko było Discordią, z której powstały Promienie, mocne, krzyżujące się w jednym punkcie" – czytamy w powieści Kinga. To właśnie na przecięciu promieni znajduje się Mroczna Wieża. Cykl „The Dark Tower" to historia Rolanda Deschaina, ostatniego żyjącego członka bractwa „rewolwerowców", który próbuje dostać się do tytułowej Mrocznej Wieży; miejsca będącego centrum wszystkich światów. Długa droga do tego mitycznego miejsca okupiona jest stratą, nadludzkim wysiłkiem i cierpieniem. We wszystkich działaniach Roland posługuje się „Drogą Elda", kodeksem honorowym, który określa całe jego życie. Tymczasem świat rozpada się, mieszają się czasoprzestrzenie, światy równoległe. Podróż Rolanda ma tylko jeden cel – ocalić świat przed samozagładą. Tyle w dużym skrócie jeśli idzie o książkową sagę.

Słaby film


W filmie scenarzyści dokonali selekcji materiału zostawiając widzom główne postaci oraz odchudzone wątki opowieści. Świetne wybory castingowe (McConaughey, Elba, młody Tom Taylor), obiecujące zwiastuny, kapitalna baza wyjściowa w postaci powieści Stephena Kinga i reżyser dawały nadzieję na niesamowitą ucztę, w której nasz świat znów stanie się daniem głównym. Po intrygującym początku, w którym widz nieznający wszystkich tomów "Mrocznej wieży" poznaje główne wątki opowieści ... nie dzieje się nic ciekawego. Jakby twórcy filmu stracili pomysł na dalszy ciąg. Dla widzów, którzy nie znają opowieści z kart książek to może wystarczyć - dla mnie jest to o wiele za mało.

Twórcy filmu wychodzą z założenia, że początkiem "Mrocznej wieży" są wizje Jake'a - wieża, człowiek w czerni i rewolwerowcy, które to prowadzą go wprost w objęcia psychiatry i eliminację ze społeczeństwa. Dopiero w momencie, gdy znajduje drzwi do świata alternatywnego wszystko układa się w logiczną całość i zostanie nazwane. Walter to człowiek w czerni a Roland Deschain to rewolwerowiec. Jake wraz z tym ostatnim wspólnie spróbują ocalić światy przed ostateczną zagładą.

Trochę Kinga


Wydaje mi się to za mało jak na opowieść opartą na solidnych podstawach mistrza horroru. Przecież "Mroczna wieża" to magnus opus Stephena Kinga. Ogrom wątków, powiązań z innymi książkami autora i uprawianie amerykańskiego mitu to tylko niektóre z nich. Na szczęście twórcy filmu w swoim krojeniu materiału nie zapomnieli, że prawdziwi fani szukać będą nawiązań do innych opowieści Kinga - napis "Pennywise" w zrujnowanym wesołym miasteczku, choć to znów kropla w morzu potrzeb kingofana.

Dziki Zachód


Coś, co buduje jakość "Mrocznej wieży" to cały kodeks rewolwerowców, który stworzył King. Wybór Elby, który zagrał postać rewolwerowca to strzał w dziesiątkę. Zimny, nieprzystępny realizuje cel, jakim jest zemsta na Walterze pragnącym zniszczyć wieżę. Cząstkę wspomnianego kodeksu zobaczymy w momencie, gdy Roland wraz Jakem recytują credo tego zakonu amerykańskich bohaterów - "Nie będę celował ręką, gdyż kto celuje ręką, ten zapomniał oblicza swego ojca. Będę celował okiem. Nie będę strzelał ręką, gdyż kto strzela ręką, ten zapomniał oblicza swego ojca. Będę strzelał umysłem. Nie będę zabijał bronią, gdyż kto zabija bronią, ten zapomniał oblicza swego ojca.Będę zabijał sercem". Piękne są sceny, w których pokazują się prawdziwe umiejętności rewolwerowców. Szybkie ładowanie dwóch rewolwerów z okładziną z drewna sandałowego i metodyczne eliminowanie przeciwników zasługuje na najwyższe uznanie.

Serial? 


Wielu widzów - wiernych fanów Kinga chciałoby zobaczyć "Mroczną wieżę" jako serial. Formuła ta zapewnia możliwość stworzenia nieokrojonej ekranizacji wykorzystującej większość wątków opowieści. Pomysł dobry jednak pamiętać należy, że głównym założeniem twórców jest maksymalizacja zysków. Te w przypadku wiernego oddania bogactwa światów i tematów "Mrocznej wieży" mogłyby takie nie być. Musi być ciekawie, strasznie i prosto.

"Mroczna wieża" to opowieść wakacyjna, która przeznaczona jest dla widzów bez znajomości twórczości Kinga. Zagorzali fani poczują niedosyt. A może to działanie specjalne przed wrześniową premierą "To". Mam nadzieję, że będzie tam o wiele lepiej.





wtorek, 8 sierpnia 2017

Warto mimo wszystko

Anna Dymna w rozmowie z Wojciechem Szczawińskim udowadnia, że mimo wszystko warto żyć i życiem się cieszyć - nawet kiedy nie jest ono takie łatwe i przyjemne jakby się mogło wydawać.


Książka to rozszerzony zbiór anegdot, opowieści i potężnej dawki dobrego humoru. O tym, że aktor w Polsce wielu ludziom kojarzy się z wiecznie młodym i przystojnym obiektem seksualnym. O tym , że odbiorca weźmie autograf od swojego "ulubieńca" myląc go z kimś innym. O tym, że wielkie pieniądze nie idą w parze z jakością i przesłaniem filmów. O tym, że czasem nawet z największym agresorem można wygrać siłą spokoju i pogodą ducha.

Aktorka, która nie za bardzo chce grać we współczesnych serialach opowiada, że "Warto mimo wszystko". Niespełnione marzenia o zostaniu panią psycholog realizuje w prowadzonej przez siebie Fundacji oraz codziennym życiu, które raz po raz wystawia ją na próbę.

Anna Dymna intrygująco opowiada o teatrze, w którym przyszło jej grać jak o najukochańszej rodzinie. Słynne 'Dziady" z 1973 roku, "Małe kroki, wielkie kroki" Macieja Karpińskiego czy też "Noc listopadowa" w reżyserii Andrzeja Wajdy wyglądają inaczej, gdy poznaje się tło tych opowieści.

Wojciech Szczawiński namawia aktorkę do opowieści o życiu w tamtych czasach i o tym, że aktor jest od grania a nie uprawiania polityki. O pierwszym mężu - Wiesławie Dymnym, który był postacią wielowymiarową. To jednak mała część z tematów poruszanych na łamach "Warto mimo wszystko". . Dawno już nie spotkałem się z wypowiedziami aktora/aktorki tak dojrzałymi i niosącymi przesłanie.

W dobie marnie dobieranych słów i nieważnych tematów "Warto mimo wszystko" warto przeczytać.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Blokada. Gra dla wszystkich

"Blokada" z Granny to gra logiczna z 60 poziomami do przejścia. Choć początkowo wydaje się to ciekawe i łatwe doświadczenie, to w miarę akcji zabawa robi się tak trudna jak w Robinsonie Cruzoe, o którym pisałem niedawno.


60 wysokooktanowych zadań blokowania gwarantuje godziny świetnej zabawy. Wielopoziomowa gra logiczna - różny poziom trudności zadań sprawia, że mogą ją rozwiązywać osoby w różnym wieku. Mamy określone klocki i możliwość ich rozmieszczenia. Okazuje się jednak, że to, co na początku było łatwe okazuje się jednak wymagające włożenia wysiłku. Chłopaki w wieku 7 i 5 lat bez dużych trudności doszli do 30 poziomu.

Jak będzie dalej? Okazuje się, że tetris to nie wszystko, by znaleźć odpowiedź na odpowiednie położenie kloców. Twórcy gry w ciekawy sposób ustawiają w kolejnych poziomach zarówno budynki jak i samochód, który próbuje uciec przed policją. Czy się mu to uda? Zależy tylko od gracza. Jesteśmy przecież szefem policji, który pilnuje, by zbieg został doprowadzony do więzienia. W miarę pokonywania kolejnych poziomów okazuje się, że nie jest to takie łatwe, na jakie się wydaje.

W zestawie znajduje się 1 czerwony samochód oraz 4 klocki budynków wraz z planszą i instrukcją poszczególnych ruchów. Zaczynamy od poziomów starter, by potem piąć się w poziomy junior, expert oraz mistrz. Z doświadczenia wiem, że przechodzenie poziomów na raz nie jest ciekawe. Trzeba dać sobie trochę czasu, by móc dochodzić do kolejnych niebanalnych rozwiązań w "Blokadzie". Okazuje się bowiem, że klucz do sukcesu leży w umiejętnym dobieraniu i dopasowywaniu klocków.

Gra przeznaczona jest dla graczy od 7 do 99 lat. Pomysłodawcy gry mieli rację - to zdecydowanie najlepsza gra sezonu dla wszystkich. Czy jesteśmy nad morzem, jeziorem czy w domu podczas dużej ulewy wiem jedno - "Blokada" zapewnia zabawę na długie godziny.

Więcej informacji o grze znajdziecie tutaj.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czarna Madonna. Remigiusz Mróz

Geniusz polskiego kryminału po setkach stron, w których skupił się na tworzeniu skomplikowanych zagadek postanowił napisać horror religijny. "Czarna Madonna" ma w swoim założeniu sprawić, by czytelnik poczuł ciarki kiedy wieczorem coś zaskrzypi na strychu. Poczuje?


Filip - były ksiądz zwany przez wszystkich Bergiem próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Aneta - jego wybranka zdaje się być cudem, który sprawia, że każdy dzień ma sens. Sielankę psuje jednak tajemnicze zniknięcie samolotu, na pokładzie którego przebywała dziewczyna. Miał wylądować na lotnisku w Tel Awiwie a nagle zniknął z radarów.

Berg odchodząc od zmysłów wraz z siostrą narzeczonej - Kingą próbuje rozwiązać tą skomplikowaną zagadkę, w której zagadnienia natury religijnej zaczynają odgrywać bardzo ważną rolę. Najważniejsza jest oczywiście Czarna Madonna.

Remigiusz Mróz w posłowiu do "Czarnej Madonny" wspomina, że zawsze chciał napisać taką książkę. Opowieść, która wymagała szukania i lektury wspomnień egzorcystów - jak choćby Gabriele Amortha - wzbudza szacunek dla pracy włożonej w szczegółowe zapoznanie się ze światem nadprzyrodzonym - jego zasadami (?) i skutkami, jakie za sobą niesie. Podobnie rzecz ma się z całą otoczką dotyczącą katastrof samolotowych.

Nie podzielam euforii dotyczącej "Czarnej Madonny". Zamiast bać się tej opowieści, do której praca "poruszyła" w Mrozie "struny duszy" byłem zły na niego, że zniechęca mnie do podróżowania samolotem w tak ciekawe miejsca na świecie. Ponoć samolot bezpieczniejszy jest niż samochód - a u pana Remigiusza - trup ściele się gęsto.

Widać gołym okiem, że pisanie przychodzi autorowi "Czarnej Madonny" z łatwością. Wielu czytelników zachwyconych jest jego cyklem z Wiktorem Forstem czy Joanną Chyłką. W wolnej chwili warto więc zapoznać się z panem Remigiuszem - przepraszam - z jego bogatą bibliografią.

Jak na razie polskim królem kryminału pozostaje dla mnie Katarzyna Pużyńska. Ma dziewczyna jaja.