Przejdź do głównej zawartości

Święty Brat Albert - tajemnica całkowicie odkryta

Brat Albert patrzy wprost w obiektyw. Nie uśmiecha się, nie pozuje. Zniszczony habit jest przewiązany w pasie sznurem. Prawą rękę opiera na lasce, w lewej trzyma papierosa. Nie jest ckliwym staruszkiem. Miłość, jaką otaczał ubogich i wszystkich dookoła, była męska i radykalna. Wymagająca i wybaczająca. Po prostu ojcowska (fragment książki "Brat Albert. Biografia").


Na niektóre pytania nasuwające się po lekturze fascynującej książki odpowiedziała mi Natalia Budzyńska - autorka. Dziękuję Wydawnictwu Znak za pomoc w przeprowadzeniu rozmowy.


Kiedy tak naprawdę nastąpiło nawrócenie Adama Chmielowskiego – brata Alberta?
Tak naprawdę to nie mam pojęcia, bo to jest zawsze jakaś tajemnica życia każdego człowieka. Na pewno przełom nastąpił na Podolu u brata, gdy tenże brat sprowadził do swojego domu księdza, z którym prowadził rozmowę o Bożym miłosierdziu. Zaaranżował to spotkanie tak, żeby Adam wszystko słyszał. Adam był wtedy w dramatycznej sytuacji, po kilku miesiącach pobytu w szpitalu psychiatrycznym, w ciągłym poczuciu winy i bezsensu, niegodności własnej osoby. Był w rozpaczy i wydawało się, że nie ma szans na wyzdrowienie. Lekarze w każdym razie rozłożyli już ręce. Pomogła Dobra Nowina, którą usłyszał „przypadkiem” od nieznajomego księdza.

W Pani książce wiele można przeczytać o dzieciństwie brata Alberta. Dotarła Pani do źródeł mówiących o wielkiej religijności w tamtym okresie?
Religijność domu, w jakim wychował się Brat Albert chyba nie była jakaś specjalna, nie mam na to żadnych dowodów, ale wydaje się, że była to typowa pobożność domu w połowie XIX wieku. Podobno matka Adama była tercjarką, czyli jakoś bardziej udzielała się w parafii, ale on sam nie wspominał o domu, jako o źródle swojego powołania czy miejscu, które ukształtowało jego pobożność.

Jaki wpływ na późniejsze życie Adama Chmielowskiego – brata Alberta miała śmierć ojca?
To chyba musiałby się wypowiedzieć psycholog, jaki wpływ na dziecko ma śmierć ojca i wychowanie bez wzorca męskiego. Nie chcę kombinować.

Brat Albert poświęcił się pracy najuboższym. Czy to może być wynik udziału w Powstaniu Styczniowym?
Nie sądzę, nie przyszło mi to do głowy. Dlaczego?

Po wydaniu książki dotarła Pani czy może dostała materiały, które nie weszły w jej treść?
Nie, ale już po oddaniu tekstu natrafiłam na fotografię, której przedtem nie widziałam. Była w archiwum sióstr albertynek, tyle, że siostra archiwistka była przekonana, że ta fotografia nie przedstawia Brata Alberta tylko jakiegoś anonimowego brata, dlatego mi tej fotografii nie pokazała. Kiedy dzięki pewnej albertynce zobaczyłam to zdjęcie była przekonana, że to właśnie Brat Albert, wystarczyło porównać. No i udało się zamieścić jeszcze tę fotografię w książce, tyle, że już nie zdążyłam nic o niej napisać.

Skąd zainteresowanie – żeby nie napisać – fascynacja postacią brata Alberta, która bliższa staje się dzięki Pani książce?
Właściwie postaci, które opisuję zaczynają mnie fascynować dopiero po napisaniu o nich ksiązki. Na początku są zagadką, ale zawsze staram się odszukać ich prawdziwych. O Bracie Albercie pisano dotąd hagiografie, czyli żywoty świętych z obrazka. Przez to święci są dalecy od nas, nieprzystępni. w Bracie Albercie ostatecznie zafascynował mnie jego radykalizm, to człowiek, który wziął ewangelię na serio, który w drugim człowieku i to tym najpodlejszym, widział Chrystusa. Nie oceniał, nie osądzał, nie gardził, nie dzielił. Świetnie opisała to w prostych słowach s. Kunegunda, ten cytat jest na okładce książki. I nie chodzi w nim o to, że zmieniał się w zależności od okoliczności, więc był nieszczery. Nigdy nie chciał być od nikogo lepszy, z każdym potrafił pogadać, dla każdego znaleźć czas, z każdym się utożsamiał.

Który z obrazów brata Alberta – malarza podoba się Pani najbardziej i dlaczego?
To trudne pytanie, bo muszę przyznać, że nie jestem fanką malarstwa Adama Chmielowskiego. Osobiście nie uważam, żeby był dobrym malarzem. I nie będę oryginalna, działa na mnie tylko obraz „Ecce Homo”. Jest w nim to coś, co sprawia, że doświadcza się tego dreszczu, tej gęsiej skórki. To ikona sensu stricte. Kiedy zbierałam materiały u krakowskich albertynek, często po pracy w archiwum szłam do kaplicy i siadałam przed tym obrazem. Nie można na niego patrzeć tylko jak na dzieło sztuki. To zdecydowanie coś więcej.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polska to piekło z aniołami

Ludzie umieją sobie sami robić sobie piekło lepsze niż to biblijne. Nie ogień i siarka oraz wieczne męki a każąca ręka pijanego ojca i mnóstwo ludzi, którzy mają cię za nic. Nie wierzycie? Przykładem niech będzie książka "Wyrwałem się z piekła" Dobromira Mak Makowskiego.
Autor jest pedagogiem oraz animatorem projektów pedagogicznych z młodzieżą na ulicach. Przed laty sam mierzył się z wieloma problemami będąc wychowankiem Domu Dziecka. Poznał destrukcyjną siłę ojcowskiej ręki i pasa moczonego w wodzie dla lepszego efektu.

Przeżył dzieciństwo bez matki, która uwierzyła w "zbawczą siłę" alkoholu. Natknął się na zło w dorosłych, którzy nie wierzyli, w jakim piekle żyje chłopak. W końcu sam zagubił się i wybrał życie na dnie - narkotyki, alkohol i wszystko, co powodowało, że człowiek żyje w innej rzeczywistości.

Dobromir Mak Makowski w prostych słowach opowiada tą historię życia. Historię, która przeraża - szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że miała miejsce w po…

Pypcie na języku Michała Rusinka

W czasach, które wypełnione są zmieniającymi się modami, nowymi technologiami i ludźmi bez dążeń rozmowy o języku zostały pogrzebane. Michał Rusinek w swoich "Pypciach na języku" pokazuje jednak, że nasza mowa ojczysta jest czymś, o czym warto dyskutować.
Sekretarz Wisławy Szymborskiej umiejętnie wychwytuje informacje o pomyłkach, przekręceniach i innych chochlikach, które dopadają nawet najwybitniejszych polonistów. Weźmy na przykład modę na nieodmienianie nazwisk. Większość Polaków sądzi, że jak ktoś będzie mówił do nich w mianowniku to ich bardziej szanuje i potwierdza ich szlacheckie pochodzenie. "Idę na spotkanie z panem Kowalski!" albo "Porozmawiamy dzisiaj o panu Iwaszkiewicz" to przykłady głupiej maniery, którą Michał Rusinek prezentuje w jednym ze swoich pypciów.

Idźmy dalej. Michał Rusinek słusznie - i chyba jako jedyny - zwraca uwagę, że kult obrazu (telewizji, youtube'a) to powrót do kultury obrazkowej, która charakteryzowała średniowiecz…

40 sloganów reklamowych, których nigdy nie zapomnę

Jak stworzyć ciekawy slogan reklamowy? W jaki sposób wymyślają go fachowcy? Jak wpływa na odbiorcę? Czy decyduje o zakupie danego produktu/usługi/rzeczy?

Dobry slogan wart góry złota. Człowiek żyje na tym świecie nasączony przeróżnymi hasłami. Oto moja 50, która zapadła w pamięć. Czasem może przekręcona ale jest.

1. Matka natura, ojciec Feliks.
2. To jest pyszne! - Hochland
3. Są parówki i są Berlinki!
4. Łaciate - samo mleko.
5. Serce jak dzwon - Kama
6. Podaj to, co najlepsze - Tchibo
7. Dobre pomysły, dobry smak lub Dobre pomysły, lepszy smak
8. Tak smakuje dziecka czas - Monte
9. Bum, bum, boomer
10. Saga - to u nas rodzinne
11. Podejmij wyzwanie Actimela
12. Przebojowe warzywa Bonduelle
13. Są powody do mruczenia - Whiskas
14. Twój kot kupowałby Whiskas
15. Twarde dowody - Pedigree
16. Zakochaj się w Warszawie
17. Raffaello - wyraża więcej niż tysiąc słów
18. Takie rzeczy tylko w Erze
19. Co kropelka sklei, sklei - żadna siła nie rozklei
20. Jeżyki najeżone bakaliami
21. Czekolad…