poniedziałek, 28 maja 2018

Dziewczynka z zapalniczką. Mariusz Czubaj

"Dziewczynka z zapalniczką" Mariusza Czubaja to kolejna opowieść o przemiłym* komisarzu Rudolfie Heinzu i jego popieprzonym życiorysie.


Mamy rok 2011. W lesie nieopodal Katowic zostaje rozjechany emerytowany policjant, Jacek Szymon. Rudolf Heinz stracił najlepszego przyjaciela. Dodatkowo profiler, przechodzący ciężkie załamanie nerwowe i przebywający na przymusowym urlopie, zostaje poproszony o dyskretną przysługę. W efekcie pierwszy raz zaczyna prowadzić prywatne śledztwo. Sprawę komplikuje także to, że o pomoc prosi Heinza miejscowy deweloper, który dla wielu jest po prostu gangusem bez serca i skrupułów.

Wszystkie tropy prowadzą do wydarzeń sprzed lat, które położyły się cieniem na karierze Jacka Szymona. Chodzi o morderstwo 6-letniej dziewczynki - nierozwikłane do dzisiaj.

Opowieść Mariusza Czubaja to kawał dobrej literatury kryminalnej. Nie bez powodu Katarzyna Bonda o "Dziewczynce z zapałkami" napisała - petarda. Autor - profesor antropologii nie pisze z szybkością karabinu i nie produkuje paru książek rocznie jednak to, co w końcu oddaje do druku jest dobre jak boże stworzenie.

Rudolf Heinz to prawdziwy glina - bez kondycji, z uzależnieniem od alkoholu i dobrej muzyki. Może jako profiler nie jest tak szybki jak Sasza Załuska. Wykonuje swoją robotę z zaangażowaniem i chęcią dokończenia sprawy. Każdej sprawy.

Podobają się jego metody pracy, w której umie złamać nawet największego twardziela. Nie wydusza zeznać siłą lecz przebiegłością i erudycją, która rzadka jest wśród literackich komisarzy.  Gdy jeszcze czytelnik dostaje kryminalną zagadkę z Andersenem w tle musi być ciekawie.

Czubaj the best. Dzięki panie Mariuszu za wiarę w moje wypociny doktorskie.


*taki żarcik

niedziela, 27 maja 2018

Czerwony Pająk. Katarzyna Bonda

Oglądając instagrama Katarzyny Bondy można odnieść wrażenie, że autorka żałuje końca przygody z Saszą Załuską. Pani Katarzyno! Proszę otrzeć łzy! Jest wybitnie dobrze i czas zmienić zainteresowania na bardziej krwawe.


Ostatnia powieść Katarzyny Bondy - "Czerwony pająk" zaczyna się niepokojąco. Okazuje się bowiem, że córka Saszy Załuskiej zostaje uprowadzona przez nieznanych sprawców i mimo wzmożonych wysiłków policji nie udaje się jej odnaleźć.

Prywatne śledztwo Saszy wykazuje, że porwanie dziewczynki jest powiązane z zagadkowym samobójstwem byłego oficera wywiadu, pseudonim Dziadek, niegdyś przełożonego Załuskiej. To w jego posiadaniu znajdowało się archiwum kompromitujące najważniejszych polskich polityków.

Katarzyna Bonda w "Czerwonym pająku" składa do kupy wszystkie elementy swoich opowieści. Poznajemy historię Saszy - skomplikowaną i zrozumiałą dopiero w tym tomie. Skąd pochodzi, jak znalazła się w służbach i policji? Kim byli jej rodzice i czy w ogóle byli? Czy będąc w tyglu intryg, kłamstw i przeinaczeń Sasza Załuska wie, kim naprawdę jest? Układanka żywiołów Katarzyny Bondy w "Czerwonym pająku" jest kompletna.

Urzeka Gdynia - miasto, które jest głównym miejscem akcji. Dzielnice takie jak Redłowo czy inne wspomniane przez autorkę czekały na to, by ktoś umieścił tu literacką opowieść o przestępczości zorganizowanej powiązanej z polityką, przemianami i wiatrem od morza.

Katarzyna Bonda to konkretna babka. Czytając zauważa się ogrom pracy wykonanej przez autorkę. Nie ma niedociągnięć - są tylko treści dopracowane w każdym szczególe.

To, że natyka się czytelnik na Wejherowo w "Czerwonym pająku" dopełnia mojej oceny. Książka wyśmienita. Nie żałuję, że to koniec przygód z Saszą :)


piątek, 25 maja 2018

Forcecon 2018 Wejherowo

fot. Grzegorz Konkol

Co by było, gdyby nie było takiego wydarzenia jak Forcecon 2018? Myślę, że Dni Jakuba Wejhera zyskały dzięki premierze kolejnej części "Gwiezdnych Wojen" i wysiłkowi pasjonatów, do których należą Piotr i Monika Kalka wraz z rzeszą fanatyków kultowej sagi i miastu Wejherowo, które zdecydowało się zaufać.


Począwszy od marszu spod pomnika Jakuba Wejhera - przepraszam Darta Vadera poprzez wystawy, warsztaty, wykłady i konkursy oraz premierowy pokaz "Hana Solo" mieliśmy okazję do przeżywania czegoś, czego nie śniło się największym wejherowskim filozofom.

Wejherowska Filharmonia zagościła na dobre na mapie fanów "Gwiezdnych Wojen", którzy tłumnie przybywają by razem przeżywać coś, co wymyka się statystkom, analizom i badaniom. Wykład Jana Platy - Przechlewskiego zapamiętam na długo ponieważ mało jest osób, które z taką pasją i zaangażowaniem umieją opowiadać o "Gwiezdnych Wojnach". Podobnie zresztą inni prelegenci - wyrwani z szarej rzeczywistości kolejnej RP znajdują radość i szczęście w opisywaniu skomplikowanych relacji i zdarzeń w twórczości Georga Lucasa.

Patrząc na działania Piotra Mintury twierdzę, że są w Polsce ludzie, którym się chce. Niesamowite umiejętności tego gościa w połączeniu z umiejętnością zainteresowania najmłodszych "Gwiezdnymi Wojnami" przywraca wiarę w ludzi. To samo tyczy się Legionu 501, prowadzącego - pana Jacka, przebranych mieszkańców Wejherowa i okolic oraz wszystkich, którzy wierzą, że moc jest w Was. O wystawie rzeźb i figur dotyczących sagi nie wspominam, bo nawet Salvador Dali przy nich wymięka.

Kto nie był, niech żałuje bo następna impreza dopiero za prawie dwa lata. Niech moc będzie z Wami!




piątek, 18 maja 2018

Dziewczyny z Dubaju

Piotr Krysiak w książce "Dziewczyny z Dubaju" opisuje wielkie pieniądze, wygodne życie połączone z seksem, seksem i jeszcze raz seksem.


"Dziewczyny z Dubaju" to opowieść Piotra Krysiaka, który jako pierwszy tak szczegółowo opisał proceder zorganizowanej prostytucji Polek z arabskimi klientami i nie tylko. Są bogaci polscy biznesmeni, którzy chcą by jakaś kobieta zrobiła na nich kupę, wciągnęła kreskę czy po prostu pobawiła się gadżetami.

Piotr Krysiak próbuje pokazać mechanizm, który rządzi wieloma (nie wszystkimi) kobietami w Polsce i na świecie. Łatwa kasa od arabskiego księcia (do stu tysięcy złotych za miesiąc) nie może równać się z pracą i nauką oraz próbą robienia kariery w Polsce. Jako mężczyzna i obywatel tego kraju nie dziwię się bohaterkom reportażu Krysiaka, które zostały luksusowymi prostytutkami.

Nikt nie pozwoli im normalnie zarobić takich pieniędzy w tak krótkim czasie. To samo tyczy się kobiet, które werbowały i nakręcały cały ten biznes. Poziom rozwinięcia "firmy" sprawia, że znów uwierzyłem w powiedzenie, że Polak potrafi. Wspominane burdelmamy równie dobrze negocjowały stawki co załatwiały idealne kandydatki do pracy.

Choć tytuł wskazuje przede wszystkim na kontakty z arabskimi bogami to opowieść poszerza się o mężczyzn z innych krajów. Dziennikarz zaznacza, że wiele kobiet, które decydowały się na podróż do bycia escort girl było w stałych związkach, jednak ich partnerzy rzadko wiedzieli, w jakim charakterze pracują za granicą.

Większość zapewniała, że chodzi jedynie o bycie hostessą na galach czy udział w pokazach mody. Z książki Krysiaka wynika, że fotomodelki mogły zarobić nawet 500 euro dziennie za towarzyszenie szejkom i spełnianie ich zachcianek. Wiele z nich było również dodatkowo obdarowywanych drogimi prezentami, najczęściej luksusowych marek.

Chcecie więcej? Czytajcie "Dziewczyny z Dubaju"!








Mikołajek i jego paczka. Kleofas

Gościnny i Sempe stworzyli opowieści o paczce przyjaciół, które mimo upływu lat się nie zmieniają. Mikołajek i jego przyjaciele należą do klasyki literatury dla dzieci i dorosłych. Tym razem wydawnictwo Znak postanowiło wydać każdą z opowieści osobno - tak byśmy mogli zobaczyć każdego z bohaterów z innej - nieznanej dotąd strony. Przed Państwem Kleofas.


Kleofas nie za bardzo lubi szkołę. Zawsze wychodzi z niej ostatni, dostaje najgorsze stopnie, a kiedy je chce poprawić liczy na to, że ktoś w końcu mu podpowie poprawne odpowiedzi. Żarty trzeba mu tłumaczyć, a przerwy spędza przeważnie w klasie bo znów ma kary. Nie jest tak sprytny jak Gotfryd, obrotny jak Mikołajek czy przebojowy jak Jadwinia.

Kleofas w tej opowieści widziany jest przez pryzmat swoich urodzin, przeprowadzki czy wizyty na basenie. Grając tym razem pierwsze skrzypce, pokazuje że ma coś do powiedzenia a i jego numery wywołują uśmiech nawet na smutnej twarzy.

Szkoda, że Kleofas w momencie kiedy nie rozumie danej sytuacji czy świata, musi się pobić. Nie potrafi rozmawiać, nie chce rozumieć ale zawsze jest akceptowany przez grupę oddanych mu przyjaciół z Mikołajkiem na czele.

Gościnny i Sempe stworzyli opowieść, która pokonuje lata. Bohaterowie "Mikołajka" bez internetu, smartfonów i popkultury bawią się świetnie. Bawią się w indian, grają w rugby, oglądają z fascynacją telewizor będący dobrem bardzo luksusowym ale i mało ważnym.

Przede wszystkim chłopaki od "Mikołajka" mają jednak wspomnienia z przyjaźni i to jest najważniejsze.

No bo przecież kurczę blade!



środa, 9 maja 2018

Aleksandra Bośkowska. Księżyc z Peweksu

Młodzi nie znają Pewexów, gumy Turbo czy marynarzy z Gdyni wyglądem przypominających logo Baltony. Aleksandra Bośkowska zgłębiła PRL z innej - nieznanej dotąd strony. W książce "Księżyc z Peweksu" jak Sherlock Holmes rozpracowuje mlekiem i miodem płynący świat tamtych lat.


Zaczyna się nasza podróż od Gdyni - miasta z morza, w którym w czasach Polskiej Republiki Ludowej było więcej prywatnych firm niż państwowych. Marynarze prowadzili walkę ze złym systemem próbując sprzedawać towary z serii luksusowych - od zegarków na majtkach rozmiar uniwersalny kończąc. Dorabiając się majątków mieszkają na Zegarkowie tworząc piękną historię naszego Trójmiasta.

Luksus był nie tylko sprawą materialną. Szlacheckie pochodzenie i znani przodkowie również stanowili majątek, jaki wielu chciało mieć. Bogate drzewo genealogiczne to wiele kontaktów, możliwości ale i obowiązki. Bohaterowie tej części opowieści znani są dzisiaj szerokiej publiczności- taka o nich opowieść pozwala inaczej spojrzeć na te pokręcone losy. Luksusowe były polowania, wypady do Zakopanego czy wizyty w kawierence Sułtan w Warszawie.

Luksusowa była Warszawa, Śląsk, Zakopane. Młodzi z Saskiej Kępy, górnicy - przodownicy pracy bili na głowę nawet budowę hotelu Continental w stolicy. Luksus pozwalał inaczej spojrzeć na życie w świecie, w którym niełatwo żyć. Bo tacy górnicy na przykład mieli gieweksy, w których można było kupić lodówkę czy pralkę podczas gdy Kowalski w Wejherowie o tych rzeczach nawet nie marzył. Dla niego były one niedostępne.

Aleksandra Bośkowska rozmawia z uczestnikami tamtych wydarzeń badając tamto bogactwo. Rozmawia m.in. z Jerzym Zającem - obecnym dyrektorem Urzędu Miasta w Gdyni, który pamięta tamtą Gdynię. Dyrektorzy, kapitanowie, politycy opowiadają z sentymentem o sprawach, które dla młodych wydają się abstrakcyjne - dla starszych zaś sentymentalne.

"Księżyc z Peweksu" to także książka o historii. O połączeniach ludzi z opozycji i władzy, o bliskości w świecie, w którym nie było jeszcze smartfonów.

Piękna sprawa. Peweksie wróć!





piątek, 4 maja 2018

Nora. Katarzyna Pużyńska

"Nora" Katarzyny Pużyńskiej to świetnie napisany kryminał, który stanowi ciekawą kontynuację przygód bohaterów znanych z poprzednich części cyklu.


Tym razem wraz z zawieszoną w obowiązkach komisarz Kopp, Danielem Podgórskim, Emilią Strzałkowską i Weroniką Nowakowską próbujemy rozwikłać tajemnicze zniknięcie Bereniki. Nastolatka znana z miłości do gigantów i nienawiści do matki nagle przestaje się odzywać.

Jednak tym razem wszystko wydaje się być nie tak, jak zazwyczaj. Tymczasem w odległym o kilkadziesiąt kilometrów szpitalu psychiatrycznym zostaje zabita pacjentka - Valentine Blue - znana z "Czarnych narcyzów". Na kilka godzin przed śmiercią wysyła enigmatyczną wiadomość z prośbą o pomoc do Weroniki - etatowej psycholog z opowieści Pużyńskiej.

Powstają pytania - kto zabił? Ale! Dlaczego Berenika zniknęła w momencie, gdy Valentine Blue ginie w zamkniętym oddziale? Ale! Jak to w ogóle możliwe? Ale! Czemu znów na horyzoncie pojawiają się "Nowe Horyzonty"? Akcja nabiera tempa, za którym czasem trudno nadążyć.

Ale! "Nora" Katarzyny Pużyńskiej to opowieść, która chwyta za serce i tę część duszy, która żądna jest powieści kryminalnych na najwyższym poziomie. Ilość zagadek kryminalnych, które znajdzie w "Norze" czytelnik jest wprost proporcjonalna do ich jakości. Jak w opowieściach Agathy Christie wszyscy są podejrzani. U Pużyńskiej wszyscy są podejrzani tak samo mocno - nawet niektóre osoby pracujące w policji.

Eksperymenty medyczne, psychologiczne podchody, orientacje seksualne - to niektóre z elementów układanki Pużyńskiej zwanej "Norą". Dodam do tego jeszcze masę tatuaży na ciele komisarz Kopp i problem z księdzem proboszczem jednej z okolicznych parafii. Ten wątek tatuaży łączy się z autorką wyśmienicie - życzę jej, by na starość jej malunki nie wyblakły.

Ale! (jak mawia wspomniana komisarz) jeśli drogie panie szukają odpowiedzi na pytanie kogo wybierze Daniel Podgórski - Emilę czy Weronikę zmartwię. Tego nie dowiemy się chyba nigdy. Chyba, że ja nie czuję tych wątków damsko-męskich.

"Nora" to dobrze zainwestowane 50 złotych. W autorkę, która zgodnie z wykształceniem uzupełnia nasze psyche o to, co tygryski lubią najbardziej!



wtorek, 1 maja 2018

Tomek Michniewicz. Świat równoległy

Tomek Michniewicz jest podróżnikiem, który stara się nie jeździć utartymi szlakami. Zbacza na prowincję, w której zawsze jest atrakcją "wysoką i białą". Dzięki temu jednak może czytelnikom pokazać trochę więcej. Tak jest właśnie w 'Świecie równoległym".


Opowieść Michniewicza nie skupia się na jednym kraju, jednym kontynencie. Możemy przeczytać o więzieniach w Stanach Zjednoczonych, polskiej, elitarnej jednostce żandarmerii czy też przestępczości w Johanseburgu.

Poszukiwania, ryzyko, siły specjalne, przemoc, gangi, przestępczość czy rezerwat to kluczowe słowa opisujące podróże Tomka Michniewicza w "Świecie równoległym".

Jako czytelnik podziwiam ludzi, którzy codziennie mierzą się ze strachem mieszkając w zamkniętych osiedlach w RPA. A nuż ktoś znów spróbuje ich okraść, zabić, spalić? Przeraża ilość gangów w USA - kraju, który stawiany jest za wzór wszelkich cnot i pokoju. Podziwiam ryzykujących w Słowieni miłośników sportu ekstremalnego. Zastanawiam się nad problemem niedoceniania ludzi, którzy dla ojczyzny tracą zdrowie i nikt o nich nie pamięta.

Nie byłoby "Świata równoległego", gdyby nie wielka ciekawość Tomka Michniewicza i jego talent kronikarski. Doskonały skryba spisujący swoje przygody i wybierający najlepsze zdjęcia z podróży to coś, co idealnie pasuje na majówkę.

Pomimo, że o tym wszystkim napisano już i nagrano wiele materiału nadal ktoś odkrywa coś nowego. Tomek Michniewicz udowadnia, że w wielu wypadkach się nam wydaje. Wydaje się, że znamy, wiemy, kojarzymy. Tajlandię, USA czy Pakistan - prawda jest jednak inna.

Zapraszam do lektury "Świata równoległego".