czwartek, 30 maja 2019

Emigracja. Malcolm XD

"Emigracja" Malcolma XD to najlepsza polska książka roku 2019. Serio!


Jej autor - ekspert w tworzeniu opowieści w stylu "pasta" pisze o życiu małomiasteczkowego chłopaka, który po ukończeniu liceum postanawia żyć na emigracji w Londynie. Matka - pracownik kultury i ojciec wierzący kolejnym rządom nie potrafią przekonać go do pozostania w RP.

Emigracja. Malcolm XD


Ilość sytuacji, oraz postaci, które spotyka główny bohater podczas podróży i pobytu w Anglii wraz ze swoim przyjacielem Stomilem sprawia, że człowiek sika ze śmiechy podczas lektury. Częstomocz nie opisuje tego stanu - podobnie jak przerost prostaty.

Mamy więc polskich tirowców, którzy są ekspertami od wszystkiego. Zarabiają najwięcej i nie dają się nikomu wydymać. Gdy niemiecka policja dorwie ich na jeździe po pijaku potrafią w teatralny sposób rozegrać akcję tak, że zamiast 1 promila wychodzi 0,2 - jak po zjedzeniu cukierka z ajerkoniakiem u cioci na imieninach.

W Londynie i okolicach pełno ludzi sukcesu z Polski oczywiście. Ile zarobili i zarabiają - tego nie jesteś w stanie czytelniku ogarnąć rozumem i okiem. Albo na odwrót. Podobnie jak tirowcy - ludzie sukcesu z Polski wiedzą wszystko i osiągnęli taki sukces, że - jak mawia Mikołajek - kurczę blade! Gdy jednak główny bohater "Emigracji" konfrontuje opowieści przywożone przez ludzi sukcesu do Polski z angielską rzeczywistością nie jest już tak różowo. Oni wszyscy są tam w czarnej dupie!

Anglia to raj dla recydywistów z Polski, dla których to wredne polskie państwo postawiło krzyżyk za różnego rodzaju przestępstwa. W kraju na Wisłą to mieli już wszystko recydywiści obskoczone - u Królowej Elżbiety jest tego więcej i łatwiej ukryć się w tłumie ludzi różnego pochodzenia, wyznania i tak dalej.

Pamiętajcie - gdy wasz kuzyn czy kuzynka mówi, że w Anglii jest kimś i "w razie czego coś ci załatwi" to wiedzcie, że to kłamstwo. Zagranicą - jak pisze Malcolm XD - nie ufa się rodakowi. Nigdy. Ale tylko w Anglii, bo w Niemczech jeszcze można.

W "Emigracji" nie chodzi tylko o wyspiarski kraj. Zjawiska, ludzie i obyczaje Polaków poza Polską podobne są wszędzie. Obraz śmieszny a zaraz smutny. Krzywdzący dla tych, którzy zagranicą pracują w pocie czoła i poważnie traktują życie.

"Emigracja" Malcolma XD to najlepsza polska książka roku 2019. Serio!


wtorek, 28 maja 2019

Szwindel. Jakub Ćwiek

Oszuści, wszędzie oszuści - wypowiadane z namaszczeniem w naszym kraju częściej niż dzień dobry nabiera nowego znaczenia po lekturze książki Jakuba Ćwieka "Szwidel".

W opowieści tej autor łączy fakty i pisarską wyobraźnię tworząc niesamowitą opowieść trzymającą w napięciu aż do samego końca. Zaczyna się od śmierci oszusta nad oszustami - mistrza w swoim fachu. Za życia był on autorem wielu spektakularnych numerów.

szwindel

Nie dziwi więc, że nawet po śmierci zaplanował skok stulecia na gapa. Jego pierworodny syn dostaje w ręce instrukcję, jak zdobyć majątek, o którym nigdy się oszustom nie śniło. Trzeba najpierw pokonać uprzedzenia oraz działać z danymi znajomymi ojca. Trzeba też nauczyć się fachu ponieważ syn oszusta dowiaduje się, że ma w sobie kanciarskie geny dopiero po śmierci ojca.

Ćwiek udowadnia, że nie samym kryminałem żyje ten kraj nad Wisłą. Polska nie opiera się na polityce, polaryzacjach i opcjach. Składa się z obywateli, którzy codziennie padają ofiarom różnych oszustw. Od fałszywego parkingowego poprzez czytniki kart kredytowych i podejrzane aplikacje.

W "Szwindlu" możemy zobaczyć jak wyglądają niektóre oszustwa. Jak sprawić, by ofiara - zwana przez wtajemniczonych - gapem poczuła się dobrze i bezpiecznie będąc okradaną na dużą skalę.

Ćwiek zaskakuje, bo nic co przeczytacie w "Szwindlu" nie jest takie, jak mogłoby się wydawać. Miłego zaskoczenia i udanej lektury!

niedziela, 26 maja 2019

Afryka Kazika. Recenzja

Afryka Kazika

"Afryka Kazika" to świetna opowieść Łukasza Wierzbickiego o Kazimierzu Nowaku - człowieku, który nie bał się przygód i postanowił objechać Afrykę na ... rowerze.



Na rowerze? Czytelnicy żyjący dzisiaj na taki wyczyn patrzą z przymrużeniem oka i - przyznajmy - trochę lekceważąco. Przecież teraz na rowerze to każdy może objechać wszystko, co się człowiekowi żywnie podoba. Afryka, Azja, Turcja czy Polska dokoła na dwóch kołach jest teraz standardem. Jednak to, czego dokonał Kazimierz Nowak na początku XX wieku należy do największych wyczynów podróżników na świecie.



W "Afryce Kazika" Łukasz Wierzbicki zebrał najważniejsze opowieści Kazimierza Nowaka dotyczące jego wyprawy. O chorobie morskiej, jaka dopadła Kazika, o jego spotkaniu z królem Rwandy, o wizycie u Szilluków, rozmowach z czarownikami oraz walce z dzikim zwierzem.

Każdy z rozdziałów jest niesamowity. Kto bowiem ma w sobie tyle siły i samozaparcia, by z zestawem do naprawy opon i starym rowerem odkrywać nowy, nieznany ląd. Każde spotkanie Kazika z tubylcami to wszak lekcja dla niego i ... dla nich. Oni też nigdy nie widzieli "biały" człowiek a nasłuchali się wielu złych o nas opowieści. Dzięki konfrontacji dwóch światów okazuje się, że nie wszystko jest takie złe i straszne, jak ludzie mówią.

Łukasz Wierzbicki w "Afryce Kazika" bawi i uczy. Potrafi wykorzystywać prawdziwe opowieści ucząc tolerancji, ciekawości i otwartości na inność - ludzi, obyczajów i krajów, które odwiedzamy. Kazik przemierzył Afrykę bez smartfona, internetu i szeregu nowinek technologicznych. Podróżował rowerem, potem uczył się jeździć na koniu oraz wielbłądzie.

Jego sposobem na przetrwanie w Afryce była otwartość i miłość do napotkanych ludzi. Ci - w większości - odpłacali się mu tym samym. Nieważne, czy były to plemiona ludożerców, groźni rycerze pustyni czy inni "źl" ludzie nie potrafili zrobić krzywdy podróżnikowi z Polski.

Każdy z rozdziałów to opowieść z  morałem. "Afryka Kazika" to książka, która pokazuje wielką siłę czytania i korzyści, jakie z niego wynikają.

Lektura także dla dorosłych.






Bogna. Nastolatka, która rozkochała w sobie Tyrmanda

Bogna z "Dziennika 1954" naprawdę miała na imię Krysia. Opórcz Tyrmanda znaleźli się jednak ludzie, którzy za wszelką cenę szukali w rzeczywistości jednej z ważniejszych bohaterek polskiej literatury XX wieku.

Michał Wójcik wespół z Krystyną Okólską  prezentują czytelnikowi prawdziwą historię romansu autora "Złego" z nastolatką.

Bogna Tyrmanda

Jest początek lat 50. XX wieku. Tyrmand liże rany – jakiś czas temu wyrzucili go z „Przekroju”, a teraz z „Tygodnika Powszechnego”. Przychodzi co dzień do stołówki Związku Literatów, by zjeść cienką zupę, jedyny ciepły posiłek bezrobotnego. Pewnego dnia dosiada się do nastoletniej Krysi.

Przypadkowe spotkanie zmienia się wkrótce w improwizowany kurs literatury, potem we wspólne odrabianie lekcji, a na koniec w romans. Dziewczyna zostaje kochanką 33-letniego pisarza.

80-letnia dziś Krystyna Okólska – pierwowzór Bogny z "Dziennika 1954" – postanowiła po latach opowiedzieć swoją historię. Dzięki temu powstał nie tylko detektywistyczny reportaż o związku pisarza i młodej dziewczyny, ale także znakomity portret Warszawy pierwszego powojennego dziesięciolecia.

Czerwone skarpetki bikiniarzy, jazz słuchany potajemnie, milicja na tropie bandy braci Wałachowskich, a nad wszystkim srogi wizerunek Stalina. I miłość dwojga ludzi, która nie przetrwała. To główne wątki opowieści, w której pani Krystyna gra pierwsze skrzypce.

Jaki prywatnie był Tyrmand? Co lubił? O czym rozmawiali? Czy snuli wspólne plany na przyszłość? To niektóre z pytań, na jakie odpowiedź znajdziemy w książce "Bogna Tyrmanda". Autorzy - Michał Wójcik wraz z Krystyną Okólską potrafili tak rozmawiać z główną bohaterką opowieści, iż to ona właśnie ułożyła wspomnienia według swego klucza. Mniemam, że jest on prawdziwy i pokazujący autora "Złego" z zupełnie innej - nieznanej strony.

Zapraszam do lektury "Bogny. Nastolatki, która rozkochała w sobie pisarza".


piątek, 24 maja 2019

Jak wygląda "Raj"? Odpowiada Marta Guzowska

Marta Guzowska będąc pisarzem kryminałów, w których archeologia odgrywa główną rolę postanowiła zmienić front i zająć się sprawami bliższymi większości polskiego społeczeństwa. "Raj" to świetna opowieść, w której jesteśmy tłumem niewidzącym tragedii rozgrywającej się tuż obok.


Matka Teresa, córka Dorota i jej przyjaciółka Ce(cylia), dwóch dilerów (Jakub I Andrij), złodziej (Rudy) i pracownik korporacji (Jonasz). Nic ich nie łączy oprócz wizyty w nowootwartym centrum handowym "Raj".

Raj. Marta Guzowska
Centrum handlowe z "Raju" to współczesna świątynia, w której spotykamy się wszyscy starając się zaspokajać nowe potrzeby i podtrzymać myśl o byciu kimś. Dzięki ciuchom, telefonom czy pozostałym wynalazkom próbujemy być na topie w mediach społecznościowych. Kiedy jednak ten raj zamienia się w piekło znów okazuje się, że w życiu nie wszystko jest tak, jak nam się wydaje.

Książka Guzowskiej to historia jednej nocy opowiedziana z siedmiu różnych punktów widzenia. Sześcioro z bohaterów spędza noc w galerii handlowej, siódme ogląda wydarzenia z zewnątrz.

Dorota i Ce(cylia) są przekonane, że ich życiu zagraża niebezpieczeństwo, bo nagrały Jakuba sprzedającego narkotyki. Ce chce ten filmik wykorzystać i umieścić na Instagramie zdobywając jeszcze większą liczbę followersów. Teresa chce chronić córkę  a jednocześnie poprawić sobie nastrój zakupami. Rudy planuje ukraść jak najwięcej smartfonów a Andrij - uzależniony od alkoholu, narkotyków i przemocy bawi się w tym wszystkim coraz lepiej.

Ludzie, których nic nie łączyło przez splot dziwnych wypadków zaczynają walczyć o przetrwanie. Każdy ma cel i zrobi wszystko, by go osiągnąć. Początkowo wydaje się to głupia i niewinna zabawa jednak z czasem dochodzi do wydarzeń, których nikt się nie spodziewa.

Marta Guzowska napisała świetną książkę. Nie ma w niej miejsc słabych, przegadanych i bez sensu. Każdy z bohaterów gra swoją rolę w sposób, który pozwala czytelnikowi poczuć się jak naoczny świadek sweet foci Ce, dramatów Doroty czy prób bycia kimś innym, niż się jest (Teresa).

Mocny thriller psychologiczny, który uważam za najlepszą ksiażkę Marty Guzowskiej.




sobota, 18 maja 2019

Duchowni o duchownych. Artur Nowak

"Duchowni o duchownych" to zbiór rozmów z byłymi i obecnymi duchownymi, którzy prezentują swoją przygodę z Kościołem oraz wizję ich Polskiego Kościoła Katolickiego dla wszystkich.



Autor - Artur Nowak, rozmawia z byłymi księżmi, zakonnikami i diakonami. Wszyscy rozmówcy wypowiadają się pod imieniem i nazwiskiem: Marcin Wójcik – były kleryk, Robert Samborski – były diakon, Marcin Kuśmierek – były ksiądz, Lesław Juszczyszyn – były ksiądz, Piotr Szeląg – były ksiądz, Maciej Biskup – dominikanin, Tomasz Dostatni – dominikanin, Kasper Mariusz Kaproń – franciszkanin, Kazimierz Bem – pastor.

Duchowni o duchownych


Najlepsza jest rozmowa z Marcinem Wójcikiem - dziennikarzem "Gazety Wyborczej" i autorem świetnej książki "W rodzinie ojca mego". Wójcik rzadko wspominał, iż jest byłym klerykiem, który sprawy seminarium poznał na własnej skórze. Mówi dużo o głębokiej wierze pielęgnowanej przez świetnych księży, na których trafił jako młody chłopak. Dzięki temu wybrał seminaryjną drogę, która stała się początkiem końca wiary w pewne sprawy. Przede wszystkim w nieomylność księży i biskupów.

Zarówno Wójcik jak i inni rozmówcy Nowaka poruszają poważne problemy seminarzystów - przyszłych księży. Alkoholizm, narkotyki, problemy psychiczne czy najboleśniejszy - homoseksualizm przewijają się we wszystkich rozmowach. Bohaterowie każdego z wywiadów opowiadają o swoich problemach pojawiających się w trakcie "bycia" księdzem bo te nie ominęły ich również.

Czy człowiek po maturze może wstąpić do seminarium? Dla wszystkich rozmówców Nowaka jest to zbyt wcześnie. Bez poznania świata i jego problemów mamy studentów chcących szybko dorównać "starym proboszczom". Często ta persona pojawia się w książce "Duchowni o duchownych" będąc przykładem najgorszych przywar w polskim Kościele. Brak chęci rozwoju, moralizowanie, wygodnictwo czy materializm - to niektóre grzechy wytykane przez Wójcika, Szeląga czy Samborskiego.

Smutno robi się, czy czytamy kolejne słowa o kapłanach głoszących co innego a robiących rzeczy moralnie wątpliwe. Smutno robi się, gdy kolejny rozmówca Nowaka mówi o spowiedzi jako narzędziu niosącym nie pomoc i rozgrzeszenie a schemat, któremu wszyscy - i księża i wierni - przyklaskujemy. Trudno zrozumieć jak w sferze sacrum znalazło się tyle miejsca dla karierowiczów i przemysłu donosicielstwa oraz wyżywania się na słabszych jednostkach chcących rzeczywiście głosić dobrą nowinę.

Te rozmowy wydają się nie punktowaniem księży a głosem w toczącej się dzięki filmowi Tomasza Siekielskiego dyskusji o stanie polskiego Kościoła. Dobrze, żeby ten głos zabierali ludzie, którym leży na sercu dobro wspólnoty a nie ci, dla których ważne jest uznanie homoseksualizmu jako orientacji równej heteroseksualistom. To nie nastąpi bo jak wspominają rozmówcy Nowaka papież Franciszek wskazał na homoseksualizm jako główny problem będący początkiem kolejnych w Kościele.

Brakuje przykładów - a te są - księży z powołania, którzy potrafią realizować słowa Chrystusa i odnajdywać się we współczesnym świecie.

Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którym nieobojętny jest los Kościoła Katolickiego w Polsce.



niedziela, 12 maja 2019

Niedorajda, czyli co nam radzą poradniki

Michał Rusinek - człowiek, którego wydawnictwo reklamuje jako "łowcę pypciów językowych" tym razem zajął się najpopularniejszą literaturą na świecie. W poradnikach - bo o nich "Niedorajda" jest właśnie - znalazł rzeczy, które nie śniły się filozofom, poetom czy psychiatrom.

 

niedorajda-czyli-co-nam-radza-poradniki-b-iext54209362

Myślę, że gdyby Michał Rusinek - persona nie byle jaka bo i asystent Wisławy Szymborskiej i poeta, tłumacz a także pracownik naukowy - zaczął jako pacholę na poważnie poradniki czytać skończyłby jak kilku asystentów Dody czyli bardzo źle.

Na całe szczęście pan Rusinek z poradników wybrał najlepsze momenty celem analizy i interpretacji. Wybrał więc z poradników informacje jak poderwać dziewczynę - skutecznie. Sposobów tyle, ilu coachów i książek o sukcesie w związku. Można więc spytać się potencjalnej partnerki, czy najpierw idzie do łóżka czy woli się pierwej spotykać. Czasem warto pochwalić części ciała niewiasty choć to wywoła reakcję fizyczną i zamiast strzały miłości strzeli nas z liścia.

Jeśli już o łóżku mowa, to Michał Rusinek znalazł i poradniki, które uczą nas sztuki kochania niegorzej niż pani Wisłocka. Kobietom więc zaleca się już od początku jęki - byle bez przesady bo facet może pomyśleć, że coś się stało. Przecież "jeśli myślisz, że uprawianie seksu jest proste, to się mylisz."

Trudniejsze wydaje się jednak zrobienie dobrego tatuażu. I od tego są w Polsce poradniki, które mówią co i jak. "Polska - nigdy nie zapomnij z kąd jesteś" czy "karpi Diem" to pypcie znalezione przez Rusinka.  Ktoś wie, czy istnieje poradnik "Tatuaż - zrób to sam"?

Poradniki chcą przeprowadzić nas przez całe życie. Rusinek sięga więc do tych ksiąg uczących sprzedaży skutecznej i bezpiecznej. Prezentuje masę porad z serii jak zostać pisarzem, który jest według mediów najłatwiejszym i dobrze płatnym zawodem w Polsce i na świecie. A, że Polacy mało czytają? Nie szkodzi.

Dostaje się również naszym celebrytom. Okazuje się, że Jerzy Zielnik przestał zdradzać żonę po śmierci. Lepsze jest jednak stwierdzenie, w którym media wyjaśniają "kim jest były mąż obecnej żony byłego męża Dody". O czasy! O obyczaje! I najlepsze jest to, że łykamy to wszystko jak pelikany. Magiczne słowa, przesądy i zachowania zakodowane są w polskim umyśle. A, że nie działają? O czasy! O obyczaje!

Michał Rusinek to jest gość. I choć jego książek nie sprzedają na poczcie, gdzie hitem jest seria przepisów Siostry Marii to warto kupić i przeczytać jedną ze śmieszniejszych książek 2019 roku. Z czego się pośmiejemy? Z siebie się pośmiejemy!

Polecam.

 

 

 

Mikołajek. Jak to się zaczęło?

Mikolajek_Jak_to_sie_zaczelo_komiks_500pcx.jpg
Mikołajek

Przygody Mikołajka należą do kanonu światowej literatury już od 60 lat. Jednak mało kto wie, że kultowy bohater debiutował na łamach belgijskiej prasy jako bohater... komiksu!


Niepodrabialny humor duetu Sempé-Goscinny ma swoje źródło w komiksowych dymkach. Kiedy panowie spotkali się od razu między nimi zaiskrzyło. Mieli to samo poczucie humoru i wiarę w to, że ludzie potrzebują spojrzeć na świat z przymrużeniem oka.

W  przygodach, które dzięki wydawnictwu Znak możemy przeczytać oprócz Mikołajka pojawili się także jego niezapomniani rodzice, nieznośny sąsiad pan Bledurt oraz pierwowzory Alcesta, Ananiasza i innych kumpli.

Historie zajmują jedną stronę i choć forma nie jest obszerna to poziom humoru jest maksymalny. Mikołajek jak zwykle robi rodziców w konia i swoim zachowaniem ściąga na nich gniew przypadkowych ludzi - patrz opowieść o naprawie ulicy. Mikołajek jest nieprzejednanym twórcą konfliktów z sąsiadem zza płotu - panem Bledurt.

Główny bohater opowieści posiada ogromną wytrzymałość na przeciwności losu umiejąc jednocześnie tłumaczyć sobie rzeczywistość w sposób nad wyraz zaskakujący. Rzadko kiedy bowiem Mikołajek jest smutny czy płacze.

Któż z nas nie chciałby mieć tak jak Mikołajek? Zapraszam do lektury.

czwartek, 9 maja 2019

Opowiem ci o zbrodni

Majówka w Polsce to taki czas, w którym rządzi grill, alkohol trochę polityki i zmienna pogoda. "Opowiem ci o zbrodni" wynagrodziło mi wszelakie niedogodności pierwszy dni maryjnego miesiąca.


Opowiem ci o zbrodni.


Czołowi polscy autorzy kryminałów analizowali głośne sprawy, opierając się na faktach z policyjnych i sądowych akt. Tu nie ma kluczenia – jest za to próba odpowiedzi na pytanie: co popycha człowieka do popełnienia zbrodni?

Zawsze bowiem mamy książki, seriale, filmy będące prezentacją okrutnych zbrodni bez odpowiedzi na to podstawowe pytanie. "Opowiem ci o zbrodni" zmienia ten styl.

Najgłośniejsze polskie nazwiska „pióra kryminalne”, czyli Katarzyna Bonda, Igor Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Marta Guzowska, Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Katarzyna Puzyńska i sześć wybranych przez nich prawdziwych zbrodni, które wstrząsnęły Polską.

Zastanawiają się więc autorzy, co sprawiło, że Jan Sojda dopuścił się okrutnej zbrodni i potrafił w nią wciągnąć całą wieś? Dlaczego umiał prezentować się jako osoba głęboko wierząca a jednocześnie kłamał przysięgając na Biblię, krzyż i inne świętości?

Katarzyna Puzyńska zajmuje się sprawą tajemniczego morderstwa młodej kobiety. Kto chciał zabić osobę tak pogodną i szczęśliwą, jak bohaterka opowieści. Czemu dopiero po 20 latach złapano sprawcę? A co ważniejsze - jak tego dokonano?

Wojciech Chmielarz opowiada historię laborantki, która zabiła swojego konkubenta z zazdrości a zwłoki rozpuściła w kwasie.

Igor Brejdygant na swojego "bohatera" wybrał chłopaka z gór, któremu fikcja myliła się z rzeczywistością. Chciał być jak Ted Bundy i sprawiało mu to przyjemność. Co powiedział, gdy go w końcu zatrzymano?

Marta Guzowska opowiada historię wyjątkowo okrutnego, płatnego zabójstwa, którym zleceniodawca chciał się pozbyć biznesowego konkurenta.

Katrzyna Bonda z kolei snuje makabryczną opowieść o bestialskiej zbrodni bez motywu: dowodzona przez kobietę banda oprawców torturowała i zamordowała młodego, ambitnego chłopaka.

"Opowiem ci o zbrodni" pokazuje, że nie ma klasycznego profilu mordercy. Ludzie inteligentni, wykształceni czy również głupi i pozbawieni uczuć mogą zabić. Motyw? Tu też niewiele wystarcza, by z dobrego człowieka stać się umazanym krwią mordercą. Wyrzuty sumienia? W żadnej historii nie znajduję takowych.

Mocna książka. Mocniejsza niż serial na Crime Investigation, którzy poprzedził jej wydanie.


środa, 8 maja 2019

Podpalacz. Wojciech Chmielarz

Komisarz Mortka to chyba ostatni uczciwy polski komisarz. W "Podpalaczu" zostaje wystawiony na ciężką próbę polegającą na wyborze prawa lub sprawiedliwości. Oba pojęcia nie mogą istnieć razem.

Podpalacz. Wojciech Chmielarz


Początkowo nic nie zapowiada ciekawego śledztwa. Ot, jeden ze strażaków zaczyna podejrzewać, że pożary domów w Warszawie spowitej grubą warstwą śniegu i mrozem to nie przypadek. Kiedy w willi na Ursynowie podczas pożaru ginie biznesmen a jego żona w ciężki stanie trafia do szpitala sprawą w końcu zaczyna interesować się policja. Komisarz Mortka - człowiek skrupulatny i skuteczny do szpiku kości zaczyna łączyć poszlaki układające się w straszliwy obraz sprawcy - kogoś, kogo trudno nazwać psychopatą.

Wojciech Chmielarz w "Podpalaczu" prezentuje swoje pisarskie atuty. Każdy z rozdziałów to kawał dobrej, kryminalnej literatury. Wydaje się, że wszystkie zdarzenia opisane w książce zdarzyły się naprawdę, a Chmielarz brał w nich udział. Lubię to!

Komisarz Mortka to uczciwy do szpiku kości polski policjant. Dla niego niedostępne są łapówki, współpraca z bandytami czy odpuszczanie. Gdyby zrobić ranking najlepszych, polskich policjantów wszechczasów to właśnie on znalazłby się na tej liście na pierwszym miejscu. Pomimo tego, że jest on tylko bohaterem opowieści Chmielarza.

W "Podpalaczu" komisarz Mortka oprócz ciężkiego śledztwa, politycznego prokuratora i mediów mierzy się także ze swoim rozstaniem z żoną i próbą budowania nowego życia. Chmielarz tworzy doskonałe wątki kryminalne, miłosne i dramatyczne. Lubię to!

Oczywiście "Podpalacz" to nie tylko Mortka. Jest i komisarz Kochan - partner głównego bohatera oskarżany o przemoc wobec żony. Jest super naczelnik AA próbujący rzucić palenie (nieskutecznie). Jest gangus numer jeden w Warszawie, który przez przypadek zamieszany jest w śledztwo w sprawie podpaleń. Pragnie zemsty, która eliminuje prawo. Pragnie swojej sprawiedliwości.

Czy Mortce uda się rozwiązać sprawę, zanim dojdzie do kolejnej tragedii? Jaki cel ma podpalacz? Dlaczego wybiera akurat te, a nie inne domy? A może zależy mu na konkretnej osobie, a pozostałe podpalenia mają tylko odwrócić uwagę? Czy komisarz, aby wyegzekwować sprawiedliwość, wejdzie w milczący sojusz z bezprawiem?


Zapraszam do lektury "Podpalacza"!

poniedziałek, 6 maja 2019

Zapiski na paczce papierosów. Antoni Pawlak

Wódka i papierosy to główne narzędzia pracy wybitnego poety - Antoniego Pawlaka. Człowiek, o którym tak mało mówi się w kontekście jego świetnej twórczości znany jest bardziej jako wieloletni rzecznik prasowy Pawła Adamowicza - zmarłego prezydenta Gdańska.

Zapiski na paczce papierosów. Antoni Pawlak


"Zapiski na paczce papierosów" to zbiór anegdot, które Antoni Pawlak zebrał i skrupulatnie zapisywał. Być może za notatnik służyły mu puste paczki po Marlboro, Pall Mallach czy innych papierosach. Jestem jednak przekonany, że to zasługa świetnej pamięci i wyczucia autora, który miał okazję żyć w ciekawych czasach.

Skazany za kolportaż ulotek nawołujących do bojkotu wyborów w PRL-u, uczestnik strajków w Stoczni Gdańskiej. Później dziennikarz "Gazety Wyborczej", "Super Expressu" oraz wielu innych wydawnictw. Wszystko to daje plon w "Zapiskach na paczce papierosów".

Antoni Pawlak pisze więc o Janie Himilsbachu tańczącym ze zwiędłym bratkiem za uchem. Wspomina czasy pobytu w Krakowie, gdzie w jednym ze sqautów prym wiódł obecny Marszałek Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. Oczywiście alkohol, wolny seks i gry w zielone były tam - według Pawlaka - na porządku dziennym.

W "Zapiskach na paczce papierosów" znajdziemy ludzi z pierwszych stron gazet i z różnych stron barykady. Tych bardziej prawdziwych Polaków niż pozostali Polacy. Okazuje się więc, że Jacek Kurski mógł pracować w "Gazecie Wyborczej". Andrzej Urbański - zmarły prezes TVP - umiał rozmawiać ponad podziałami dla dobra kultury. Z kolei obecny arcybiskup metropolita gdański Pawlaka obejrzał i przyznał status prawdziwego Polaka.

Antoni Pawlak stara się mierzyć ze współczesnością w całej jej różnorodności. Zachowując perspektywę a jednocześnie wykorzystując swoje poglądy pokazuje nam swój ogląd Polski. Przynam, że bardzo jest on ciekawy.

Książka niedoceniona a szkoda.


niedziela, 5 maja 2019

Skorpion. Krzysztof Wójcik

Skorpion
Paweł Tuchlin, pseudonim Skorpion, to jeden z najbardziej krwawych seryjnych morderców w historii polskiej kryminalistyki. W latach 1975–1983 atakował kobiety młotkiem, uderzając je w głowę. Krzysztof Wójcik - dziennikarz śledczy, autor książki "Mafia na wybrzeżu" ujawnia nieznane dotąd szczegóły z historii tego człowieka.


Paweł Tuchlin był dla znajomych niczym nie wyróżniającym się mężczyzną został seryjnym mordercą. Przypadek? Nie sądzę, bo na to wszystko składają się kolejne wydarzenia.  W książce Wójcika mamy okazję do przeczytania zeznań Tuchlina, w których nie kryje mrocznej strony swojej duszy.

Ze szczegółami opowiada o niepohamowanej żądzy, która kazała mu iść na "polowanie". Potrafił godzinami chodzić w różnych miejscowościach ówczesnego województwa gdańskiego czając się na samotne kobiety. Uderzał szybko i boleśnie. W zeznaniach wielokrotnie pojawia się moment, w którym morderca zapomina ile uderzeń "ciężkim narzędziem" wykonał. Krzysztof Wójcik dotarł do ludzi biorących udział w wizjach lokalnych ze Skorpionem. Dostał styropianowy młotek, bo w momencie odtwarzania zbrodni wchodziło w niego zwierzę i prawdziwym narzędziem mógł skrzywdzić milicjantki biorące udział w wizjach.

Ciężkim narzędziem zamordował 9 kobiet, a kolejnych 11 ocalałych z napadu zostało kalekami. Ciężkie urazy czaszki spowodowały, że straciły słuch, mowę i pamięć. Tylko nielicznym udało się wrócić do normalnego życia, jak 19-letniej Jadwidze, która cudem przeżyła atak Skorpiona, chociaż dostała jedenaście ciosów młotkiem. Wyszła za mąż, urodziła córkę i wyjechała za granicę.

Najważniejsze było zaspokojenie popędu seksualnego oraz kradzież. Tuchlin brał bowiem pieniądze czy biżuterię swoich ofiar obdarowując swoją żonę.

Krzysztof Wójcik zwraca uwagę na fakt, iż Skorpion prowadził także normalne życie. Żona oraz synek, którego "kochał nad życie" nie sprawili, żeby Tuchlin zaniechał swojej działalności. W protokołach Skorpiona można przeczytać, że pożycie seksualne małżonków nie należało do udanych bo "żona nie chciała brać do buzi i dawać się tam całować", co powodowało u Tuchlina frustrację. Wtedy wychodził na łowy.

Autor "Skorpiona" zwraca uwagę na błędy, jakie popełnili milicjanci podczas śledztwa. Już przy pierwszym morderstwie znaleziono młotek z charakterystycznym napisem, co mogło ułatwić śledztwo. Wójcik wspomina o zaginionym raporcie z zatrzymania Tuchlina, który stawiał go w kręgu podejrzanych o seryjnie morderstwa. Czy dało się uniknąć tego typu pomyłek?

O ile "Mafia na wybrzeżu" była książką średnią, o tyle w "Skorpionie" widać wszystkie atuty dobrego dziennikarza śledczego. Krzysztof Wójcik stanął na wysokości zadania. Czapki z głów i zapraszam do lektury.