Początek. Dan Brown

Najwyższy krzyż świata znajduje się w Hiszpanii. Wzniesiony na szczycie góry dwanaście kilometrów od Escorialu, masywny betonowy krzyż strzela w powietrze z oszałamiającą wysokością stu pięćdziesięciu metrów i widać go z odległości ponad trzydziestu kilometrów.


To tylko jeden z ciekawych opisów zabytków Hiszpanii, która teraz gości profesora Roberta Langdona i resztę bohaterów "Początku" Dana Browna.

"Mroczne religie w dal odeszły i rządzi słodka nauka" napisał William Blake i dał Danowi Brownowi pomysł na "Początek". Nowa powieść autora "Kodu da Vinci" rozpoczyna się właśnie Parlamentem Religii, który wysłuchuje kontrowersyjnego naukowca - Edmonda Kirscha wieszczącego koniec wszelakich wierzeń, bogów i magii.

Naukowiec chce zakomunikować tą informację światu podczas specjalnej konferencji prasowej. Jego (i nasz) dobry znajomy Robert Langdon ma również odegrać w tym pierwszoplanową rolę. Przecież człowiek, który tyle lat badał symbolikę i wierzenia ludzi również nie jest gorliwym wyznawcą jakiegokolwiek Boga i zgodzić się musi na wizję świata bez religii.

Wszystko bierze w łeb, gdy wysłannik jednej z tych "religijnych" organizacji zabija boga nauki Kirscha. Do akcji wkroczyć musi (chcąc - nie chcąc) Robert Langdon wraz z przyszłą królową Hiszpanii. Przy pomocy nowych technologii próbują ratować świat przed zagładą.

Czego dowiadujemy się z "Początku"? Otóż eksperyment jednego z amerykańskich naukowców udowodnił, że życie może rozwijać się bez boskiej ingerencji - w "bulionie pierwotnym". Edmond Kirsch dzięki połączeniu wielu osiągnięć nauki twierdzi, że ludzka rasa zostanie wchłonięta przez coś nowego. Stanie się to za kilka czy kilkadziesiąt lat. "Botoks" Vegi nie podoba się ze względu na ilość aborcji i brak lekarskich rezydentów - Brown z kolei poszedł w wizje, które nie mają nic wspólnego z tym, co przyniosło mu sukces.

Dan Brown w poprzednich przygodach profesora Langdona prowadził akcję tak, że człowiek czuł niedosyt po przeczytaniu książki. Tak było z "Kodem da Vinci", słabszą "Cyfrową twierdzą" czy "Inferno". "Początek" to totalna porażka i pewny koniec przygód ciekawej postaci jaką bez wątpienia jest  Robert Langdon.

Walka wierzących z niewierzącymi, spiski na królewskim dworze czy religijne sekty ścigają się z naukowcami spoglądającymi na świat z różnych perspektyw. Wizja apokalipsy i wchłaniania ludzi bardziej śmieszy niż zmusza do refleksji. Nowe technologie pożarły książkę Browna, bo co rusz natrafimy w "Początku" na fragmenty maili, artykułów czy sms-ów.

Być może moja niechęć wynika z antypatii do hiszpańskich krajobrazów i tematów. Mając Paryż z "Kodu da Vinci" w pamięci nawet Barcelona, Madryt i Valencia w jednym nie są dla mnie w żadnym stopniu atrakcyjne.

A  miało być tak pięknie.


Komentarze

Popularne posty