Traktat o łuskaniu fasoli

Czy życie ludzkie jest coś warte? Co to w ogóle są wartości? Jak żyć pani premier - jak żyć? To tylko niektóre z pytań, na które nie znajdziemy odpowiedzi w "Traktacie o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego.


Nagrodzona w 2007 roku nagrodą literacką NIKE powieść jest metafizyczną próbą opowieści o życiu każdego z nas. W monologu, który przez kilkaset stron prowadzi główny bohater - narrator dowiadujemy się więcej na temat jego pokręconych losów. Wojna, polityka i emigracja to trzy główne filary kształtujące osobowość tajemniczej postaci. Rzucony w wir zdarzeń, na które nie ma wpływu perfekcyjne przywołuje je podczas zwykłego łuskania fasoli.

Czynność tę wykonujemy właśnie z głównym bohaterem. Wiesław Myśliwski wprowadza nas w magiczny i bezpieczny świat stróżówki położonej gdzieś daleko poza wielką cywilizacją. Stróżówki, która tylko w sezonie letnim nękana jest przez grzechy nowoczesności: technologię, zdrady, kłamstwa i egoizm. "Człowiek coraz bardziej odstaje od człowieka" - czytamy w jednym z rozdziałów "Traktatu". W przypadku tego dialogu mamy niesamowitą bliskość dwóch osób, które w ogóle się nie znają. To za tym tęsknimy nieświadomie. To właśnie jest duża siła książki Myśliwskiego - wywoływanie nieświadomych tęsknot i pragnień.

"Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość, drogi panie, nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi" - powiada narrator w kolejnym rozdziale powodując, że runie świat czytelników, którzy tak chętnie wspominają dawne dzieje nie patrząc na tu i teraz.

"Książki to jedyny ratunek, żeby człowiek nie zapomniał, że jest człowiekiem. (…) Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi" - powiada narrator i słusznie prawi. Polać mu - dobrze gada, jak mawia się na Kaszubach. I nawet o piciu coś się znajdzie - "Kto pije z powołania, a nie od przypadku do przypadku, zna sposoby, jak dużo powiedzieć, a nic nie powiedzieć, jak się śmiać, gdy w środku nie do śmiechu, jak w coś wierzyć, gdy w nic się nie wierzy nawet w żaden nowy, lepszy świat."

Narrator stawia mocne pytanie - "Co ma człowiek tak naprawdę z życia? Za te wszystkie starania, zabiegi, bezsenności, strapienia, co ma?". Każdy może (ale nie musi) znaleźć sobie odpowiedzi na te pytania. "Traktat o łuskaniu fasoli" powoduje przemyślenia lepsze niż łączenie amfetaminy z heroiną i dużą ilością alkoholu.

"Traktat o łuskaniu fasoli" na zawsze pozostanie książką, która wywołuje ważne problemy istnienia i sensów. Często bez odpowiedzi.





Komentarze

Popularne posty