wtorek, 26 maja 2020

Lebron S.A.

Lebron
Książki, takie jak "Lebron S.A." pokazują siłę narracji NBA, według której na świecie pojawia się sam Bóg w osobie kolejnego koszykarza. Tak jest w przypadku Lebrona Jamesa.



Lebron dorastał, nie mając nic, a mimo to jako nastolatek odrzucił leżący na stole kontrakt reklamowy wart 100 milionów dolarów. Będąc świeżo upieczonym absolwentem szkoły średniej, trzymał w szachu trzech gigantów: Nike, Adidasa i Reeboka, pokazując wyczucie i stalowe nerwy w negocjacjach z gigantami.

Jego historia to żywot zupełnie różny od tego, co można zobaczyć w serialu "The last dance" - opowieści o mistrzowskich Chicago Bulls. Lebron to nie Michael Jordan - przywódca, który za nic miał swoich kolegów z drużyny. Lebron to nie Rodman, który w środku sezonu jechał do Las Vegas na kilkudniowe wakacje z używkami w roli głównej. Lebron to nie wszechstronny Scottie Pippen, który zarabiał za sezon tyle co Lebron w tydzień.

Lebron wzbudza szacunek swoim podejściem do zawierania umów i robienia pieniędzy. Potrafi sprzedawać napoje, słuchawki czy bilety na samolot w dobie pandemii. Wydaje się jednak, że cierpi na tym jego koszykarska klasa i forma. Już dawno więcej miejsca w gazecie zajmują jego biznesowe sukcesy i porażki niż walka o kolejny mistrzowski pierścień. Lebron używa Iphone'a czy Blackberry?  A może Samsunga?

Ciekawa opowieść o spełnieniu amerykańskiego snu jednak koszykówki jest w tym o wiele za mało. Za Lebrona trzymam kciuku i za jego koszykarskie sukcesy. Czas goni :)





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza