Polska to piekło z aniołami

Ludzie umieją sobie sami robić sobie piekło lepsze niż to biblijne. Nie ogień i siarka oraz wieczne męki a każąca ręka pijanego ojca i mnóstwo ludzi, którzy mają cię za nic. Nie wierzycie? Przykładem niech będzie książka "Wyrwałem się z piekła" Dobromira Mak Makowskiego.


Autor jest pedagogiem oraz animatorem projektów pedagogicznych z młodzieżą na ulicach. Przed laty sam mierzył się z wieloma problemami będąc wychowankiem Domu Dziecka. Poznał destrukcyjną siłę ojcowskiej ręki i pasa moczonego w wodzie dla lepszego efektu.

Przeżył dzieciństwo bez matki, która uwierzyła w "zbawczą siłę" alkoholu. Natknął się na zło w dorosłych, którzy nie wierzyli, w jakim piekle żyje chłopak. W końcu sam zagubił się i wybrał życie na dnie - narkotyki, alkohol i wszystko, co powodowało, że człowiek żyje w innej rzeczywistości.

Dobromir Mak Makowski w prostych słowach opowiada tą historię życia. Historię, która przeraża - szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że miała miejsce w ponoć w cywilizowanym kraju. Poziom niezrozumienia i agresji wobec wychowanków w Pogotowiu - wydaje się - Opiekuńczym zakrawa na wielki żart. Nie można jednak nie wierzyć Dobromirowi, który pisze o dantejskich scenach rozgrywających się obok pokoju wychowawców.

Przemierzając naciemniejsze zakamarki miasta i swojej psychiki dzięki wierze i miłości Dobromir wyszedł na ludzi. Najpierw skończył szkołę średnią a potem dostał się na ... AWF. To szczególne wydarzenie zważywszy na fakt bycia uzależnionym od używek.

Pierwszoosobowa narracja pokazuje, że po wielu latach autor zdobył się na próbę przebaczenia tym, którzy wyrządzili mu najwięcej krzywd. Przebaczył mamie, tacie i wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób sprawili, że chłopak bał się żyć.

Dobromir przebaczył też sobie. I tego właśnie uczy dzięki tej książce. Wiary, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Miłości, która jest silniejsza niż używki oraz nadziei, która nigdy nie umiera.

Też tak chcę. Czy umiem?

Zapraszam do lektury "Wyrwałem się z piekła".

Komentarze

  1. Niestety...w tych sprawach nie za wiele się zmieniło. Podobne przeżycia miałem w latach sześćdziesiątych będą z konieczności życiowej Umieszczony w Domu Dziecka w Jasielskim. Nie chodziłem głodny, miałem się w co ubrać, mogłem się bez przeszkód uczyć ale życie we "wspólnocie" kilkudziesięciu wychowanków było koszmarem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty