środa, 17 grudnia 2025
„12 nawyków szefa doskonałego. Jak zarządzać sobą, karierą i zespołem w czasach hiperzmienności” – Tomasz Gordon
„12 nawyków szefa doskonałego” to książka, która bardzo świadomie wpisuje się w realia współczesnego przywództwa: niepewność, presję zmian, przeciążenie informacyjne i coraz większą złożoność relacji międzyludzkich w organizacjach. Tomasz Gordon nie obiecuje prostych recept ani szybkiej transformacji w „lidera idealnego”. Zamiast tego proponuje coś znacznie bardziej realistycznego i jednocześnie trudniejszego: systematyczną pracę nad sobą, swoimi reakcjami, decyzjami i nawykami, które w długim okresie decydują o jakości przywództwa.
Wnikliwa recenzja: „Jak działa gospodarka? Świat pieniędzy i rynków bez tajemnic” – Kyla Scanlon, Morgan Housel (w kontekście książek Morgana Housela)
„Jak działa gospodarka?” to książka, która podejmuje się zadania trudnego, ale dziś absolutnie koniecznego: przywrócenia sensu publicznej rozmowie o ekonomii. Kyla Scanlon – wspierana intelektualnie przez Morgana Housela – nie próbuje konkurować z akademickimi podręcznikami ani udawać, że świat gospodarki da się zamknąć w kilku wzorach. Zamiast tego proponuje narrację, która tłumaczy jak działa system, zanim zacznie się go oceniać. To zasadnicza różnica, która odróżnia tę książkę od wielu popularnych publikacji ekonomicznych – tu nie chodzi o ideologię, lecz o zrozumienie mechanizmów.
Recenzja: „Strategiczny brand marketing. Praktyczny poradnik skutecznego marketingu dla menedżerów i nie tylko” (wyd. 3) – Jarek Szczepański
„Strategiczny brand marketing” to książka, która w sposób bezpretensjonalny rozprawia się z jednym z najczęstszych mitów w branży: że marketing musi być skomplikowany, pełen żargonu i oparty na ciągłym poszukiwaniu „nowych cudownych narzędzi”. Jarek Szczepański – praktyk z wieloletnim doświadczeniem menedżerskim i doradczym – konsekwentnie pokazuje, że istota marketingu marek jest znacznie prostsza, niż chcieliby to widzieć dostawcy modnych koncepcji i chwilowych trendów. Prostota ta nie oznacza jednak łatwości. Wręcz przeciwnie – autor bardzo wyraźnie zaznacza, że największym wyzwaniem w marketingu są decyzje i umiejętność rezygnacji.
niedziela, 30 listopada 2025
6 filmów o koszykówce, które musi obejrzeć każdy fan basketu (w Polsce i na świecie)
Koszykówka jest jak dobre kino: liczy się tempo, emocje, wielkie charaktery i historia, którą pamiętasz długo po końcowej syrenie. Dlatego zamiast kolejnej suchej listy proponuję 6 filmów o koszykówce, które opowiadają o tym sporcie z zupełnie różnych stron – od ulicznych boisk, przez szatnię licealnej drużyny, aż po globalną legendę Michaela Jordana.
To zestaw obowiązkowy dla fanów basketu w Polsce i na świecie – bez względu na to, czy wolisz Euroligę, NBA czy PLK.
1. „Hoop Dreams” (1994) – dokument, który jest ważniejszy niż niejedna fabuła
Zestaw bez „Hoop Dreams” byłby niepełny. Ten dokument śledzi losy dwóch chłopaków z Chicago – Williama Gatesa i Arthura Agee – którzy marzą o profesjonalnej karierze w NBA. Zaczyna się jak „film o koszykówce”, a szybko zamienia w portret amerykańskiego snu, gdzie obok talentu jest bieda, system, kontuzje i zwykła ludzka bezradność.
Przez ponad dwie i pół godziny oglądasz nie tylko mecze, ale też:
- życie rodzin, dla których sport jest jedyną szansą na lepszą przyszłość,
- presję trenerów, skautów i szkolnego systemu,
- moment, w którym marzenie zderza się z rzeczywistością.
Dlaczego musisz to zobaczyć?
- Bo to jedna z najwyżej ocenianych sportowych produkcji dokumentalnych w historii.
- Bo pokazuje, że koszykówka to nie tylko NBA i highlighty, ale też codzienna walka zwykłych ludzi.
- Bo po seansie inaczej patrzysz na każde „nieudane” sportowe kariery.
2. „He Got Game” / „Gra o honor” (1998) – Spike Lee, Denzel Washington i ciężar bycia talentem
Spike Lee wrzuca nas w świat najlepszego licealnego zawodnika w kraju – Jesusa Shuttleswortha (gra go Ray Allen). Jego ojciec Jake (Denzel Washington) wychodzi na chwilowe przepustkę z więzienia, by przekonać syna do wyboru konkretnej uczelni. W tle mamy politykę, pieniądze, presję trenerów i całej społeczności.
To film nie tylko o koszykówce, ale też o:
- relacji ojca i syna, których łączy i dzieli ten sam sport,
- ciemnych kulisach rekrutacji do NCAA,
- momencie, w którym młody zawodnik musi podjąć decyzję, wpływającą na całe życie.
Dlaczego warto?
- Dostajesz mocny dramat, a nie laurkę o „idealnym sportowcu”.
- Denzel Washington w jednej z najbardziej wyrazistych sportowych ról.
- Ray Allen jako Jesus – symbol wszystkich „wybranych”, na których wszyscy coś zarabiają, zanim oni sami zdążą dorosnąć.
3. „Coach Carter” (2005) – kiedy tabela z ocenami jest ważniejsza niż tabela wyników
„Coach Carter” to historia trenera z Richmond High School (gra go Samuel L. Jackson), który robi rzecz kompletnie nielogiczną z punktu widzenia kibica: zamyka salę gimnastyczną i zawiesza niepokonaną drużynę, bo zawodnicy nie wywiązują się z obowiązków w szkole.
W świecie, w którym liczy się wynik i highlighty, Carter nagle mówi: „Albo będziecie ludźmi z przyszłością, albo nie gramy”. I trzyma się tego, mimo protestów, mediów i rodziców.
Dlaczego ten film jest ważny?
- Bo pokazuje koszykówkę jako narzędzie wychowania, a nie tylko drogę do sławy.
- Bo przypomina, że trener to coś więcej niż „facet od taktyki”.
- Bo dla wszystkich młodych graczy – także w Polsce – to bardzo zdrowy reality check.
4. „White Men Can’t Jump” / „Biali nie potrafią skakać” (1992) – streetball, hustling i dialogi, które żyją do dziś
Jeżeli kochasz streetball, trash talk i klimat miejskich boisk, ten film jest obowiązkowy. Wesley Snipes i Woody Harrelson grają dwóch ulicznych „hustlerów”, którzy łączą siły, by zarabiać na grze 2 na 2 na asfaltowych boiskach Los Angeles.
To nie jest grzeczna opowieść o sportowej przyjaźni. To mieszanka:
- ciętych dialogów i kultowego trash talku,
- mocnego klimatu ulicznej koszykówki lat 90.,
- pokazania, że talent to jedno, a charakter i relacje – to zupełnie inna liga.
Dlaczego musi to obejrzeć każdy fan basketu?
- Bo to najbardziej kultowa filmowa wizytówka streetballu.
- Bo masa tekstów z tego filmu żyje do dziś w koszykarszych szatniach.
- Bo przypomina, że boisko może być jednocześnie miejscem rywalizacji i teatrem życia.
5. „Space Jam” (1996) – film, od którego zaczęła się miłość do koszykówki dla całego pokolenia
Dla wielu fanów w Polsce i na świecie to był pierwszy kontakt z NBA. Michael Jordan grający w jednej drużynie z Królikiem Bugsem, Kaczorem Daffym i resztą ekipy Looney Tunes – samo to brzmi jak dziwny sen fana koszykówki. A jednak „Space Jam” stał się globalnym fenomenem kulturowym.
W warstwie fabularnej to bajka o meczu o wolność. W warstwie emocjonalnej – list miłosny do lat 90., NBA i całej popkultury tamtych czasów.
Dlaczego wciąż warto?
- Bo to idealny film, żeby zarazić basketem młodsze pokolenie.
- Bo dla dorosłych jest jak wehikuł czasu do momentu, kiedy Michael Jordan był absolutnym centrum sportowego świata.
- Bo nawet jeśli znasz wynik meczu z Monstars, uśmiech sam wchodzi na twarz.
6. „The Last Dance” / „Ostatni taniec” (2020) – dokument, który zamknął pewną epokę
Oficjalnie to serial dokumentalny, ale pod względem emocji i konstrukcji jest bardziej filmem w 10 odcinkach. „The Last Dance” opowiada o ostatnim mistrzowskim sezonie Chicago Bulls (1997/98) i jednocześnie buduje pełny portret kariery Michaela Jordana.
Mamy tu:
- niepublikowane wcześniej materiały zza kulis,
- szatnię Bulls oglądaną z bliska,
- historie o codziennej obsesji wygrywania, które dziś brzmią jak mit, a jednak są udokumentowane.
Dlaczego to pozycja obowiązkowa?
- Bo żaden inny materiał tak dobrze nie pokazuje, jak wygląda dynastia budowana przez lata.
- Bo nawet jeśli znałeś wyniki wszystkich finałów, ten serial potrafi zbudować napięcie jak thriller.
- Bo po seansie lepiej rozumiesz, dlaczego dla wielu Jordan to wciąż GOAT – nie tylko statystycznie, ale mentalnie.
Podsumowanie: 6 filmów, które pokazują 6 twarzy koszykówki
Te sześć tytułów tworzy razem małą, osobistą bibliotekę każdego fana basketu:
- „Hoop Dreams” – marzenia, system i rzeczywistość młodych talentów.
- „He Got Game” – ciemne kulisy rekrutacji i rodzinne rozdarcie.
- „Coach Carter” – wychowanie przez sport i odpowiedzialność trenera.
- „White Men Can’t Jump” – uliczna koszykówka, hustling i kultura lat 90.
- „Space Jam” – dziecięca brama do świata NBA i Jordana.
- „The Last Dance” – dokumentalne domknięcie epoki Chicago Bulls.
Obejrzenie ich wszystkich to trochę jak przejście własnej, filmowej kariery – od pierwszej fascynacji, przez wejście „za kulisy”, aż po zrozumienie, ile kosztuje droga na sam szczyt. I właśnie dlatego każdy fan koszykówki – w Polsce i na świecie – powinien je znać.
3 ważne książki o koszykówce, które warto przeczytać
Koszykówka to nie tylko mecze, highlighty i tabelka ze statystykami. To także historie ludzi, którzy budowali ten sport: gwiazd, trenerów i całych drużyn. Jeśli chcesz spojrzeć na basket trochę głębiej – od środka szatni, z ławki trenerskiej i z perspektywy całej ligi – te trzy książki to świetny punkt wyjścia.
To nie jest „topka wszech czasów”, raczej trzy różne spojrzenia na tę samą grę:
kulisy życia największej gwiazdy,filozofia trenera z jedenastoma pierścieniami,reportaż o NBA widzianym jak fragment historii społecznej USA.
1. „The Jordan Rules” – Sam Smith
(polskie wydanie: „Jordan Rules. Zakulisowe historie pierwszego mistrzowskiego sezonu Chicago Bulls”)
Sam Smith zabiera czytelnika do środka drużyny, która zmieniła oblicze NBA – Chicago Bulls z Michaelem Jordanem na czele. Książka koncentruje się na sezonie 1990/91, w którym Bulls zdobyli pierwsze mistrzostwo. Zamiast cukierkowej opowieści o nieomylnej supergwieździe dostajemy szczerą kronikę konfliktów, napięć i rywalizacji wewnątrz zespołu.
Sam tytuł jest znaczący – „Jordan Rules” to z jednej strony nazwa brutalnej defensywnej taktyki Detroit Pistons przeciwko Jordanowi, a z drugiej metafora specjalnych zasad, jakie zaczęły obowiązywać w Chicago wokół największej gwiazdy ligi.
Dlaczego ta książka jest ważna?
- Pokazuje, jak naprawdę wygląda budowanie mistrzowskiej drużyny: z całym pakietem ego, frustracji i nieporozumień.
- Obala mit koszykówki jako wiecznej sielanki – widać, że nawet najlepsze zespoły rodzą się w bólu.
- Pozwala zrozumieć, jak ogromne ciśnienie towarzyszy byciu twarzą ligi i jak wpływa to na resztę składu.
Dla kogo?
- Dla fanów Michaela Jordana, którzy chcą zobaczyć więcej niż tylko highlighty.
- Dla trenerów i liderów – jako studium pracy z „trudnym talentem”.
- Dla każdego, kto lubi historie zza kulis szatni.
2. „Eleven Rings: The Soul of Success” – Phil Jackson
Phil Jackson to człowiek, który ma na koncie 11 tytułów mistrza NBA jako trener – sześć z Chicago Bulls i pięć z Los Angeles Lakers. W „Eleven Rings: The Soul of Success” opowiada, jak łączył koszykówkę na najwyższym poziomie z własną, mocno nietypową jak na sport, filozofią: mieszanką zen, psychologii, duchowości i trudnej sztuki zarządzania gwiazdami.
To nie jest klasyczny poradnik „jak wygrać mistrzostwo”. To raczej historia trenera, który zrozumiał, że bez zdrowej szatni i zaufania między ludźmi nawet najlepszy system taktyczny nie wystarczy.
Co wyróżnia tę książkę?
- Jackson pokazuje od kuchni, jak pracował z wielkimi ego – Jordanem, Pippenem, Kobe Bryantem, Shaquille’em O’Nealem.
- Dużo miejsca poświęca budowaniu kultury – rytuałom w drużynie, rozmowom, pracy nad ego zawodników.
- Łączy taktykę (trójkąt ofensywny) z miękkimi kompetencjami: komunikacją, zaufaniem, umiejętnością odpuszczania kontroli.
Dlaczego warto?
- To jedna z najciekawszych książek o przywództwie w sporcie, nie tylko o koszykówce.
- Pokazuje, że mistrzostwa są efektem procesu, a nie jednego genialnego sezonu.
- Świetna lektura dla trenerów, managerów i każdego, kto pracuje z zespołami.
3. „The Breaks of the Game” – David Halberstam
„The Breaks of the Game” to klasyka reportażu sportowego. David Halberstam – laureat Pulitzera – wszedł z mikrofonem i notatnikiem do świata Portland Trail Blazers z sezonu 1979/80. Formalnie to opowieść o jednej drużynie i jednej kampanii, ale w praktyce książka staje się opowieścią o całej NBA tamtych czasów.
Halberstam opisuje nie tylko mecze i szatnię, ale też:
- historię mistrzowskich Blazers z 1977 roku,
- kontuzje Billa Waltona i ich wpływ na klub,
- losy Kermita Washingtona po słynnym, tragicznym ciosie w Rudy’ego Tomjanovicha,
- rasę, pieniądze, politykę i zmieniający się biznes NBA.
Wielu dziennikarzy sportowych – w tym Bill Simmons – uważa tę książkę za jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek napisano o koszykówce. To nie tylko historia drużyny, ale też obraz ligi, która dopiero wychodzi z niszy i zaczyna stawać się wielkim biznesem.
Dlaczego to lektura obowiązkowa?
- Pokazuje NBA w momencie przejścia – między „romantyczną” ligą lat 70. a telewizyjnym gigantem.
- Łączy sport z szerszym kontekstem społecznym: rasą, pieniędzmi, polityką, mediami.
- To wzorzec tego, jak można pisać o sporcie mądrze, głęboko i bez taniutkiej sensacji.
Dla kogo?
- Dla czytelników, którzy lubią, gdy sport jest pretekstem do opowieści o świecie.
- Dla fanów NBA ciekawych, jak wyglądały kulisy ligi, zanim nadeszła era Jordana.
- Dla osób piszących o sporcie – jako świetny wzór reporterskiej roboty.
Na koniec: trzy książki, trzy perspektywy
Te trzy tytuły nie wyczerpują oczywiście tematu książek o koszykówce. Pokazują jednak trzy różne spojrzenia na ten sam sport:
- „The Jordan Rules” – kulisy życia drużyny z największą gwiazdą w historii NBA.
- „Eleven Rings” – filozofia trenera, który zamienił kilka zespołów w mistrzowskie dynastie.
- „The Breaks of the Game” – szeroki obraz ligi wpisanej w historię społeczną i biznesową USA.
Jeśli kochasz koszykówkę, te książki pomogą Ci zobaczyć ją z zupełnie innej perspektywy. A jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z basketem – to jeden z najlepszych możliwych startów.
sobota, 29 listopada 2025
Dlaczego Mateusz Ponitka jest tak dobrym liderem reprezentacji Polski?
W polskiej koszykówce regularnie pojawiają się nowe nazwiska, ale jeśli mówimy o liderze z prawdziwego zdarzenia, jednym z pierwszych, którzy przychodzą na myśl, jest Mateusz Ponitka. Od lat jest twarzą reprezentacji – nie tylko dlatego, że zdobywa punkty, ale przede wszystkim dzięki temu, jak zarządza emocjami, drużyną i najważniejszymi momentami meczu.
Co sprawia, że właśnie on tak dobrze odnajduje się w roli lidera kadry?
1. Doświadczenie zebrane w całej Europie
Ponitka nie jest zawodnikiem, który całe życie spędził w jednej lidze. Grał w Polsce, Belgii, Hiszpanii, Rosji, Turcji, we Włoszech, w Grecji i w Serbii, a obecnie reprezentuje barwy klubu z czołowej ligi europejskiej. To oznacza:
- kontakt z różnymi systemami taktycznymi,
- pracę z wieloma trenerami o odmiennych filozofiach gry,
- konfrontację z topowymi zawodnikami na poziomie Euroligi i europejskich pucharów,
- ciągłe dostosowywanie się do nowych ról – od młodego prospekta po doświadczonego weterana.
Takie zaplecze sprawia, że w kadrze Ponitka jest kimś więcej niż „kolejnym skrzydłowym”. To zawodnik, który rozumie koszykówkę w szerokim kontekście – wie, co będzie działać na poziomie klubowym, a co w realiach reprezentacji, gdzie na przygotowanie ma się raptem kilka dni.
2. Noc ze Słowenią – definicja lidera
Jeśli szukać jednego meczu, który najlepiej pokazuje jego liderowanie, to będzie to pamiętne starcie ze Słowenią na EuroBaskecie 2022. Ponitka rozegrał wtedy spotkanie życia – nie tylko punktowo, ale przede wszystkim jako pełnoprawny dowódca drużyny.
Był wszędzie: zdobywał punkty, zbierał, podawał, bronił, podnosił zespół w momentach kryzysu. To był występ, który wykracza poza suche statystyki. Widać było, że mentalnie jest gotowy podjąć walkę z największymi gwiazdami europejskiego basketu i wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik.
Od tamtego dnia Ponitka nie jest już tylko „ważnym graczem kadry”. Jest symbolem meczu, w którym Polska pokazała, że może bić się z najlepszymi. A to dla lidera bezcenny kapitał – zarówno w szatni, jak i w oczach kibiców.
3. Styl gry: lider, który robi wszystko po trochu
Są liderzy, którzy żyją głównie z punktów. Są też tacy, którzy „robią grę” podaniami. Ponitka należy do innej kategorii – to all-around forward, zawodnik kompletny. Co to znaczy w praktyce?
- Punkty – potrafi rzucić zza łuku, wejść na kosz, wymusić faul i kończyć akcje z kontaktem.
- Rozgrywanie – czyta grę jak rozgrywający, często inicjuje akcje, ustawia kolegów, widzi przewagi zanim one „oficjalnie” powstaną.
- Obrona – jest jednym z tych graczy, których nie widać w highlightach, ale których docenia każdy trener. Potrafi kryć kilka pozycji, dobrze pomaga, komunikuje się w defensywie.
- Zbiórki – jego obecność na tablicach daje kadrze dodatkowe posiadania i możliwość szybkiego wyprowadzenia kontry.
Taki profil sprawia, że Ponitka może wpływać na wynik nawet wtedy, kiedy akurat nie trafia rzutów. Lider, który daje drużynie coś w każdej fazie meczu, jest bezcenny – szczególnie w reprezentacji, gdzie rotacja jest krótsza niż w klubie.
4. Głos w szatni i odpowiedzialność za wynik
Lider to nie tylko statystyki. To również – a może przede wszystkim – odpowiedzialność za atmosferę i narrację wokół drużyny.
Po zwycięstwach Ponitka nie buduje mitu „one man show”. Zwraca uwagę na pracę całej drużyny, podkreśla rolę mniej widocznych zawodników, docenia sztab. Po porażkach potrafi stanąć przed kamerą i brać część winy na siebie – nawet wtedy, gdy obiektywnie zagrał dobrze.
Takie podejście:
- odciąża młodszych graczy, którzy nie muszą mierzyć się z pełnym ciężarem krytyki,
- wzmacnia zaufanie wewnątrz zespołu,
- pokazuje, że lider to ktoś, kto stoi na pierwszej linii w trudnych momentach.
To nie jest rola, której da się nauczyć z dnia na dzień. To efekt lat spędzonych w kadrze, kolejnych turniejów, radości i rozczarowań. Ponitka przeszedł tę drogę i dziś widać, że dobrze czuje się w tej odpowiedzialności.
5. Emocjonalna więź z reprezentacją
U wielu zawodników widać prostą hierarchię: klub, a potem dopiero kadra. U Ponitki jest odwrotnie – reprezentacja jest czymś więcej niż dodatkiem do sezonu. To projekt, którego jest współautorem od lat.
W wywiadach często podkreśla, jak bardzo zależy mu na tym, by Polska była obecna na koszykarskiej mapie Europy. Po turniejach nie mówi wyłącznie o wyniku, ale o tym, jaki sygnał wysyła drużyna – do kibiców, młodych zawodników, całego środowiska.
Taka postawa „buduje” go jako lidera, bo:
- koledzy z drużyny widzą, że dla niego kadra to nie jest obowiązek, tylko przywilej,
- kibice instynktownie czują, że gra nie tylko dla siebie, ale i dla nich,
- każdy kolejny występ reprezentacji nabiera dodatkowego znaczenia – wychodzi na parkiet ktoś, kto autentycznie wierzy w ten projekt.
6. Most między pokoleniami
Ponitka jest w takim momencie kariery, w którym łączy dwa światy. Z jednej strony wciąż potrafi grać na bardzo wysokim poziomie sportowym, z drugiej – ma już status weterana, który może wprowadzać do kadry młodszych graczy.
To niezwykle ważne dla każdej reprezentacji, bo:
- młodsi mogą się od niego uczyć nie tylko ruchów na boisku, ale też podejścia do treningu, regeneracji i presji,
- trener ma w szatni „przedłużenie swojej ręki” – zawodnika, który potrafi przekazać założenia taktyczne w języku boiska,
- proces wymiany pokoleniowej staje się płynniejszy, gdy stare i nowe nazwiska mają wspólny mianownik w postaci stabilnego lidera.
Dlaczego właśnie on?
Mateusz Ponitka jest tak dobrym liderem, bo łączy w sobie trzy kluczowe elementy:
- Wysoki poziom sportowy – udowodniony w reprezentacji i w mocnych klubach europejskich.
- Kompletność boiskową – wpływa na grę w ataku, obronie, na tablicach i w szatni.
- Silną tożsamość „kadrowicza” – dla niego gra z orzełkiem na piersi to coś więcej niż punkt w CV.
W czasach, kiedy w sporcie dużo mówi się o indywidualnych statystykach, kontraktach i highlightach, Ponitka przypomina, że prawdziwe liderowanie zaczyna się tam, gdzie kończy się „ja”, a zaczyna „my”. I właśnie dlatego tak dobrze pasuje do roli lidera reprezentacji Polski.