Przejdź do głównej zawartości

Nowe praktyki kulturowe Polaków


www.pwn.pl

Wyobrażacie sobie naukowców, którzy wybierają się na Opener'a czy Woodstock by badać portret współczesnego Polaka? Wieczorem zapuszczają się w odmęty internetu, by uchwycić kim tak naprawdę jest e-Kowalski? Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i technicznych  oni dokonują rzeczy niemożliwej i nieszablonowej. Oni czyli Tomasz Szlendak i Krzysztof Olechnicki w książce "Nowe praktyki kulturowe Polaków".


Autorzy prezentują nam życie kulturowe Polaków po 1989 roku. Wydaje mi się, że nie było to problemem, który wywołałby potrzebną tu dyskusję. Ważniejsze były wpływy reformy Balcerowicza, nocna zmiana czy inne - mniej lub bardziej polityczne wydarzenia. Po lekturze "Nowych praktyk kulturowych Polaków" stwierdzam, że to jednak stosunek do kultury i samo z jej korzystanie wpływa na wszystkie inne dziedziny naszego życia.

Czym w ogóle jest kultura dla statystycznego Kowalskiego według badań przeprowadzonych przez Szlendaka i Olechnickiego? Uważam, że nie ma ona nic wspólnego z książkami, muzyką czy sztuką. Jest to bardziej produkt masowy - kolorowy, słodko-słony i podany w przystępnej formie, która nie wywołuje refleksji, dyskusji i wniosków po. To coś, na co zwraca uwagę wielu uczestników Przystanku Woodstock - chwilowy chaos pozwalający zapomnieć o poukładanej i wymagającej rzeczywistości. Polak uczestniczy w tej "kulturze" nie zostając z większymi wspomnieniami czy wnioskami. "Było grubo, ostro i w ogóle". Czy w ogóle to ma sens?

Zgadzam się w pełni z autorami, którzy piszą (pewnie ze smutkiem), iż Polacy nie odwiedzają muzeów ale "walą drzwiami i oknami" na Noc Muzeów. Bo jest fajnie, bo słuchać medialny szum, bo trzeba być w miejscu, gdzie trzeba się pokazać. Nieważne, co się ogląda. Ważne, że na facebooku można oznaczyć swoją obecność w kolejnym evencie.

Badacze podeszli do tematu bardzo skrupulatnie i obiektywnie - ja tak nie mogę. Uczestnicy wielkich wydarzeń kulturalnych transmitowanych przez telewizje w przerwach emisji dzwonią do krewnych informując o swoim położeniu na kolejnym kabaretonie czy festiwalu piwa.

Podziwiam autorów, którzy unikają oceny zachowań kulturalnych Polaków i nie oczekują tego od czytelnika. Jeszcze raz to napiszę - ja tak nie potrafię. Diabelskie różki, kolorowe koszulki czy kowbojskie kapelusze należą do obowiązkowego wyposażenia Kowalskich w kolejnych ogólnopolskich zlotach. Podobnie jak duże ilości piwa i kiełbasy, która stała się chyba narodowym daniem Polaków. 

Badacze wchodzą w interakcję z badanymi. Na początku dziwi, że wielu z pytanych nie wie, dlaczego przyjechała na dane wydarzenie. Czasem brak jest wiedzy na temat znanych wykonawców, którzy występują czy dodatkowych atrakcjach, jakie zapewniają organizatorzy. Większość z badanych twierdzi, że po prostu trzeba tu (Woodstock, Opener, Literacki Sopot i inne) być bo są znajomi i dobrze takie uczestnictwo wypada w mediach społecznościowych - na Facebooku, Instagramie czy Stapie.

Autorzy zwracają różnicę międzypokoleniową, która mnie również - jako uczestnika wydarzeń kulturalnych - fascynuje. Podczas gdy ja słucham koncertu starając się czerpać niematerialne korzyści z tego, co aktualnie chce przekazać artysta inni sztywno stoją nagrywają kolejne utwory czy cały koncert. Czy jest to rzecz do oceniania? Czy znak czasów? Dowiecie się z "Nowych praktyk kulturowych Polaków".

Ważną częścią książki są obserwacje badaczy dotyczące internetu i miejsc, z których oni już dawno wrócili a ja pewnie tam nie dosurfuję. Fanem ważenia własnego piwa nie zostanę, a męska elegancja za bardzo wyciąga środki finansowe - niemniej jednak z głęboką fascynacją czytam kolejne rozdziały poświęcone życiu sieciowych tworów skupiających fanów tych spraw.

Oczywiście są i jasne strony medalu zwanego życiem kulturowym Polaków. Ważnieszym wydaje mi się pytanie, czy "Nowe praktyki kulturowe Polaków" to książka sztywno naukowa czy reporterska? Umiejętne łączenie stylu i relacje badaczy sprawiają, że po lekturze człowiek budzi się z wątpliwościami dotyczącymi tego polskiego rozwoju. Zwłaszcza w dziedzinie kultury. Oby coś się zmieniło dzięki mądrym ludziom pokroju autorów. Strach pomyśleć, co stanie się, gdy zacznie mieszać się w to polityka, bo istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że mogą ją przeczytać i jeszcze się im spodoba.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polska to piekło z aniołami

Ludzie umieją sobie sami robić sobie piekło lepsze niż to biblijne. Nie ogień i siarka oraz wieczne męki a każąca ręka pijanego ojca i mnóstwo ludzi, którzy mają cię za nic. Nie wierzycie? Przykładem niech będzie książka "Wyrwałem się z piekła" Dobromira Mak Makowskiego.
Autor jest pedagogiem oraz animatorem projektów pedagogicznych z młodzieżą na ulicach. Przed laty sam mierzył się z wieloma problemami będąc wychowankiem Domu Dziecka. Poznał destrukcyjną siłę ojcowskiej ręki i pasa moczonego w wodzie dla lepszego efektu.

Przeżył dzieciństwo bez matki, która uwierzyła w "zbawczą siłę" alkoholu. Natknął się na zło w dorosłych, którzy nie wierzyli, w jakim piekle żyje chłopak. W końcu sam zagubił się i wybrał życie na dnie - narkotyki, alkohol i wszystko, co powodowało, że człowiek żyje w innej rzeczywistości.

Dobromir Mak Makowski w prostych słowach opowiada tą historię życia. Historię, która przeraża - szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że miała miejsce w po…

Pypcie na języku Michała Rusinka

W czasach, które wypełnione są zmieniającymi się modami, nowymi technologiami i ludźmi bez dążeń rozmowy o języku zostały pogrzebane. Michał Rusinek w swoich "Pypciach na języku" pokazuje jednak, że nasza mowa ojczysta jest czymś, o czym warto dyskutować.
Sekretarz Wisławy Szymborskiej umiejętnie wychwytuje informacje o pomyłkach, przekręceniach i innych chochlikach, które dopadają nawet najwybitniejszych polonistów. Weźmy na przykład modę na nieodmienianie nazwisk. Większość Polaków sądzi, że jak ktoś będzie mówił do nich w mianowniku to ich bardziej szanuje i potwierdza ich szlacheckie pochodzenie. "Idę na spotkanie z panem Kowalski!" albo "Porozmawiamy dzisiaj o panu Iwaszkiewicz" to przykłady głupiej maniery, którą Michał Rusinek prezentuje w jednym ze swoich pypciów.

Idźmy dalej. Michał Rusinek słusznie - i chyba jako jedyny - zwraca uwagę, że kult obrazu (telewizji, youtube'a) to powrót do kultury obrazkowej, która charakteryzowała średniowiecz…

40 sloganów reklamowych, których nigdy nie zapomnę

Jak stworzyć ciekawy slogan reklamowy? W jaki sposób wymyślają go fachowcy? Jak wpływa na odbiorcę? Czy decyduje o zakupie danego produktu/usługi/rzeczy?

Dobry slogan wart góry złota. Człowiek żyje na tym świecie nasączony przeróżnymi hasłami. Oto moja 50, która zapadła w pamięć. Czasem może przekręcona ale jest.

1. Matka natura, ojciec Feliks.
2. To jest pyszne! - Hochland
3. Są parówki i są Berlinki!
4. Łaciate - samo mleko.
5. Serce jak dzwon - Kama
6. Podaj to, co najlepsze - Tchibo
7. Dobre pomysły, dobry smak lub Dobre pomysły, lepszy smak
8. Tak smakuje dziecka czas - Monte
9. Bum, bum, boomer
10. Saga - to u nas rodzinne
11. Podejmij wyzwanie Actimela
12. Przebojowe warzywa Bonduelle
13. Są powody do mruczenia - Whiskas
14. Twój kot kupowałby Whiskas
15. Twarde dowody - Pedigree
16. Zakochaj się w Warszawie
17. Raffaello - wyraża więcej niż tysiąc słów
18. Takie rzeczy tylko w Erze
19. Co kropelka sklei, sklei - żadna siła nie rozklei
20. Jeżyki najeżone bakaliami
21. Czekolad…