piątek, 8 grudnia 2017

Śpiące królewny. Stephen King (recenzja)

Stephen King coraz częściej potrzebuje pomocy w tworzeniu kolejnych niesamowitych opowieści. Po "Pudełku z guzikami Gwendy" tym razem pomocną dłoń, a właściwie pióro, wyciągnął Owen King - mniej utalentowany syn sławnego ojca w powieści "Śpiące królewny". Jak wyszło?

Mała fabryka mety


"Śpiące królewny" to przede wszystkim nie horror a opowieść z pogranicza fantasy. Kobiety przeniesione do raju dla płci pięknej, w którym mogą rozpocząć nowe życie, biegające ranne lisy i tygrysy, których wizja potęgowana jest sporą fabryką metaamfetaminy dla wielu są połączeniem wybuchowym.

Skąd kobiecy raj i jak dostają się tam kobiety? Otóż po zapadnięciu w sen z ich ciała wyłaniają się setki nitek, które owijają je w kokony. "Śpiące królewny" śnią snem twardym ale gdy tylko ktoś spróbuje je obudzić dzieją się rzeczy, jakie znamy ze "Smętarza dla zwierzaków". Na dodatek pojawia się Evie, która podobnie do Karmazynowego Króla próbuje rządzić i dzielić w świecie pogrążającym się w chaosie.

Kobiety niezastąpione?


Kilkaset stron opowieści Stephena i Owena Kinga próbującej kreować mit kobiet nie zbliża się do poziomu "Pana Mercedesa", "Lśnienia" czy nawet "Gry Gerlada"  jednak sprawia, że czytelnik w "Śpiących królewnach" znajdzie okruszki dobrego Kinga. Chodzi mi tu przede wszystkim o ocenę współczesności prezentowaną przez kolejnych bohaterów - zarówno tych złych jak i dobrych. Pojawia się polityka Donalda Trumpa, światowe niepokoje i lęki szarych ludzi z USA.


"Śpiące królewny" dzieją się w małym mieście w Appalachach, gdzie największym pracodawcą jest więzienie kobiece. Kingowie postarali się o jak najlepszą prezentację miejsca akcji - więzienia dla kobiet - i z tego powodu spotykali się i odwiedzali miejsca, które stały się inspiracją dla całej kilkusetstronicowej opowieści.

Świat bez kobiet


Kobiety rządzą światem? Wizja bez kobiet w "Śpiących królewnach" pokazuje, że bez płci piękniej zostaniemy na lodzie nie tylko z jedzeniem z zamrażalnika i brakiem seksu ale koniec końców i tak siebie powybijamy nawzajem. Nie zniesiemy unoszącego się w powietrzu nadmiaru testosteronu a rodzić się nie nauczymy.

#metoo


Jaki wniosek płynie z lektury śpiących ślicznotek? Kingowie zdają się mówić - bądźcie dobrzy dla swoich kobiet i bez #metoo tu.


Nie warto, no chyba, że macie argumenty przemawiające za :)




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza