Po zakończonym sezonie 2025/2026, w którym AMW Arka Gdynia wróciła do play-offów, jeden z najważniejszych zawodników drużyny – chorwacki środkowy.
Play-offy spełnione, ale… mały niedosyt
Arka zrealizowała przedsezonowy cel i awansowała do fazy play-off. Ljubicić nie ukrywa jednak, że w głowie został pewien niedosyt.
„Dokładnie tak. Myślę, że daliśmy radę i zrobiliśmy to, co do nas należało, ale nie ukrywam, że mam w sobie takie poczucie, że mogliśmy wyciągnąć z tego coś więcej. Weźmy pod uwagę serię z Orlen Zastalem – nie zagraliśmy tam na sto procent naszych możliwości. Podobnie jak serię z Dzikami. Ogólnie jednak mamy powody do świętowania, to był dobry sezon.”
Trudny początek i wielki powrót
Początek sezonu w wykonaniu Ljubicića nie był łatwy. Chorwat przyznał, że adaptacja do stylu PLK oraz zmęczenie po ciężkim lecie z reprezentacją Chorwacji dały o sobie znać.
„Ten początek w moim wykonaniu nie był najlepszy… To był ten okres aklimatyzacji. Kiedy już złapałem odpowiedni rytm i zgrałem się z zespołem, to wyglądało to naprawdę dobrze. Jestem zadowolony ze swoich liczb i gry. Dałbym sobie pozytywną ocenę za ten sezon.”
Największy atut? Boiskowe IQ
Na pytanie o swoje największe atuty na boisku Ljubicić odpowiada bez wahania:
„Myślę, że moją największą zaletą jest po prostu boiskowe IQ, rozumienie koszykówki. Staram się czytać grę, przewidywać ruchy obrony i bezlitośnie karać ich błędy. Nie jestem tytanem atletyzmu, ale jestem bardzo silny fizycznie i potrafię to wykorzystać. Poza tym staram się być graczem zespołowym.”
O innych środkowych w lidze mówi z szacunkiem, szczególnie chwaląc Marka Popovicia z Kinga Szczecin:
„To, co robił w tym sezonie… czapki z głów. W pełni zasłużył na pierwszą piątkę ligi. Grał niesamowicie równo.”
Chemia z Kamilem Łączyńskim
Jednym z najciekawszych fragmentów rozmowy jest wątek współpracy z Kamilem Łączyńskim. Ljubicić nie kryje sympatii:
„Świetny gość. Uwielbiam rozmawiać z nim o koszykówce. Jest niesamowicie inteligentnym facetem i absolutnym profesjonalistą. […] Mieliśmy super relację i świetne zrozumienie. Gra z takim rozgrywającym to była dla mnie czysta przyjemność.”
Dodaje z uśmiechem, że zdarzało się, że obaj się na siebie denerwowali – ale to były „czyste emocje” wynikające z ambicji.
Transfer w godzinę? Tak, to możliwe
Jedna z najciekawszych historii sezonu to błyskawiczne podpisanie kontraktu z Arką. Ljubicić ujawnił, że kontrakt podpisał… w godzinę po rozmowie telefonicznej z trenerem Mantasem Cesnauskisem.
„Zadałem mu kilka kluczowych pytań o moją rolę, a wszystko, co usłyszałem w odpowiedzi, było dokładnie tym, czego oczekiwałem. Wizja trenera Mantasa totalnie mnie kupiła. […] Wszystko, co powiedział mi podczas tej pierwszej, 40-minutowej rozmowy telefonicznej, sprawdziło się w trakcie sezonu.”
Hubert Śledziński – „serce całego zespołu”
Najbardziej poruszający fragment wywiadu dotyczy Huberta Śledzińskiego – fizjoterapeuty i trenera przygotowania motorycznego Arki.
„Hubert to jest serce wszystkiego! Nasza największa siła przez cały sezon. […] Bez niego ten sezon byłby piekielnie trudny. Kiedykolwiek czegoś potrzebowaliśmy, nawet w dni wolne od treningów, on siedział w klubie i pracował od rana do nocy. Dostępny dla nas 24/7. Jestem mu mega wdzięczny za pomoc.”
Przyszłość? Arka ma priorytet
Na koniec padło najważniejsze pytanie – czy Ljubicić zostanie w Gdyni na kolejny sezon?
„Nie wiem. Na pewno usiądziemy z władzami Arki do rozmów. […] Ale nie będę ukrywał: Arka ma priorytet. Jestem bardzo zainteresowany tym, żeby tutaj zostać. Trzeba tylko wypracować porozumienie. Co się wydarzy? W sporcie nigdy nie wiesz na sto procent. Teraz muszę złapać oddech, odpocząć, pogadać z moją agencją i wtedy podejmiemy decyzję.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz