Bądź na bieżąco - otrzymuj newsletter

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2018

Omen. David Seltzer

Omen. David Seltzer

"Omen" to powieściowa wersja słynnego i kultowego już filmu z Gregorym Peckiem. Jej autorem jest scenarzysta tego obrazu, David Seltzer, będący również producentem i reżyserem filmowym. Jeśli szukacie odpowiedniej lektury na listopad 2018 to ta książka jest właśnie dla Was.


Jeremy Thorn jest amerykańskim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Jego cierpiąca na depresję żona, po latach bezowocnych starań o potomstwo i kilku poronieniach, w końcu rodzi dziecko. Gdy jednak ambasador zjawia się w rzymskim szpitalu, słyszy od pracującego tam księdza, że jego nowo narodzony synek nie żyje, lecz może przyjąć dziecko, jako własne, kobiety, która zmarła podczas porodu. Thorn zgadza się na propozycję duchownego, nikomu o tym nie mówiąc, nawet żonie. Chłopcu nadano imię Damien.

Kilka lat później, podczas hucznej imprezy urodzinowej czteroletniego już Damiena, jego niania popełnia samobójstwo. To jedynie początek całej serii tajemniczych i złowróżbnych wydarzeń, które Thorn będzie próbował zrozumieć, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom...

Książkowa wersja "Omena" jest równie ciekawa co film. Wiadomo, że wszystkie kolejne opowieści filmowe były słabe i nie cieszyły się taką popularnością jak ta z 1976 roku. Miała bowiem wszystko, czego widz i odbiorca kultury szuka na wielkim ekranie. Świetne aktorstwo, autentyczna groza, doskonała muzyka i zdjęcia sprawiają, że "Omena" można oglądać po wielokroć odkrywając coś nowego.

Podobnie jest w książce, która nie do końca pokazuje to samo, co film. David Seltzer daje nam możliwość poznania rozszerzonej historii, która pobudza wyobraźnię i podobnie jak kultowy film sprawia, że siedzimy w fotelu jak zahipnotyzowani.

Książka "Omen" ma klimat, pomysł i ciekawe zakończenie i tego właśnie w literaturze szukamy. Życzę miłej i udanej lektury.


wtorek, 24 kwietnia 2018

Piotruś Królik. Recenzja filmu

"Piotruś Królik" to film, który w nowoczesny sposób przenosi książkową opowieść o królikach na duży ekran.


Beatrix Potter nie przypuszczała chyba nigdy, że jej grzeczne króliki, które oprócz szalonych przygód mogą być zdolne do działań terrorystycznych. Tak właśnie! Piotruś wraz z siostrami i kuzynem od lat prowadzą wojnę z panem McGregorem, który pilnuje swojego ogródka - raju dla wszystkich leśnych zwierząt. W tym konflikcie poległ już ojciec i matka Piotrusia.

Podczas jednej z akcji Piotruś prawie złapany i przerobiony na pasztet ucieka ponieważ McGregor dostaje zawału. Wbrew pozorom nie zajadał się w życiu zdrowymi warzywami i owocami a nie szczędził sobie śmieciowego jedzenia i siedzącego stylu życia. Zwierzęta przejmują posiadłość jednak nie na długo. Przyjeżdża nowy wróg - młody kuzyn Thomas - prawie kierownik domu towarowego Harrolds. Miłośnik porządku i wróg zwierząt chce się pozbyć futrzastych nieprzyjaciół raz na zawsze.

"Piotruś królik" to ekranizacja nie za długa - za to śmieszna i z przesłaniem. Po długich godzinach Lego Ninjago fillm, w którym dziecko zobaczy i dowie się czegoś o uczuciach i prawach rządzących światem sprawia, że człowiek z optymizmem patrzy w przyszłość. Oprócz czarnego charakteru, który w końcu ulega przemianie mamy Beię - malarkę - idealistkę, która w świecie stara się widzieć dobro. Przy okazji jest najbardziej zagorzałą obrończynią królików właśnie.

Rodzące się uczucie pomiędzy nią a Thomasem jest piękne a jednocześnie stanowi problem dla królika Piotrusia, który nie zgadza się na zmianę status quo. Próby wzajemnego wyeliminowania gatunków choć śmieszne prowadzą w finale do poważnych problemów, które trzeba rozwiązać w dorosły sposób. Zarówno królik Piotruś jak i Thomas stają na wysokości zadania.

Sama wojenka przypomina trochę "Kevina samego w domu". Ilość zmyślnych pułapek zastawianych przez zwierzęta sprawia, że wspomniany Kevin to dziadek bez polotu. Równie piękna jest sekwencja długiej imprezy po śmierci Pana "Grzyba" McGregora, która przypomina najlepsze party rodem z amerykańskich akademików. Strzelanie z jeża, golenie lisa czy próbująca zachowywać się arystokratycznie świnia to tylko niektóre elementy tej układanki.

"Piotruś królik" to film, na który warto iść z dziećmi. No bo kto by się spodziewał, że futrzaki robią tak dobre imprezy i mówią ludzkim głosem nie tylko w wigilię?

poniedziałek, 20 listopada 2017

Liga Sprawiedliwości rządzi. Recenzja filmu

Zack Snyder stworzył świetną grupę aktorską, która uniosła niesamowitą historię DC Comics o "Lidze sprawiedliwości"na poziom będący do zaakceptowania dla widza obytego w tematyce.


Cała historia zaczyna się od informacji o śmierci Supermana. Świat nie jest już taki sam a Batman grany przez Bena Afflecka (mając w pamięci poprzednie ekranizacje) ze smutnego samotnego rycerza nocy chce być dowódcą grupy superbohaterów. Chcąc naprawić swój błąd - to przez niego zginął Clarc Kent ak. Superman- próbuje uratować świat przed jeszcze większym niebezpieczeństwem niż Joker, Pingwin i reszta ferajny z Gotham.

We współpracy z Wonder Woman starają się znaleźć i przekonać do współpracy grupę metaludzi, która ma stanąć do walki z nowym zagrożeniem. Jednak mimo utworzenia jedynej w swoim rodzaju grupy superbohaterów może być już za późno. Zło, które zostało kiedyś pokonane rośnie w siłę.

DC Comics bardzo niekonsekwentnie wypuszcza nowe filmy o swojej drużynie. W przeciwieństwie do Marvela, który co rusz pokazuje ciekawe opowieści ze swojego uniwersum, DC Comics rzadko można zobaczyć na wielkim ekranie. Z jednej strony to błąd - z drugiej wypada sądzić, że wszystko, co opatrzone jest kultowym znakiem DC będzie najlepsze. Czy tak jest z "Ligą sprawiedliwości"?

Ben Affleck, Gal Gadot, Ezra Miller, Ray Fisher, Jason Momoa, Henry Cavill, Jeremy Irons, J.K. Simmons grają postaci, które zasługują na to, żeby nakręcić osobne filmy na ich temat. Szczególnie Aquaman grany przez Jasona Momoę podoba się - szczególnie - damskiej części widowni.

Filmowy król mórz i oceanów świetnie oddaje to, co znamy z komiksowych perypetii bohatera. Pomimo, że brak mu blond fryzurki i zielonego kostiumu to tatuaże i butelka whiskey robią swoje.

Bardzo słabo - po raz kolejny - wypada Ben Affleck w roli Batmana. Ani patos, ani poczucie humoru i misji nie pasują do człowieka, który lepiej sprawdza się w innych rolach. Nikt zresztą nie jest w stanie doścignąć pierwszego i najlepszego Michaela Keatona, który bezpardonowo walczył z równie dobrym aktorsko Jackiem Nicholsonem. Podobnie rzecz ma się z mało śmiesznym Flashem (o niebo lepszy jest aktor grający w serialu na Netflix). Na szczęście te luki wypełniają grający komisarza Gordona czy wiernego kamerdynera Batmana - Alfreda.

Efekty specjalne połączone ze światem DC Comics, w którym Amazonki, Atlantydzi i ludzie walczą przeciwko tajemniczej sile rodem z kosmosu nie za bardzo przypadną widzom do gustu. Potrzebaby czegoś świeższego i wartego wykorzystania w filmie, którego historia sama się sprzedaje.

Choć w "Lidze sprawiedliwości" mamy dużo chaosu organizacyjnego i finał bez fajerwerków to bez nich nie doczekalibyśmy się zapowiedzianych na 2018 rok premier opowieści o Aquamanie czy Cyborgu (2019). Mam nadzieję, że te dwa filmy poziomem i historią nadrobią lekkie wzbicie w powietrze "Ligi sprawiedliwości".

A na ten film? Trzeba iść jeśli jest się fanem DC Comics. Jeśli nie - warto zastanowić się, czy nie lepiej wybrać którąś z innych produkcji.

niedziela, 30 czerwca 2013

Carrie - Stephen King - 1974

Carrie jest dorastającą dziewczyną wychowaną przez matkę, która wypacza jej punkt widzenia na wiele spraw - w tym na seksualność.

Gdy pod prysznicem Carrie White dostaje okresu jest przekonana o tym, że umiera. Jej koleżanki mają powód do dobrej zabawy do momentu, kiedy nauczycielka wychowania fizycznego karze je dość mocno. Zemsta na Bogu ducha winnej Carrie polegać ma na tym, że podczas zabawy dla uczniów zostaje ona wybrana królową balu, na którą w kulminacyjnym punkcie wylewa się wiadro świńskiej krwi.

Tu do głosu dochodzą telekinetyczne zdolności dziewczyny, która mści się na koleżankach, kolegach i całym szkolnym środowisku. Latające przedmioty, niekontrolowane wybuchy ognia czy porażenia prądem - to tylko niektóre z rzeczy, jakie dotykają uczestników zabawy. Jak w Apokalipsie św. Jana mamy do czynienia z całkowitą zagładą, która nie patrzy na zasługi czy grzechy tej czy innej osoby. Po prostu niszczy.

Stephen King w Carrie pokazał to, czego czytelnicy szukali na kartach książek. Motyw dziewczyny wykorzystywanej przez szkolne środowisko. Motyw złej matki, która wychowaniem niszczy jej życie. Motyw dziewczyny, która mści się w finale na wszystkich. Wszystko to dzieje się w miejscu (małe miasteczko), które nie szanowało i lekceważyło problemy Carrie White.

Czy można mówić o Carrie jako o przykładzie dobrego horroru? A może bardziej jest to thriller, który trzyma w napięciu do ostatniego momentu? Skłaniałbym się ku tej drugiej opcji. Sama telekineza choć jest zjawiskiem nadprzyrodzonym nie gra od początku roli głównej. Napięcie dramatyczne i chęć zemsty narasta z każdą stroną, by w końcu oblać scenę morzem krwi.