Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2022

Sieroty. Igor Brejdygant. Recenzja

Igor Brejdygant jest pisarzem, który tworzy opowieści trzymające do końca w niepewności. Kto zabił? Kto jest winny? Tak jest również w "Sierotach".



wtorek, 14 czerwca 2022

Bóg urojony | Richard Dawkins | Recenzja

Bóg urojony Richarda Dawkinsa to książka, o której wiele osób słyszało i prawdopodobnie czytało ją w jakimś momencie swojego życia. Autor stara się w niej dowieść, że Bóg to wytwór wyobraźni. 

niedziela, 13 marca 2022

Ludzie Putina | Szybka Recenzja

Dlaczego warto przeczytać książkę "Ludzie Putina"? Czy jest to przypadek, że wydawnictwo SQN wydaje ją właśnie teraz? Zapraszam do wysłuchania szybkiej recenzji :)

sobota, 25 września 2021

Noc krabów | Guy N. Smith | Recenzja

"Noc krabów" to pierwsza część opowieści, która mrozi krew w żyłach sprawiając jednocześnie, że człowiek jest uśmiechnięty od ucha do ucha.

Noc krabów



czwartek, 2 września 2021

Zniszczę twój kościół | Aleksandra Polewska | Recenzja

Czy wydarzenia, które mają teraz miejsce na świecie zostały przepowiedziane? Czy sam Jezus pozwolił zaatakować instytucję kościoła? Wyjaśnia Aleksandra Polewska w książce "Zniszczę twój kościół".











wtorek, 28 lipca 2020

Gwiazdor |Piotr C.| Recenzja

W swojej najnowszej książce "Gwiazdor" Piotr C. - autor kultowego "Pokolenia Ikea" prezentuje czytelnikom świat, który prezydent Duda nazywa Warszafką a Rafał Trzaskowski upiększa meblami z palet za parę milionów.


środa, 19 lutego 2020

Świątynia |Jakub Żulczyk |Recenzja

Świątynia

Jakub Żulczyk to marka pisarska porównywalna z Porsche. Jakby nie było Jakub Ż. to jest gość klasy premium - podobnie do jego książki pt. "Świątynia", która jest genialną kontynuacją "Zmorojewa".


piątek, 17 stycznia 2020

Kopciuszek w Wejherowskim Centrum Kultury

Kopciuszek
Kopciuszek opowiedziany baletem? Czemu nie! W Wejherowskim Centrum Kultury można było obejrzeć ciekawą interpretację młodzieży pod opieką Elżbiety i Anny Czeszejko.



sobota, 17 listopada 2018

Siedmiopiętrowa góra. Thomas Merton

Siedmiopiętrowa góra. Thomas Merton

Siedmiopiętrowa góra Thomasa Mertona jest jedną z najsłynniejszych książek, jakie kiedykolwiek napisano o poszukiwaniu wiary, nadziei i pokoju. Autor w znakomity sposób pokazuje "noc ciemną" i radość z odzyskanego pokoju.


Jeśli zastanawiasz się, jak żyć i odpowiedzi nie udzielił Tobie ani premier Donald Tusk, szef KNF, który chciał 40 mln złotych oraz Leszek Czarnecki chcący więcej i więcej warto sięgnąć po "Siedmiopiętrową górę".


Jest to niepowtarzalny dokument duchowy człowieka, który odszedł od świata dopiero wówczas, gdy całkowicie się w nim zanurzył. "Miałem - pisze Merton - postawić stopę na brzegu podnóża wąskiej, siedmiopiętrowej góry czyśćca, bardziej stromej i ciężkiej do pokonania, niż mogłem sobie wyobrazić, a nie zdawałem sobie wcale sprawy z trudu wspinania się, jaki stał przede mną".

Opowieść o pokusach tego świata, zanurzaniu się w nich i powolnym wypływaniu na prawdziwy ląd pokazuje, że nawet w XX czy XXI wieku możemy szukać nowych świętych. Podobnie do brata Alberta Chmielowskiego Merton wyrzeka się wszystkich doczesnych dóbr i staje przed bramą klasztoru z nadzieją, że ktoś przyjmie jego chętne serce i ducha do wspólnoty.

Dziw bierze, że we wspomnianym klasztorze energii bracia mają więcej niż ludzie "na wolności". Unikający częstych konwersacji czy rzadko odwiedzani przez rodziny wydają się być osobami szczęśliwszymi od nas. Czy znaleźli Absolut? Czy wiedzą, co w życiu jest najważniejsze?

Lenistwo i tchórzostwo to dwaj najwięksi nieprzyjaciele życia duchowego - mawiał Thomas Merton. Widać wyraźnie, że jego droga to nie zamykanie się w sobie - co dzisiaj czyni wielu z nas - i mantra narzekania do sufitu. Ilość lektur, spotkań z przyjaciółmi czy obcymi ludźmi dały mu możliwość poznania ścieżki, którą wytrwale kroczył.

Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda taka droga poznawania swojego powołania, słuchania wewnętrznego głosu i odnajdywania siebie w świecie pełnym bezsensownych bodźców - "Siedmiopiętrowa góra" jest właśnie dla niego.

Polecam.


czwartek, 8 listopada 2018

Dziewczynka z parku. Barbara Kosmowska

Dziewczynka z parku. Barbara Kosmowska

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci? Jak my sami ją rozumiemy? Czy potrafimy sobie radzić ze śmiercią i uczyć tego nasze pociechy? "Dziewczynka z parku" Barbary Kosmowskiej prezentuje ten problem w prosty i ciekawy sposób.


Główna bohaterka opowieści - Andzia jest bardzo smutna. Choć od śmierci jej taty minęło już pół roku smutek i rozpacz nie opuszczają jej i jej mamy. Sportowy samochód, którym jeździł tata wystawiono na sprzedaż. Mama ma często zapłakane oczy i nie ma już pasjonujących rozmów, gry w chińczyka oraz pysznego sernika z brzoskwiniami - lekarstwa na wszystkie smutki.

Andzia żyje jednak tajemnicą, którą powierzył jej tata. Czy to możliwe, że on nadal nad nią czuwa? I czy tą tajemnicę zdradzi Jeremiaszowi, który staje się jej najlepszym kolegą?

"Dziewczynka z parku" to opowieść o wspomnieniach, które bolą, ale też są tym, co posiadamy najcenniejszego. Są relacje, miłość i emocje, których nie można się wstydzić. Jest możliwość rozmowy, z której wiele osób rezygnuje na rzecz wygodnego milczenia i oddalania się od siebie. Zamiast próbować działać - opadają w nicość.


Barbara Kosmowska mówi o śmierci i stracie w sposób prosty, a jednocześnie pełen szacunku dla swoich bohaterów i czytelników. Pokazuje również sposoby, dzięki którym łatwiej przeżyć jest stratę i podnieść się po niej silniejszym.

Wątek ciężkiej choroby, na którą choruje Jeremiasz jest ważnym elementem "Dziewczynki z parku". Cukrzyca - bo o tej chorobie mowa spotyka się w z nienawiścią i traktowaniem Jeremiasza jak trędowatego. Wbrew pozorom takie rzeczy dzieją się w Polsce XXI wieku i sam byłem świadkiem rozmowy matek, które zastanawiały się, czy cukrzyca roznosi się przez powietrze wydychane przez chorego (sic!). Dopiero spotkanie z matką chorej dziewczynki uświadomiło wielu prawdę o tym schorzeniu.  Brak szczepionek na odrę, ruch antyszczepionkowy czy Jerzy Zięba to przy tym pikuś.

Świetna książka - nie tylko dla dzieci.



czwartek, 2 sierpnia 2018

Jedna jedyna. Jørn Lier Horst

Seria opowieści z Williamem Wistingiem, który od lat ukazuje się nakładem wydawnictwa Smak Słowa to czytelnicza uczta kryminalna na najwyższym poziomie. Przykładem niech będzie "Jedna jedyna".


Opowieść zaczyna się niebanalnie. Mój ulubieniec - komisarz William Wisting zostaje wezwany do tajemniczego wykopu w środku lasu. Pozornie nic nieznaczący, pusty grób jest początkiem sprawy, która zajmie wszystkich mieszkańców okolicy. Mianowicie - znana piłkarka ręczna - Kajsa Berg, w drodze do centrum treningowego, nagle znika bez śladu. Zaraz po tym, wybucha pożar lasu, w którym ginie anonimowy człowiek. Obok leży martwy kot z odciętymi łapami.

William Wisting podczas prowadzenia śledztwa czuje, że wszystkie osoby zdają się coś ukrywać. Nauczyciele, właściciel sportowego klubu, sąsiad,który wynajmował Kasji mieszkanie oraz jego siostrzeniec. Wszyscy pozornie stać mogą za zniknięciem dziewczyny, która nie miała żadnego konfliktu z prawem.

Kim była Kasja? Zdolną piłkarką ręczną czy świetną manipulantką winną śmierci zakochanego po uszy chłopaka? Kolejne wydarzenia z jej życia sprawiają, że komisarz Wisting wkracza w świat młodych - gniewnych. Świat, w którym prawo nie istnieje, a życie? Życie jest mniejszą wartością niż pieniądze.

Jørn Lier Horst stworzył świetną opowieść kryminalną, w której do końca nie wiemy, czy Kasja została zamordowana a może nadal żyje? Przy okazji Horst stara się pokazać współczesne życie Norwegii tak fascynujące i ciekawe.

"Jedna jedyna" to świetny kryminał. W połączeniu z tropikalnym upałem, jaki teraz panuje w Polsce to świetne połączenie na nadchodzący weekend.







wtorek, 24 kwietnia 2018

Piotruś Królik. Recenzja filmu

"Piotruś Królik" to film, który w nowoczesny sposób przenosi książkową opowieść o królikach na duży ekran.


Beatrix Potter nie przypuszczała chyba nigdy, że jej grzeczne króliki, które oprócz szalonych przygód mogą być zdolne do działań terrorystycznych. Tak właśnie! Piotruś wraz z siostrami i kuzynem od lat prowadzą wojnę z panem McGregorem, który pilnuje swojego ogródka - raju dla wszystkich leśnych zwierząt. W tym konflikcie poległ już ojciec i matka Piotrusia.

Podczas jednej z akcji Piotruś prawie złapany i przerobiony na pasztet ucieka ponieważ McGregor dostaje zawału. Wbrew pozorom nie zajadał się w życiu zdrowymi warzywami i owocami a nie szczędził sobie śmieciowego jedzenia i siedzącego stylu życia. Zwierzęta przejmują posiadłość jednak nie na długo. Przyjeżdża nowy wróg - młody kuzyn Thomas - prawie kierownik domu towarowego Harrolds. Miłośnik porządku i wróg zwierząt chce się pozbyć futrzastych nieprzyjaciół raz na zawsze.

"Piotruś królik" to ekranizacja nie za długa - za to śmieszna i z przesłaniem. Po długich godzinach Lego Ninjago fillm, w którym dziecko zobaczy i dowie się czegoś o uczuciach i prawach rządzących światem sprawia, że człowiek z optymizmem patrzy w przyszłość. Oprócz czarnego charakteru, który w końcu ulega przemianie mamy Beię - malarkę - idealistkę, która w świecie stara się widzieć dobro. Przy okazji jest najbardziej zagorzałą obrończynią królików właśnie.

Rodzące się uczucie pomiędzy nią a Thomasem jest piękne a jednocześnie stanowi problem dla królika Piotrusia, który nie zgadza się na zmianę status quo. Próby wzajemnego wyeliminowania gatunków choć śmieszne prowadzą w finale do poważnych problemów, które trzeba rozwiązać w dorosły sposób. Zarówno królik Piotruś jak i Thomas stają na wysokości zadania.

Sama wojenka przypomina trochę "Kevina samego w domu". Ilość zmyślnych pułapek zastawianych przez zwierzęta sprawia, że wspomniany Kevin to dziadek bez polotu. Równie piękna jest sekwencja długiej imprezy po śmierci Pana "Grzyba" McGregora, która przypomina najlepsze party rodem z amerykańskich akademików. Strzelanie z jeża, golenie lisa czy próbująca zachowywać się arystokratycznie świnia to tylko niektóre elementy tej układanki.

"Piotruś królik" to film, na który warto iść z dziećmi. No bo kto by się spodziewał, że futrzaki robią tak dobre imprezy i mówią ludzkim głosem nie tylko w wigilię?

niedziela, 10 września 2017

Millennium. Tom 5. Mężczyzna, który gonił swój cień

www.merlin.pl

Stieg Larsson chybaa nie przewidział, że jego pomysł na "Millenium" będzie skutkował kontynuacją nawet po jego śmierci. David Lagercrantz - facet, który powinien zostać misterem zdjęcia okładkowego 2017 popełnił kolejną opowieść o losach Lisabeth, Kalego i reszty ferajny ze Skandynawii. Jak wyszło?



Akcja "Mężczyzny, który gonił swój cień" rozpoczyna się w momencie, kiedy Lisbeth Salander odbywa karę w więzieniu dla kobiet Flodberga. Nie chce wchodzić w żadne konflikty jednak obserwując sytuację pewnego dnia staje w obronie prześladowanej dziewczyny z Bangladeszu i ściera się z przywódczynią więziennego gangu, która wydaje na nią wyrok śmierci.

Tymczasem Holger Palmgren - kurator naszej bohaterki informuje Lisbeth, że posiada dokumenty, które rzucają nowe światło na wydarzenia z jej dzieciństwa. Hakerka prosi o pomoc Mikaela Blomkvista - redaktora "Millenium". Śledztwo doprowadza ich do Leo Mannheimera, bogatego maklera giełdowego, który zamieszany jest w życie Lisabeth nawet bardziej niż ona sama może przypuszczać. Kolejno odkrywane tropy sprawiają, że trup zaczyna siać się gęsto a nasza wiedza na temat całej opowieści znów rozwija się w kierunku, którego się nie spodziewałem.

Lagercrantz po raz drugi (po "Co nas nie zabije") dokonuje niemożliwego - stara się wskrzesić autorską ideę opowieści, która nie może być kontynuowana przez prawdziwego autora. Zgłębiając język, zwyczaje i prawdopodobne pomysły Lagercrantz stara się naśladować Larssona w mowie i piśmie.

Trzeba przyznać, że wychodzi mu to bardzo dobrze w porównaniu z innymi autorami zajmującymi się wskrzeszaniem poczytnych bohaterów. Wspomnę tutaj chociażby książki Lunduma, których sam autor nie zostawił tyle, ile po śmierci wydają kolejni wydawcy.

"Mężczyzna, który gonił swój cień" trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Dzięki ciekawemu pomysłowi Lisabeth zyskuje nowe - nieznane oblicze i ... najbliższą rodzinę. Nie można tego powiedzieć o Mikaelu Bomkviście, który jest przewidywalny i nudny - jak w poprzednim tomie.

Ciekawie czyta się o losach pozostałych bohaterów, którzy zostali opisani bardziej przez Lagercrantza niż Larssona. Mam tu na myśli Holgera Palmgrena czy Bulbańskiego, który znów miesza szyki mrocznym siłom w wielkim spisku odkrytym przez naszą dziewczynę z tatuażem.

Wyznawcom teorii spiskowych pomysły autora spodobają się z pewnością. Podobnie jak wątek dotyczący muzułmanów, islamu i obecnej sytuacji w Europie.

Udanej lektury, choć mam nadzieję, że kolejnej książki z serii Millenium  David Lagercrantz nie napisze. Ma wszystko, by stworzyć coś autorskiego od A do Z, czego mu życzę z całego serca.



piątek, 8 września 2017

Verde Mate - nowy smak Yerba mate?

Verde mate to nowy (?) wynalazek rodem z Brazylii. Czym różni się od klasycznego Yerba Mate? Jak smakuje i czy warto dla odmiany spróbować właśnie tego?


Pierwszą verde mate jaką zdecydowałem się zakupić była Verde Mate Energia Guarana. Składająca się z ostrokrzewu paragwajskiego, jagód goi, guarany i aromatu wydaje się propozycją dla tych, którym zwykła yerba nie daje takiego kopa.

Verde Mate Energia Guarana smak zawdzięcza przede wszystkim jagodom goi. Nie wiem, czy można je gotować - w każdym bądź razie podgrzany napar z ich udziałem smakuje dość słodko jak na klasyczną yerbę. Również guarana, która króluje na rynku produktów od razu odchudzających powoduje, że energii dzięki temu naparowi go nie zabraknie.

Co może dziwić fanów yerby to fakt dokładnie zmielonego ostrokrzewu paragwajskiego. Nie natkniemy się w półkilowym opakowaniu na jakiekolwiek pędy, większe liście czy gałązki. Dokładnie zmielona yerba jest ciekawym rozwiązaniem dla osób, które szukają czegoś nowego i niestandardowego.

Wydaje się, że Verde Mate zachowuje wszystkie właściwości klasycznej Yerby. Pakowana w spore torby na zamknięcie strunowe (ciekawe rozwiązanie) może podbić serca tych, którzy chcą poznać nowe smaki herbatki od Wojciecha Cejrowskiego.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Blokada. Gra dla wszystkich

"Blokada" z Granny to gra logiczna z 60 poziomami do przejścia. Choć początkowo wydaje się to ciekawe i łatwe doświadczenie, to w miarę akcji zabawa robi się tak trudna jak w Robinsonie Cruzoe, o którym pisałem niedawno.


60 wysokooktanowych zadań blokowania gwarantuje godziny świetnej zabawy. Wielopoziomowa gra logiczna - różny poziom trudności zadań sprawia, że mogą ją rozwiązywać osoby w różnym wieku. Mamy określone klocki i możliwość ich rozmieszczenia. Okazuje się jednak, że to, co na początku było łatwe okazuje się jednak wymagające włożenia wysiłku. Chłopaki w wieku 7 i 5 lat bez dużych trudności doszli do 30 poziomu.

Jak będzie dalej? Okazuje się, że tetris to nie wszystko, by znaleźć odpowiedź na odpowiednie położenie kloców. Twórcy gry w ciekawy sposób ustawiają w kolejnych poziomach zarówno budynki jak i samochód, który próbuje uciec przed policją. Czy się mu to uda? Zależy tylko od gracza. Jesteśmy przecież szefem policji, który pilnuje, by zbieg został doprowadzony do więzienia. W miarę pokonywania kolejnych poziomów okazuje się, że nie jest to takie łatwe, na jakie się wydaje.

W zestawie znajduje się 1 czerwony samochód oraz 4 klocki budynków wraz z planszą i instrukcją poszczególnych ruchów. Zaczynamy od poziomów starter, by potem piąć się w poziomy junior, expert oraz mistrz. Z doświadczenia wiem, że przechodzenie poziomów na raz nie jest ciekawe. Trzeba dać sobie trochę czasu, by móc dochodzić do kolejnych niebanalnych rozwiązań w "Blokadzie". Okazuje się bowiem, że klucz do sukcesu leży w umiejętnym dobieraniu i dopasowywaniu klocków.

Gra przeznaczona jest dla graczy od 7 do 99 lat. Pomysłodawcy gry mieli rację - to zdecydowanie najlepsza gra sezonu dla wszystkich. Czy jesteśmy nad morzem, jeziorem czy w domu podczas dużej ulewy wiem jedno - "Blokada" zapewnia zabawę na długie godziny.

Więcej informacji o grze znajdziecie tutaj.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Prowadź swój pług przez kości umarłych. Recenzja książki

Emerytowana pani inżynier - Janina Duszejko jest jedną z piękniejszych postaci kryminalnych polskiej literatury. Stworzona przez Olgę Tokarczuk bohaterka jest dla mnie przykładem bohatera, który łączy w sobie Hanibala Lectera i Herkulesa Poirota.


Główna bohaterka dorabia sobie jako nauczycielka angielskiego w Kotlinie Kłodzkiej. Jako wielka miłośniczka przyrody i fanka twórczości Wiliama Blake’a nie może pogodzić się z tym, że ilość kłusowników i miłośników zabijania zwierząt cały czas rośnie. Wyznająca inne zasady Janina Duszejko pragnie działać - nie wie tylko, jak zatrzymać to okrucieństwo. Okazuje się jednak, że jest ktoś, kto robi to za nią. Zwierzęta? To tylko jeden z tropów, w które wierzy główna bohaterka. A policja? A miejscowi?

Olga Tokarczuk napisała świetną powieść, w której wątek kryminalny podoba się niesamowicie. To inna jakość kryminału, który oprócz wątku arcymistrza zbrodni łączy w sobie smutną prawdę o współczesnym świecie bez zasad i jakichkolwiek wartości.

Morderstwa ludzi podobnie jak zwierząt nie wywołują większej refleksji u bohaterów. Autorka w doskonały sposób oddaje mentalność i prawa rządzące polską prowincją. Z komendantem policji, księdzem i szemranym przedsiębiorcą na czele mierzy się kobieta, która w Blake'u widzi rozwiązanie wszelkich problemów i bolączek świata XXI wieku.



Misterne knuta intryga kończy się wyrwaniem z tajemniczego snu, w którym czytelnik dochodzi do momentu obwiniania za zbrodnię sił przekraczających ludzkie pojęcie. Zderzenie z rzeczywistością jest mocniejsze niż nalewki pite przez bohaterów.

I jeszcze ten wątek ekologiczny, który stanowi ważny element powieści. Jak działać w przyrodzie? Które działania są szkodliwe a z jakimi musimy się pogodzić, aby wszystko funkcjonowało zgodnie z zasadami ładu i porządku.

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" to zacna propozycja na letnie wieczory i zawsze aktualny głos w dyskusji dotyczącej przyrody.

niedziela, 2 lipca 2017

Bieg Redzki nr 4

www.biegredzki.pl

4 Bieg Redzki przeszedł do historii. Przy bardzo sprzyjającej aurze kilkaset osób na sportowo uczciło 50-lecie nadania praw miejskich miastu, które znane jest z tego, że ...*


Trasa urozmaicona i wymagająca. Po ostatnich opadach deszczu spowodowanych Opener'em gdzieniegdzie kałuże plus duża ilość błota wymagała od nieznających trasy dużej uwagi i zwinności. Jeśli miałbym ocenić poziom trudności tego przełaju stawiam na łatwy z elementami wymagającymi większego zaangażowania.

Poprawiająca się organizacja podoba się tym, którzy w redzkim biegu uczestniczą od początku. Przeniesienie biura zawodów na ulicę 12 marca, na której odbywają się zawody było jedynym słusznym posunięciem. Dzięki temu pakiet można odebrać pod samą metą, a wcześniejsze jeżdżenie do MOSiR-u mijało się z celem. Minusem - dekoracja zwycięzców i losowanie nagród nie w miejscu biegu należałoby zmienić. Uważam, że takie przejażdżki nie są na rękę biegaczom i organizatorom pewnie też.

Na uwagę zasługuje piękny medal z tegorocznej jak i ubiegłych edycji. To ciekawa pamiątka i propozycja do jednego z lepszych medali wręczanych podczas biegów na Pomorzu i w Polsce.

Bieg redzki to impreza dobrze zabezpieczona i nieutrudniająca życia mieszkańcom. Sprawna komunikacja i reakcje służb cieszą gdy pomyśli się o problemach w tym zakresie bliskiej Gdyni. Myślę, że za rok widzimy się na V Biegu Redzkim 2018 gdzie zostanie wypełniony limit 500 osób.


*z czym kojarzy się Tobie Reda? Wpisz proszę w komentarzu