wtorek, 8 sierpnia 2017

Warto mimo wszystko

Anna Dymna w rozmowie z Wojciechem Szczawińskim udowadnia, że mimo wszystko warto żyć i życiem się cieszyć - nawet kiedy nie jest ono takie łatwe i przyjemne jakby się mogło wydawać.


Książka to rozszerzony zbiór anegdot, opowieści i potężnej dawki dobrego humoru. O tym, że aktor w Polsce wielu ludziom kojarzy się z wiecznie młodym i przystojnym obiektem seksualnym. O tym , że odbiorca weźmie autograf od swojego "ulubieńca" myląc go z kimś innym. O tym, że wielkie pieniądze nie idą w parze z jakością i przesłaniem filmów. O tym, że czasem nawet z największym agresorem można wygrać siłą spokoju i pogodą ducha.

Aktorka, która nie za bardzo chce grać we współczesnych serialach opowiada, że "Warto mimo wszystko". Niespełnione marzenia o zostaniu panią psycholog realizuje w prowadzonej przez siebie Fundacji oraz codziennym życiu, które raz po raz wystawia ją na próbę.

Anna Dymna intrygująco opowiada o teatrze, w którym przyszło jej grać jak o najukochańszej rodzinie. Słynne 'Dziady" z 1973 roku, "Małe kroki, wielkie kroki" Macieja Karpińskiego czy też "Noc listopadowa" w reżyserii Andrzeja Wajdy wyglądają inaczej, gdy poznaje się tło tych opowieści.

Wojciech Szczawiński namawia aktorkę do opowieści o życiu w tamtych czasach i o tym, że aktor jest od grania a nie uprawiania polityki. O pierwszym mężu - Wiesławie Dymnym, który był postacią wielowymiarową. To jednak mała część z tematów poruszanych na łamach "Warto mimo wszystko". . Dawno już nie spotkałem się z wypowiedziami aktora/aktorki tak dojrzałymi i niosącymi przesłanie.

W dobie marnie dobieranych słów i nieważnych tematów "Warto mimo wszystko" warto przeczytać.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Blokada. Gra dla wszystkich

"Blokada" z Granny to gra logiczna z 60 poziomami do przejścia. Choć początkowo wydaje się to ciekawe i łatwe doświadczenie, to w miarę akcji zabawa robi się tak trudna jak w Robinsonie Cruzoe, o którym pisałem niedawno.


60 wysokooktanowych zadań blokowania gwarantuje godziny świetnej zabawy. Wielopoziomowa gra logiczna - różny poziom trudności zadań sprawia, że mogą ją rozwiązywać osoby w różnym wieku. Mamy określone klocki i możliwość ich rozmieszczenia. Okazuje się jednak, że to, co na początku było łatwe okazuje się jednak wymagające włożenia wysiłku. Chłopaki w wieku 7 i 5 lat bez dużych trudności doszli do 30 poziomu.

Jak będzie dalej? Okazuje się, że tetris to nie wszystko, by znaleźć odpowiedź na odpowiednie położenie kloców. Twórcy gry w ciekawy sposób ustawiają w kolejnych poziomach zarówno budynki jak i samochód, który próbuje uciec przed policją. Czy się mu to uda? Zależy tylko od gracza. Jesteśmy przecież szefem policji, który pilnuje, by zbieg został doprowadzony do więzienia. W miarę pokonywania kolejnych poziomów okazuje się, że nie jest to takie łatwe, na jakie się wydaje.

W zestawie znajduje się 1 czerwony samochód oraz 4 klocki budynków wraz z planszą i instrukcją poszczególnych ruchów. Zaczynamy od poziomów starter, by potem piąć się w poziomy junior, expert oraz mistrz. Z doświadczenia wiem, że przechodzenie poziomów na raz nie jest ciekawe. Trzeba dać sobie trochę czasu, by móc dochodzić do kolejnych niebanalnych rozwiązań w "Blokadzie". Okazuje się bowiem, że klucz do sukcesu leży w umiejętnym dobieraniu i dopasowywaniu klocków.

Gra przeznaczona jest dla graczy od 7 do 99 lat. Pomysłodawcy gry mieli rację - to zdecydowanie najlepsza gra sezonu dla wszystkich. Czy jesteśmy nad morzem, jeziorem czy w domu podczas dużej ulewy wiem jedno - "Blokada" zapewnia zabawę na długie godziny.

Więcej informacji o grze znajdziecie tutaj.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czarna Madonna. Remigiusz Mróz

Geniusz polskiego kryminału po setkach stron, w których skupił się na tworzeniu skomplikowanych zagadek postanowił napisać horror religijny. "Czarna Madonna" ma w swoim założeniu sprawić, by czytelnik poczuł ciarki kiedy wieczorem coś zaskrzypi na strychu. Poczuje?


Filip - były ksiądz zwany przez wszystkich Bergiem próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Aneta - jego wybranka zdaje się być cudem, który sprawia, że każdy dzień ma sens. Sielankę psuje jednak tajemnicze zniknięcie samolotu, na pokładzie którego przebywała dziewczyna. Miał wylądować na lotnisku w Tel Awiwie a nagle zniknął z radarów.

Berg odchodząc od zmysłów wraz z siostrą narzeczonej - Kingą próbuje rozwiązać tą skomplikowaną zagadkę, w której zagadnienia natury religijnej zaczynają odgrywać bardzo ważną rolę. Najważniejsza jest oczywiście Czarna Madonna.

Remigiusz Mróz w posłowiu do "Czarnej Madonny" wspomina, że zawsze chciał napisać taką książkę. Opowieść, która wymagała szukania i lektury wspomnień egzorcystów - jak choćby Gabriele Amortha - wzbudza szacunek dla pracy włożonej w szczegółowe zapoznanie się ze światem nadprzyrodzonym - jego zasadami (?) i skutkami, jakie za sobą niesie. Podobnie rzecz ma się z całą otoczką dotyczącą katastrof samolotowych.

Nie podzielam euforii dotyczącej "Czarnej Madonny". Zamiast bać się tej opowieści, do której praca "poruszyła" w Mrozie "struny duszy" byłem zły na niego, że zniechęca mnie do podróżowania samolotem w tak ciekawe miejsca na świecie. Ponoć samolot bezpieczniejszy jest niż samochód - a u pana Remigiusza - trup ściele się gęsto.

Widać gołym okiem, że pisanie przychodzi autorowi "Czarnej Madonny" z łatwością. Wielu czytelników zachwyconych jest jego cyklem z Wiktorem Forstem czy Joanną Chyłką. W wolnej chwili warto więc zapoznać się z panem Remigiuszem - przepraszam - z jego bogatą bibliografią.

Jak na razie polskim królem kryminału pozostaje dla mnie Katarzyna Pużyńska. Ma dziewczyna jaja.

sobota, 29 lipca 2017

Półmaraton Puck. Edycja 9.

W dość niesprzyjających warunkach i z 5 minutowym opóźnieniem wystartował 29 lipca dziewiąty Półmaraton Puck. Bieg, na który powinno przybyć zdecydowanie więcej ludzi.


Trasa biegu (21,097 m.)zaczynała się na puckim stadionie. Biegacze mieli okazję zobaczyć piękny pucki rynek zanim zaczął się właściwy przebieg trasy. W Błądzikowie, w którym w 2007 roku zameldowanych było tylko 188 osób trasa asfaltowa nie należała do najłatwiejszych. Słońce, które przed startem kryło się za chmurami pojawiło się podnosząc poziom trudności półmaratonu w Pucku. Brak jakichkolwiek drzew nie ułatwiał zadania i wszyscy musieli zmierzyć się z warunkami, które przypomniały mi maratony im. Tomasza Hopfera w Lęborku. Tam skwar i warunki polowe sprawiały, że 42 km trzeba było mnożyć razy dwa.

Następnym przystankiem na trasie biegu było Żelistrzewo. Jest to jedna z nielicznych wsi posiadająca swój herb przedstawiający Serce Pana Jezusa, mikołajka nadmorskiego oraz tarczę. Żelistrzewo zostało założone między IX a XII wiekiem, a pierwsze znane wzmianki dotyczące miejscowości pochodzą z roku 1279. Z uwagi na to, że rządy sprawowało duchowieństwo świeckie, była to tzw. osada książęca.

Po pokonaniu przyjemnej alei drzew dotarliśmy do Osłonina. Po lewej stronie można było zobaczyć okazałe acz już nieczynne zakłady gospodarcze. Na terenie wsi wykryto bardzo starą osadę garncarzy, której istnienie potwierdzają wydobyte z ziemi wyroby rzemieślnicze oraz wczesne groby skrzynkowe. W okolicach Osłonina znajduje się rezerwat przyrody Beka, w którym można spotkać wiele unikatowych ptaków na skalę europejską i światową, a także wznoszący się na wysokość 16 m Klif Osłoniński.

Ostatnim przystankiem przed powrotem na trasę do Pucka było Rzucewo. Piękny XIX-wieczny pałac to nie jedyna atrakcja. Piękna - być może najpiękniejsza ścieżka biegowa, rowerowa i nordic walking była kolejnym etapem puckiego półmaratonu. Położona na skraju Kępy Puckiej droga robi wrażenie niesamowitymi widokami oraz jakością wykonania i wkomponowania w Muzeum Osada Fok, które powinno stanowić obowiązkowy punkt wizyt turystów przyjeżdżających na Półwysep Helski.

Końcówka trasy to bieg przez pucki park, który podobnie jak inne atrakcje tego miasta jest mało reklamowany i kojarzony przez odwiedzających to miasto. Meta usytuowała została na stadionie.

Podium zdominowali zawodnicy z zagranicy. Drugie miejsce zajął Przemysław Dąbrowski z czasem 1:11:18.

Czy warto brać udział w tym półmaratonie? Zdecydowanie tak - w miarę dobra organizacja plus ciekawe miejsca i zawsze upalna pogoda sprawiają, że z pewnością będę starać się uczestniczyć w X edycji tego półmaratonu. Czy godzina popołudniowa jest dobrym pomysłem? Ze względu na korki na półwysep wydaje się, że tak choć start o 09:00 mógłby przyciągnąć więcej biegających.

Do zobaczenia za rok!

Zerknij na pełne wyniki



wtorek, 25 lipca 2017

Nie poddawaj się czyli psychologia w historii. Elżbieta Zubrzycka. Recenzja

Elżbieta Zubrzycka w swojej książce "Nie poddawaj się!" zawarła nie tylko ciekawostki historyczne ale również ważne prawdy psychologiczne, o których dzisiaj wielu zapomina.

Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach

Określenie "polskie obozy koncentracyjne" to jawne zakłamywanie historii, na które jednak coraz więcej jest przyzwolenia. Jakby ktoś wiedział, że za dwa pokolenia stanie się to prawdą. Bo nie będzie świadków, a świadectwa można zawsze podważyć. Jak na to określenie, używane często przez niemiecką telewizję ZDF reagował Karol Tendera - więzień z Auschwitz nr 100 430?

Karol Tendera


Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego nigdy nie pogodził się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”. Czytając "Dobranoc, Auschwitz" czuję, że w całej tragedii bycia w obozie koncentracyjnym i przebaczeniu oprawcom to jedno stwierdzenie - "polish death camps" uderzało w Karola Tendera najbardziej. Jeszcze gorsze było to, że polskie sądy umarzały sprawy tłumacząc się "znikomą szkodliwością społeczną" takich określeń. Może gdyby byli tam i przeżyli to - osądzaliby według swojego sumienia?

Józef Paczyński


Idźmy dalej. Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu bo i numer bardzo "świeży". Szczęście w nieszczęściu zostaje fryzjerem Rudolfa Hössa. Przychodzi, strzyże, goli, skrapia wodą kolońską i wychodzi. Potem jest podejrzany, bo nikt z tak niskim numerem nie przeżył obozu. Ponadto wielu ma pretensje - czemu nie zarżnął oprawcy, gdy miał okazję? Na te i inne pytania nie poznamy dobrej odpowiedzi.

Świat bez Boga


"Dobranoc, Auschwitz" to ostatnie chyba świadectwo tragedii, której świadkowie odchodzą do wieczności. Tu jeszcze pojawiają się opowieści prawdziwe - naocznych widzów rozdzielania ludzi w przychodzących transportach, gazowania i palenia. To jeszcze ci świadkowie nie bali się mówić o niemieckich obozach koncentracyjnych, o utracie wiary w Boga i ogromnej chęci życia po życiu obozowym.

Chora współczesność


Autorzy - Aleksandra Wójcik i Maciej Zdziarski przelali na papier historię, która choć nie zawsze kończy się happy endem - jest potwierdzeniem tego, że warto żyć i to życie szanować. Nawet w najgorszych okolicznościach znajdują się ludzie, którzy nie zapominają o wartościach i etyce - ludzie, którzy działają w sposób przywracający wiarę w ludzkość.

Z drugiej strony ciężko jest autorom - tak jak bohaterom - opowiadać o powrocie do rzeczywistości ludzi po obozie. O koszmarach, które śnią się do końca życia. O napadach agresji niszczących rodzinne relacje. O żonach, które muszą być doskonałymi psychoterapeutkami i mężach mierzących się z kobiecą bezradnością.

Nie byłoby tej książki gdyby nie dr Alicja Klich - Rączka, która prowadzi dla byłych więźniów Auschwitz przychodnię lekarską. To także dzięki niej byli więźniowie spotykają się, wspominają i starają się poruszać w rzeczywistości, która zdaje się zapominać o wojnie i okrucieństwie.

Warto przeczytać i nauczyć się mocno protestować, gdy ktoś mówi o "polskich obozach koncentracyjnych". Niemieckie brzmi prawdziwie - bardzo prawdziwie, bo tak mówili ludzie, którzy Auschwitz przeżyli.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Kaszubski Park Miniatur. Świat na wyciągniecie ręki

Krzywa Wieża w Pizie, wieża Eiffla czy Biały Dom to tylko niektóre z atrakcji, jakie czekają na wszystkich, którzy zdecydują się odwiedzić Stryszą Budę i jej jedyną atrakcję - Kaszubski Park Miniatur.

Świat na wyciagnięcie ręki


Na dość małym terenie zgromadzono najpopularniejsze obiekty świata odwzorowane w skali 1:25. Bazylika Grobu Pańskiego, Statua Wolności, Sfinks, Big Ben czy Krzywa Wieża w Pizie, twarze amerykańskich prezydentów wykute w skale to tylko niektóre światowe obiekty które znajdują się w parku.

Właściciele miniatur idą również w obiekty typowo kaszubskie. Można więc zobaczyć kolegiatę w Kartuzach, kościół w Sianowie, Ołtarz Papieski w Sierakowicach, zamek w Bytowie, Żurawia Gdańskiego i wiele innych w pomniejszeniu. To świetny punkty wyjścia do zwiedzania prawdziwych budowli i odpowiedzi na szereg pytań - czy twórcy wiernie oddali szczegóły budynków? ile różnić jest w kopiach i oryginałach?

Inne atrakcje


Na terenie parku miniatur znajduje się gabinet śmiechu wyposażony w lustra, które sprawiają, że człowiek to raz jest gruby, chudy czy też wysoki albo niski. Ta atrakcja podoba się dzieciom - dorośli wydają się bardziej powściągliwi w ocenie poprawy humoru. Lepsze są ukryte anegdoty związane z parkiem miniatur - szczególnie ta o budowie krzywej wieży. Na czym polega? Zapraszam do odwiedzenia parku.

Słabszą stroną Kaszubskiego Parku Miniatur jest straszny dom oraz minizoo. Pierwszy nie za bardzo przeraża, choć jest wiernym odwzorowaniem dawnych domów strachu, które jeździły po kaszubskich miasteczkach. Minizoo zaś wydaje się dodatkiem, na który właściciele troszczący się o detale w swoich miniaturach, nie mają pomysłu. Wierzę głęboko, że to się zmieni, bo rozległy teren daje możliwości poszerzenia oferty dla tych, którzy lubią takie atrakcje. Także park postaci z bajek nie ma takiego sznytu jak opisywany park miniatur. Jest i tylko tyle można o nim powiedzieć.

Czy warto zajechać do Stryszej Budy, by móc obejrzeć to wszystko? Zdecydowanie tak - licząc na rozwój ciekawego pomysłu w najbliższych latach.

Ceny biletów oraz inne przydatne informacje znajdują się tutaj.