środa, 21 marca 2018

ONICO Półmaraton Gdynia 2018

Onico Półmaraton Gdynia 2018 przeszedł do historii. Oprócz rekordowej liczby zawodników i odczuwalnej minusowej temperatury był wydarzeniem, które na długo zapamiętam ja i pewnie inni biegacze biorący udział w wyścigu. Dlaczego? 


Przede wszystkim wspaniała organizacja, która pozwoliła postać zawodnikom niedorównującym Kenijczykom i niektórym Polakom trochę czasu więcej niż pół godziny. Mieliśmy jednak czas na porządną rozgrzewkę - wszak każdy biegnie po jakąś życiówkę więc trzeba być dobrze przygotowanym.

Trudno zrozumieć - jeśli piszę o organizacji - pretensje wielu osób, które nie zdążyły odebrać pakietu przez dwa dni. Piszą na tych facebookach, że przyjechali o 20:05 a nikt na nich nie czekał bo przecież wydawali do 20:00. Łatwiej pojąć krytykę tego, że ceny pakietów od lat rosną szybciej niż ceny paliwa na stacjach Lotos a w jego ramach dostajemy coraz mniej. Dotyczy to nie tylko ONICO Pólmaratonu w Gdyni.

Dość narzekań! Dla tych, którzy biegli bo lubią lub są biegaczami gorszego sportu pozostały niesamowite walory Gdyni. Ulica Świętojańska, Władysława IV czy Janka Wiśniewskiego to klasyka polskich dróg - dosłownie i w przenośni. Tylko biegnąc Aleją Zwycięstwa rozumie człowiek gdyńską opozycję, która narzeka na brak inwestycji. Kolein i dziur nie da przykryć się namalowanym buspasem czy ścieżką rowerową. A na Janka Wiśniewskiego nie trudno nie paść lub wypaść wprost na tory SKM samochodem, o czym niedawno informowało trojmiasto.pl.

Pojawił się filmik mieszkańca (niezły śmieszek) z ul. Świętojańskiej, który poważne bieganie o poważne życiówki relacjonował jako wyprawę w poszukiwaniu otwartej Biedronki. Coś w tym jest - muszę powiedzieć, że niedziele wolne od handlu rzeczywiście są wolne - nawet na niektórych stacjach benzynowych. Nawet wtedy - gdy ta niedziela ma być dla rodziny - znajdą się tacy, którym przeszkadza bieg w centrum miasta. Że niby im drogi blokują, że plują, że śmiecą....

Teraz było ponad 7000 a w 2020 roku? Ma być ponad 20.000 biegaczy w związku z Mistrzostwami Świata w Półmaratonie. Tymczasem do zobaczenia za rok!



niedziela, 11 marca 2018

Wieki bezwsydu czyli jak kochali Grecy i Rzymianie

Adam Węgłowski w książce "Wieki bezwstydu" pokazuje, że temat seksu w czasach Antyku był ważniejszy niż religia, polityka czy codzienne sprawunki.


Podróż, w którą zabiera nas autor "Wieków bezwstydu" to opowieść o świecie, gdzie nie było tematów tabu. Bez serwisów randkowych, filmów porno i całego erobiznesu Grecy i Rzymianie z płciowością radzili sobie na swój sposób. Czytając książkę zobaczymy znane zapewne większości rzeźby greckich bogów czy obrazy prezentujące nagich mieszkańców tamtych czasów. Nie było tematów tabu a niektóre zwyczaje nie mieszczą się w XXI-wiecznej głowie!

Dziewczyny za mąż wydawano nawet w wieku 12 lat. Do tego czasu musiały pozostać "nieskalane" a każda zdrada czy seks bez zobowiązań dla kobiet kończył się społecznym wykluczeniem lub większymi konsekwencjami. Oczywiście zdarzały się tak odważne postaci jak Safona - pierwsza lesbijka jednak to wyjątki w świecie, gdzie kobiety siedziały tylko w domach.

Inaczej było z mężczyznami. Ci mogli dowoli uprawiać seks dzięki rozwiniętej prostytucji i ... pederastii. Zresztą ta ostatnia była społecznie akceptowalna i nikogo nie dziwiło posiadanie "starszego wielbiciela". Stosunki udowe i zakaz seksu analnego to niektóre z "pikantnych" szczegółów, o których pisze Adam Węgłowski.

Zarówno Grecy jak i Rzymianie w alkowie starali się dojść do doskonałości. Chodzi tu także o wygląd i higenę. Depilowanie owłosienia, maści, olejki czy inne afrodyzjaki były na porządku dziennym. Podobnie rzecz ma się z zabezpieczaniem przed niechcianą ciążą. Ilość sposobów i rytuały opisane w "Wiekach bezwstydu" robią wrażenie.

Ciekawie podchodzili również starożytni do tematu aborcji. Nie był to temat tabu i warto przeczytać jak do tego podchodzili ówcześni lekarze. Czy usuwanie ciąż było zgodne z przysięgą Hipokratesa?


Adam Węgłowski przeszukując dostępne źródła stara sie odtworzyć ulubione pozycje Greków i Rzymian. Jak lubili się kochać Juliusz Cezar a jak Neron? Czy Kaligula był w swoich działaniach perwersyjny? Jak kochali się ludzie Antyku? Zapraszam do przeczytania "Wieków bezwstydu".




Radość z kobiecości

Radość z kobiecości

"Radość z kobiecości" to książka nie tylko dla kobiet. Chcąc tworzyć związki, w których obie strony starają się rozumieć wszystkie problemy należy zejść także to sfery intymnej.


Autorki najbardziej różowej książki (pomijam opowieści o Barbie) w historii polskiego rynku wydawniczego - Brochmann Nina oraz Dahl Stokken Ellen nie odkrywają Ameryki. Piszą o problemach współczesnych kobiet - bolesnych miesiączkach, huśtawkach nastroju czy chorobach intymnych używając zupełnie innego stylu niż ten z radiowych reklam środku na upławy czy hemoroidy.

Bez ogródek tłumaczą (!) kobietom, że muszą dbać o higenę intymną i nie powinien to być dla nich temat tabu. Starają się obalać mity związane z powikłaniami, jakimi może kończyć się używanie tamponów i w końcu dbają o to, by seks był przyjemnością nie tylko dla mężczyzn. Wszystko to piszą w sposób prosty acz przemyślany i pokazujący jak wielka jest niewiedza kobiet na temat siebie.

Z czego ona wynika? Myślę, że jest to wynik nieśmiałości, wstydu i współczesnego społeczeństwa, które za wszelką cenę kreuje życie idealne. Bez chorób, zmęczenia, porażek i ... tak od nowa. W takiej rzeczywistości stawianie pytań oczywistych jest zupełnie nie na miejscu. Zostaje więc "Radość z kobiecości".

We wspomnianym temacie seksu autorki prezentują argumenty, które pozwalają tym niedobrym mężczyznom z Marsa zrozumieć, czego naprawdę potrzebują kobiety z Wenus. W większości chodzi o bliskość, nastrój a nie o kultowy problem bolącej głowy.

Nie ze wszystkimi poradami zgadzam się z autorkami (kwestia aborcji) jednak "Radość z kobiecości" to opowieść ważna i potrzebna - nie tylko w Dzień Kobiet.




wtorek, 27 lutego 2018

Słodziutki. Biografia cukru

Cukier w XXI wieku jest passe. Podobnie jak papierosy, seks bez zabezpieczeń czy telefony marki Nokia. A przecież nie tak dawno królował na stołach wielkich i małych tego świata. Cukier - biała śmierć czy białe złoto?


Dziennikarze "Gazety Wyborczej" - Dariusz Kortko i Judyta Watoła zmierzyli się ze słodkim tematem. Sięgając do historii, literatury czy sztuki spróbowali nie słodzić cukrowi i w miarę obiektywnie podejść do ciekawego tematu.

Począwszy od Kuby, poprzez wyprawy Krzysztofa Kolumba i Azteków, króla Słońce obserwujemy jak słodkość nad słodkościami przejmuje umysły i dusze ludzi. Powstają cukierki, pralinki, mięsa z cukrem i masa potraw, w których nie uświadczy człowiek innego niż słodki smak.

Biała śmierć napędza inne dziedziny życia. Z czymś słodkim kojarzy się kawa więc autorzy prezentują historię i rozwój tej gałęzi przemysłu. Człowiek oprócz tego, że jak sobie posłodzi to wesoły chodzi - musi jeszcze strzelić małą czarną by zawsze być pełen energii. Czy aby na pewno?

Tu wchodzi - najważniejsza - część książki dotycząca zdrowia. Problemy z insuliną, żołądkiem czy wiecznie zepsute przez cukier zęby sprawiają, że wymaga się od człowieka sposóbów na bóle zębów, ich usuwanie i niedopuszczanie do zakażeń. Choć w tym wypadku zdarzały się sytuacje, że smród powstały w wyniku zakażenia przylegał do człowieka na całe życie. 

Ważne, że autorzy podkreślają jak wielka ilość cukru, który jest passe w XXI wieku zawiera żywność pdoobno bez cukru. McDonalds i reszta to pikuś w porównaniu z tym, co mamy u siebie w lodówce czy Biedronce. 

Tu nie pomoże Healthy Ann czy inna Kasia Bigos - tu trzeba działać samemu. Powoli, dokladnie - nawet według zaleceń autorów. Chyba, że chcemy jak pierwszy bohater książki przyjść do lekarza mówiąc, że nagle skróciła mu się noga.

Dlaczego? 

wtorek, 6 lutego 2018

Tangram - rozwiązania (prawie) idealne

Tangram

Szukasz rozwiązań dla Tangrama? Tych 7 płytek, z których można ułożyć ponad 800 obrazków? Tutaj ich nie znajdziesz :)

Dlaczego warto jednak spróbować ułożyć jedną z ośmiuset figur używając wszystkich siedmiu czarnych klocków? 

Tangram to przede wszystkim nauka cierpliwości dla dorosłych i dla dzieci. Już widzę, jak głowisz się Czytelniku nad stworzeniem kolejnej postaci -aż tu nagle zostaje nieużyty kwadrat czy trójkąt. Dokładasz, odejmujesz, przykładasz i nadal jesteś w kropce? To życie, drogi Czytelniku zwane przez Chińczyków Tangramem. 


Grę wymyślono w Chinach. Na początku XIX wieku drukowano książeczki z wzorami zalecanymi przy Tangramie.  Wielu jednak twierdzi - pewnie słusznie - że historia tej gry jest zdecydowanie dłuższa i jak wskazują amerykańscy naukowcy palce (albo i macki) maczać w grze mogli nawet przybysze z innej planety. 

Kupując Tangram musimy pamiętać, że wszystkie wzory układamy zawsze z użyciem wszystkich siedmiu płytek. Żadna nie może pozostać niewykorzystana. Okazuje się, że wszystkie ZAWSZE można wykorzystać choć za pierwszym i ... pięćdziesiątym razem się nam nie udaje (patrz wyżej). Nawet ciekawe posunięcie, jakim jest układanie ostatniej - niepasującej płytki na górę układanki - nie jest możliwe.

Podejmujesz wyzwanie? Zapraszam do świata Tangramu.

PS. Umiesz ułożyć takiego psa? 



sobota, 20 stycznia 2018

Zęby smoka |Gra rodzinna od Trefla

Zęby smoka

Wierzycie w smoki? Jeśli nie, to nic nie szkodzi. Dzięki "Zębom smoka" nie dość, że uwierzycie w ich istnienie to jeszcze spędzicie świetny czas z rodziną ... myjąc im zęby.

Jak usunąć ósemkę?


Wiadomo przecież, że każdy smok - bez względu na to, czy pochodzi od Harrego Pottera czy jest częścią krainy Lego Ninjago musi o zęby dbać. Gdy tego nie robi - marny jego los. Czeka go próchnica bądź wizyta u kowala, który usunie zniszczoną ósemkę czy trzonowy. A to nie jest przyjemne!

Jak czyścić zęby smoka?


Twórcy "Zębów smoka" zadaniem czyszczenia zębów obdzielili dzielnych wojów, którzy po każdym posiłku czyszczą smocze paszcze narzędziami, które więcej mają wspólnego z salą tortur niż z gabinetem dentystycznym.

Zęby smoka


Zadanie nie należy do łatwych. Gdy smok przysypia - może zamknąć paszczę a to kończy się śmiercią woja. Kto więc wygrywa? Ten, który zdoła uciec za każdym razem, gdy zbliża się poobiednia drzemka.

Zawartość pudełka "Zębów smoka" to składana smocza grota, 5 plansz graczy, płytki z obrazkami smoków oraz armią wojowników. Możemy grać od 3 do 8 graczy - zarówno dzieci jak i dorośli.

8 rund i zęby zdrowe?


Celem gry jest zdobycie jak największej liczby punktów za mycie zębów smokom. Gra trwa 8 rund. W każdej rundzie gracze wysyłają po jednym dzielnym woju do pieczary smoka. Wojowie, którym udało się umyć zęby smokowi odkładani są na uśmiechnięte pola na planszach graczy. Rycerze, który zostali pożarci przez smoka są odkładani na smutne pola na planszach graczy. Ci, którzy nie mieli żadnego szczęścia odkładani są na neutralne pola na planszach graczy.

Zęby smoka

Po zakończeniu 8 rund podliczamy punkty. Za uśmiechnięte buźki są one oczywiście dodatnie ale za smutne dostajemy punkty ujemne. Czy łatwo jest wygrać? Zdecydowanie twierdzę, że nie.

Do rozgrywki potrzebna jest strategia. Umiesz mylić przeciwników? Posiadasz twarz rasowego pokerzysty? "Zęby smoka" są dla Ciebie. W naszym wypadku najlepszą strategią wykazuje się 5-letni Wiktor, który umie wyczuć, który smok znajduje się aktualne w grocie.

To druga gra Trefla (po 5 sekund), która posiada potencjał wielu rozgrywek z rodziną, znajomymi i osobnikami z innych planet.

Pozycja obowiązkowa dla fanów "Diamentów". Zdecydowanie warto!

piątek, 19 stycznia 2018

Cardline Marvel Avengers

Cardline. Marvel

Cardline. Marvel Avengers to gra, w której musimy wykazać się wiedzą dotyczącą uniwersum Marvela. Kto jest mądrzejszy? Hulk, Bruce Banner czy Iron Man? A może ważniejsza jest siła? Zapraszam do gry.


Gra jest wersją Timeline'a czy Cardline'a, o których już pisałem. Pudełko zawiera 110 kart z imionami postaci oraz ich wizerunkami. Jest więc Spiderman, Luke Cage czy Dr Strange. Każda karta zawiera imię bądź pseudonim, wizerunek, cechy postaci oraz kolor. Ten ostatni zależy od tego, czy dany stwór jest dobry (niebieski) czy też zły (czerwony).

Cardline Marvel Avengers


Grać możemy układając w kolejności - od najmniejszej do największej - takie cechy postaci jak siłę, IQ czy walkę. Przez siłę rozumieją twórcy gry maksymalny naciski, z jaką postać może oddziaływać na otoczenie albo maksymalny ciężar, jaki jest w stanie unieść.  Możecie się domyślić, gdzie będzie Herkules a gdzie Gwen Stacy w tej kategorii.

IQ to współczynnik inteligencji postaci. Informuje o tym, jak dobrze dana postać radzi sobie z wyzwaniami intelektualnymi. Mandaryn, Wasp czy Attuma kontra Kapitan Ameryka czy Dr Octavio Octavius? Rozgrywka jest przednia.

Cardline Marvel Avengers


Ostatnią - i najmniej zrozumiałą cechą jest walka. Ma ona określać jak dana postać radzi sobie w walce. Składają się na nią kombinacje różnych mocy i umiejętności.

W edycji Cardline Marvel Avengers każdy z graczy otrzymuje 4 karty. Jeśli jesteście ekspertami - możecie używać większej ilości kart. Każdy z graczy podczas swojej rundy próbuje umieścić kartę w odpowiednie miejsce. Jeśli mu się to nie uda - dobiera koleją kartę i próbuje dalej. Wygrywa ten, który jako pierwszy zagra swoją ostatnią kartę.

Czy warto? Fani Marvela muszą tą grę posiadać. Reszta? Niekoniecznie.