Bądź na bieżąco - otrzymuj newsletter

niedziela, 30 października 2016

Mafia na wybrzeżu - Krzysztof Wójcik

Mieszkając w okolicach Trójmiasta trudno uniknąć zainteresowania jego mroczniejszą stroną. Zamiast pięknych widoków - ruiny i podejrzane ulice. Walory turystyczne kontra nie do końca legalne atrakcje. No i w końcu trójmiejska mafia, o której nawet "Mafia na wybrzeżu" nie mówi wszystkiego.

Krzysztof Wójcik - były dziennikarz "Gazety Wyborczej" - oddział trójmiejski po latach znów wraca do procesu klubu płatnych zabójców. Procesu, który ówcześnie rozpalał wyobraźnię mieszkańców bojących się o życie. Nie wiadomo bowiem kiedy i gdzie mafia zechce mścić się na konkurencji. Nawet dziennikarze - według autora - mieli być zastraszani pisząc o tym procesie.

Okazuje się, że perspektywa czasu niszczy moje wyobrażenie o mafii. Kierujący się chęcią zarobku ludzie decydowali się na czyny, które nie przyniosły im ani sławy ani dużych pieniędzy. Ich - wydawałoby się - silna psychika - nie poradziła sobie ze zbrodniami, których normalny człowiek nie popełniłby. Nawet widząc w myślach 10.000 dolarów gotówką.

Wójcik analizując akta oraz zeznania pokazuje (aczkolwiek nie wyjaśnia), że zlecenie morderstwa na kochanku byłej dziewczyny to chleb powszedni dla wydawałoby się znanego i porządnego obywatela rodem z Gdyni. Duszenie człowieka foliową torba to betka, a strzelanie do człowieka nie wywołuje większych emocji. Mordercą może zostać nawet Ukrainiec, który w Polsce chciał normalnej pracy, a nie krwawej jatki, do której nie posiadał ani umiejętności ani chęci.


Straszne jest to, że autor na zimno opisuje korupcję w wymiarze sprawiedliwości, w wyniku której na 12 lat poszedł siedzieć Czesław Kowalczyk „Czester”, skazany za morderstwo, którego nie popełnił. W kwietniu 2016 roku otrzymał za to najwyższe odszkodowanie w historii naszego kraju – 3 miliony złotych. Jednak jak przeczytacie - tak długi pobyt w więzieniu odbił się mocno na psychice bogu ducha winnego człowieka.

Okazuje się, że w Trójmieście łatwiej niż gdzie indziej w Polsce wsadzić do więzienia niewinnego człowieka na długie lata. Układ trójmiejski- bo tak wnioskuję z książki - jest nadal tak silny, że jak tylko ktoś nastąpi mu na odcisk - może liczyć się z poważnymi konsekwencjami.

"Mafia na wybrzeżu" pozbawia złudzeń jeśli idzie o myślenie o Polsce jako państwu prawa i porządku. Z jednej strony szkoda - z drugiej nie można pisać tylko pięknych opowieści o świecie, w którym zło jest na porządku dziennym.

#czytamzwoblink

Mock - Marek Krajewski

Marek Krajewski bez Mocka byłby nadal dobrym profesorem filologii klasycznej na uniwersytecie. Czytelnicy bez Mocka pozbawieni byliby najlepszego obecnie detektywa rodem z mrocznego Wrocławia. Na szczęście świat jest tak poukładany, że mamy świetny kryminał na koniec 2016 roku. Proszę Państwa - oto "Mock".

Znalezione w Hali Stulecia ciała czterech gimnazjalistów rozpoczynają opowieść,w której mój ulubiony detektyw mierzy się ze skandalem mogącym pozbawić go pracy w policji oraz wspomnianą zbrodnią. Kto zabił? Dlaczego? I czemu akurat w momencie, gdy Wrocław ma odwiedzić bardzo ważna persona?

Młody wachmistrz kryminalny Eberhard Mock wspina się na umysłowe i fizyczne wyżyny poszukując odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania. Musi zejść do piekła, aby znów zobaczyć najpodlejsze ludzie czyny. Obcuje z popędami, których nie wytłumaczyła psychologia. Walczy z ludźmi tworzącymi po raz kolejny zamknięty krąg osób chcących niszczyć w miarę poukładany świat.

Jest w "Mocku" to, co tygryski lubią najbardziej. Fragmenty doskonałej retoryki, języki klasyczne oraz sztuka i piękno w najlepszym wydaniu. Kobiety u Krajewskiego - nawet jeśli wykonują najstarszy zawód świata - zdają się być półboginiami, od których zależne jest męskie stado.

Dbając o każdy szczegół autor zaserwował mi 2 godziny doskonałej rozrywki.

Polecam, bo #czytamzwoblink.

Mówiąc inaczej - Paulina Mikuła

Łezka w oku kręci mi się, kiedy widzę, że studiowanie na Filologii Polskiej nie idzie w las. Ba - daje profity, dzięki którym można się utrzymać przy okazji ucząc nasze kochane społeczeństwo zasad poprawnej i pięknej polszczyzny. Mówiąc inaczej - przed Państwem Paulina Mikuła.

Książka ta to przede wszystkim próba (udana) mierzenia się autorki ze swoim wyborem drogi życiowej (studia polonistyczne). Wybór dla wielu niezrozumiały w mojej opinii (również absolwenta filologii) potrzebny i trafny.

Paulina Mikuła wzorem najlepszych językoznawców pokazuje, jak pisać i mówić, aby się nie pogubić. Dla jednych ten powolny i skrupulatny system przekazywania wiedzy może być męczący jednak uważam, że poprawne wysławianie się w myśl pięciu działów klasycznej retoryki jest mistrzostwem świata w świecie niezwracającym uwagi na nic - a na język w ogóle.

Precyzyjnie przemyślane tematy rozdziałów, przykłady oraz sposób przekonywania sprawiają, że wierzę w długofalowość projektu autorki (patrz - jej blog).

Znakomite władanie słowem.

#czytamzwoblink

Ch....a Pani Domu

Książka i blog Magdaleny Kostyszyn są odpowiedzią na współczesne hasło, które odnosi się do obojga płci: DOSKONAŁOŚĆ. Autorka wydaje się mówić - normalność.


W świecie, w którym trzeba szybciej, mądrzej i lepiej człowiek z dystansem do świata i prowadzący życie slow stoi na pozycji przegranej. W cenie są ludzie, którzy chodzenie na siłkę przetykają ultramaratonami połączonymi z robieniem dodatkowych 3 kierunków studiów. W tle są szczęśliwe i inteligentne dzieci, które od pierwszego dnia posiadają konto na insta oraz pies bez problemów depresyjnych i ADHD (też może posiadać społecznościowe konto).


Magdalena Kostyszyn – znana lepiej jako Ch…owa Pani Domu - pokazuje, że normalne życie to seria wpadek, pomyłek oraz błędów, na których należy się uczyć. Ani facebook za nas życia nie przeżyje, ani istagram nie uczyni nam go szczęśliwszym.

Warto czasem wyjść poza wirtualne pomysły patrząc, że życie każdego z nas jest ciekawsze i piękniejsze niż kolejne dążenia do czegoś, co nietrwałe i ulotne.

Polecam.

#czytamzwoblink

Niebezpiecznie kobiety - Patryk Vega

Ostatnimi laty coraz więcej kobiet chce i pracuje w szeregach policji. Czy to wynik równouprawnienia, chęci bycia na ciągłej adrenalinie czy proza życia i potrzeba posiadania stałej pracy - nie wiem. "Niebezpieczne kobiety" Patryka Vegi nie odpowiadają na te pytania.

W rozmowach zobaczymy matki, żony i kochanki, które w przeciwieństwie do męskich przedstawicieli zawodu wielokrotnie muszą zmagać się z ciężką pracą na komisariacie, a potem w domu. Partnerzy bohaterek Vegi w dużej mierze ich nie wspierają, nie rozumieją a koniec końców porzucają na rzecz ciekawszych i młodszych towarzyszek.

Praca 24 godziny na dobę odbija się na ich zdrowiu, sposobie myślenia i działaniu. Wydaje mi się, że są jakby bardziej zimne, odporne na problemy dnia codziennego niż panie z biura, korpo czy osiedlowej piekarni. Wiadomo - nawet służba w patrolówce to trup siejący się gęsto i często, ludzkie dramaty, których nie opisali co lepsi pisarze a na ekran nie przenieśli utalentowani reżyserzy.

W tym wszystkim mamy jeszcze problem uzależnienia od alkoholu czy stany wymagające długiego leczenia u psychologa. A u Vegi wszystko przykryte jest warstwą gęsto rzucanej kurwy czy pierdolenia, które to słowa mają tworzyć tarczę ochronną. Nie tworzą.

"Niebezpieczne kobiety" czyta się doskonale jednak widać wyraźnie, że te ułożone rozmowy to tylko kolejna trafiona akcja marketingowa filmu, który niebawem wchodzi na ekrany kin. Po lekturze pozostaje współczucie dla zawodu, który nadal nie jest szanowany ani odpowiednio wynagradzany. I gdy znów czyta się o patologiach środowiska pytanie o zmiany na lepsze uważam za frajerstwo.

#czytamzwoblink