Bądź na bieżąco - otrzymuj newsletter

środa, 19 lutego 2020

Świątynia |Jakub Żulczyk |Recenzja

Świątynia

Jakub Żulczyk to marka pisarska porównywalna z Porsche. Jakby nie było Jakub Ż. to jest gość klasy premium - podobnie do jego książki pt. "Świątynia", która jest genialną kontynuacją "Zmorojewa".



Koszmary nigdy się nie kończą


Kiedy wszyscy myśleli, iż koszmar minionego lata ze "Zmorojewa" znalazł się w odchłani i nicości w Głuszycach znów coś zaczyna się dziać.

Pojawienie się tajemniczego uzdrowiciela-Adama Kropińskiego, do którego ciągną pielgrzymki liczących na uleczenie zaczyna stawać się bardziej niebezpieczne niż koronawirus. Ludzie jakby opętani dążą do spotkania "prawdziwego" proroka.

Z lasu zwanego Świątynią wyłania się stary, wiktoriański dom, w którym dochodzi do podejrzanych cudotwórczych zjawisk. Tymczasem „złe oko” czuwa, czeka na okazję, by otworzyć drzwi pomiędzy światem Obserwatora Jasności, a Strażniczką Ciemności.

Tytus - chudy nastolatek, który walczyć potrafi tylko w grach komputerowych i jego przebojowa przyjaciółka Anka po raz kolejny wikłają się w bezwzględną walkę dobra ze złem. Kto tym razem wygra walkę i czy będzie można ją uznać za ostateczną.

Polska Rzeczpospolita nadprzyrodzona


Jakub Żulczyk posiada umiejętność wyciśnięcia z tej polskiej rzeczywistości naturalnych i niepowtarzalnych soków. Podczas gdy inni pisarze zastanawiają się, gdzie się podział piękny klimat lat 70. czy 80. albo kto wymyśli bardziej strasznego seryjnego mordercę autor "Instytutu" polską rzeczywistość przekształca w piękną, fantastyczną literaturę, która bucha kolorami jak pawi ogon.

Jakub Żulczyk - ten od debila


Ilość zjawisk nadprzyrodzony, magii i tajemnych rytuałów nadaje się na kolejną ekranizację od Canal Plus. Żulczyk te nasze narodowe wady - od namiętnej miłości do alkoholu po obsesyjne narzekanie i brudne dresy noszone w domu wplata w opowieść, która fascynuje i straszy. Straszy naszą naiwną wiarą Polaków w fałszywych proroków od 500 plus, wraków, lepszych jutr i prawdziwych prezydentów. Fascynuje nieprzewidywalnością i niepewnością co do tego, czy wszyscy lecimy w brzozę, czy dawno w niej wylądowaliśmy.

"Świątynia" to jest ciekawa książka o nas bo śmiejemy się i boimy ... siebie właśnie.

King adoptuje Żulczyka?


Gdyby Pan Żulczyk mieszkał w USA Stephen King z pewnością by go adoptował. A w Polsce? Będę uwielbiał go ja i jeszcze garść literackich maniaków.Nawet nasz prezydent przyznał, że gdyby nie debil to nie kojarzyłby gościa o nazwisku Żulczyk.

Reszta nadal będzie kojarzyć go z dobrym koksem sprzedawanym zasłużonym obywatelom Warszawy podczas kolejnych odcinków na Canal Plus. Dla literatury dobre i to :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza