To nie był wieczór dla ludzi o słabych nerwach, przynajmniej do przerwy. W gdyńskiej hali AMW Arka pokazała, że potrafi przetrzymać napór rywala, by w odpowiednim momencie zadać decydujące ciosy. Wynik 76:59 mówi sam za siebie, choć droga do tego zwycięstwa wymagała od gospodarzy sporej dyscypliny taktycznej.
Przełamanie po przerwie
Pierwsza połowa to klasyczne badanie sił. Gliwiczanie, prowadzeni przez ambitnego Kubę Pislę (15 pkt), potrafili nawet przez chwilę wyjść na prowadzenie w drugiej kwarcie. Jednak Arka miała w swoich szeregach Jakuba Garbacza. Jego 16 punktów i pewność w kluczowych momentach stały się fundamentem, na którym gospodarze budowali swój spokój.
Kluczowa okazała się trzecia odsłona meczu. To właśnie wtedy gdynianie wrzucili wyższy bieg, wygrywając tę część spotkania 23:13. Pod koszem niepodzielnie panował Einaras Tubutis, który zapisał na swoim koncie solidne double-double. Jego 11 punktów i 10 zbiórek sprawiło, że strefa podkoszowa stała się dla zawodników z Gliwic "ziemią zakazaną".
Dla Tauron GTK Gliwice ten mecz to bolesna lekcja skuteczności. Zaledwie 50% celnych rzutów wolnych to zdecydowanie za mało, by myśleć o wywiezieniu punktów z tak trudnego terenu. Nawet świetna postawa Wesleya Gordona (12 pkt, 11 zb) nie wystarczyła, by zrównoważyć braki w pozostałych elementach gry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz