Jest niedzielne popołudnie, 19 kwietnia 2026 roku. Nad Polsat Plus Areną Gdańsk opada właśnie ten specyficzny rodzaj ciszy, który pojawia się tylko po maratonie – mieszanka zmęczenia, euforii i lekkiego niedowierzania. Ósma edycja Energa Gdańsk Maraton przeszła do historii, a wrażenia z tej imprezy jednoznacznie wskazują, że Gdańsk zrobił kolejny duży krok w kierunku ligi najpoważniejszych polskich maratonów.
W skrócie: najważniejsze fakty z dnia startu
- Data: 19 kwietnia 2026 (niedziela), start o 9:00
- Edycja: 8. Energa Gdańsk Marato
- Liczba uczestników: ponad 2500 osób, w tym 120 sztafet 4-osobowych
- Liczba reprezentowanych krajów: 49
- Trasa: 42 195 m, start i meta na Polsat Plus Arena Gdańsk, przebieg przez 10 dzielnic miasta
- Hasło edycji: „Biegnij w mieście wolności!"
- Zwycięzcy: Arkadiusz Gardzielewski (2:22:14) i Aneta Jarosz-Karwowska (2:51:03)
Największy bieg na Pomorzu w rekordowej odsłonie
Tegoroczna edycja była pod każdym względem największa w historii imprezy. 2,5 tysiąca biegaczy z 49 krajów wystartowało w ósmym Energa Gdańsk Maraton, co oznacza o tysiąc osób więcej niż rok wcześniej.Dyrektor biegu Adam Greczyło nie krył satysfakcji – i trudno mu się dziwić. Kierunek rozwoju widać nie tylko w statystykach, ale i w tym, co można było zaobserwować gołym okiem w biurze zawodów w AmberExpo: kolejki, gwar wielu języków, debiutanci oglądający medal jak relikwię.
Szczególnie ciekawy jest trend demograficzny. Na liście startowej znalazło się 2461 osób, w tym 922 debiutantów, a liczba kobiet wzrosła o 50% w stosunku do poprzedniego roku. To bardzo zdrowe liczby – maraton w Gdańsku staje się imprezą otwartą, a nie zamkniętym klubem dla twardzieli z ciężkim mileage'em w nogach.
Trasa: Solidarność, Neptun, Bałtyk i kilka zaskoczeń
Największą nowością edycji 2026 była przebudowa trasy. Organizatorzy zlikwidowali uciążliwe „wąskie gardła" przy wartowni Stoczni i bramie Świętego Ducha. W zamian uczestnicy przebiegli obok Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, Filharmonii Bałtyckiej oraz przez nową kładkę na Ołowiankę. Z powodu remontów wydłużony został także urokliwy odcinek wzdłuż plaży, a biegacze okrążyli również ERGO Arenę. Trasa posiada atest PZLA, co gwarantuje precyzję pomiaru czasu.
Efekt? Dystans, który robi wrażenie i na biegaczu, i na jego aparacie zdjęciowym. Trasa prowadziła obok Europejskiego Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, przez kładkę na Ołowiankę, aż po Fontannę Neptuna i Teatr Szekspirowski. To nie jest maraton, który można zaliczyć „w tunelu wzroku", wpatrzonym w zegarek. To trasa, która zmusza do podniesienia głowy – a niektórych wzrusza nawet w okolicach 35. kilometra, kiedy mija się znaki, obok których jako turysta przechodziło się latem z lodami w ręku.
Warto odnotować, że według organizatorów w porównaniu z edycją 2025 trasa została zmodyfikowana z konieczności – drogowe remonty w Gdańsku wymusiły przesunięcie części biegu nad morze. Akurat ta „wymuszona" zmiana okazała się jedną z najpiękniejszych sekcji całego biegu.
Zwycięzcy: dwa debiuty na szczycie
Stawka biegu przy pierwszych numerach była polska, a finisz – emocjonalny.
Trasę 42 195 metrów najszybciej pokonał Arkadiusz Gardzielewski z czasem 2:22:14. Drugie miejsce zajął Michal Brandebura z Norwegii (2:29:40), a trzecie – Damian Sławiński (2:29:42).
Wśród kobiet zwyciężyła Aneta Jarosz-Karwowska – i to właśnie jej wypowiedź po biegu najlepiej oddaje charakter tej edycji:
„To mój pierwszy wygrany maraton i nie mogę w to uwierzyć. Mogę powiedzieć, że marzenia spełniają się w Gdańsku. Kryzys na trasie był w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że nie poprawię życiówki. Biegłam na czucie ciała, bo rozładował mi się zegarek. Pogoda była idealna do biegania. Kibice wspaniale dopingowali." Aneta Jarosz-Karwowska uzyskała czas 2:51:03. Drugie miejsce zajęła Anna Pawlikowska (2:58:06), a trzecie – Marcella Toft ze Szwecji (2:59:37).
Ciekawostka: oboje zwycięzców odniosło pierwsze zwycięstwa w pierwszych startach w maratonie w Gdańsku. Miasto wolności okazało się miastem pierwszych.
Organizacja: niewidzialna, a to komplement
Najlepsza organizacja w maratonie to taka, której biegacz nie zauważa. Gdańsk Maraton 2026 otarł się o ten ideał. Organizatorzy zabezpieczyli m.in. 14 tys. żeli energetycznych, 1,5 tony bananów, 1200 litrów napojów izotonicznych i 70 tysięcy kubków. Nad sprawnym przebiegiem wydarzenia czuwało 400 wolontariuszy i 380 pracowników ochrony, a infrastruktura obejmowała 2400 barierek i 30 kilometrów taśmy zabezpieczającej trasę.
W praktyce oznaczało to: punkty odświeżania w sensownych odstępach, sprawny depozyt, pomiar czasu bez awarii (atest PZLA zobowiązuje), ciepły posiłek na mecie i medal, który chce się zatrzymać na ścianie, a nie w szufladzie.
Medal roku? Bursztyn i róża wiatrów
Jedno trzeba przyznać Gdańskowi bezdyskusyjnie: tegoroczny medal to jeden z najpiękniejszych w polskim kalendarzu biegowym. Zarówno medal maratoński, jak i sztafetowy zawierają element bursztynu, który podkreśla wyjątkowy charakter Gdańska jako światowej stolicy bursztynu. Medal dla uczestników maratonu został zaprojektowany na wzór róży wiatrów – jako nawiązanie do morskiej historii miasta, ale też symbol drogi, kierunku i determinacji, które towarzyszą każdemu biegaczowi na trasie.
Bursztyn na medalu to nie gadżet – to historia miasta, którą finiszer zabiera ze sobą do domu. Szczegół, ale znaczący.
Kibice: szósty zmysł Gdańska
Co wyróżnia Gdańsk Maraton na tle innych imprez tej skali w Polsce? Miasto wychodzi na trasę. Od Wrzeszcza przez Główne Miasto aż po Brzeźno – wzdłuż całej trasy słychać doping, klaksony, bębenki, a gdzieniegdzie nawet prowizoryczne głośniki na parapetach. Organizatorzy regularnie dopinają kibicowskie strefy, ale to mieszkańcy sprawiają, że atmosfera staje się czymś więcej niż tylko oprawą – staje się paliwem.
Słowa zwyciężczyni – „usłyszałam tak wspaniałe słowa na swój temat, że biegło się zdecydowanie łatwiej" – nie są kurtuazją. To obiektywny opis tego, jak pomorscy kibice potrafią podnosić biegacza z kolan.
Plusy i minusy ósmej edycji
Co się udało:
- Rekordowa frekwencja i międzynarodowa oprawa (49 krajów)
- Poprawiona, widowiskowa trasa z likwidacją wąskich gardeł
- Świetna organizacja – punkty żywieniowe, zabezpieczenie medyczne, pomiar czasu
- Wyjątkowy medal z bursztynem
- Inkluzywność: wzrost liczby kobiet i debiutantów
- Atmosfera miasta, która robi różnicę na trasie
Co można poprawić:
- Utrudnienia w ruchu drogowym są znaczne – dla kierowców to realny ból głowy, warto jeszcze lepiej komunikować alternatywne trasy
- Odcinek nadmorski jest piękny, ale bywa wietrzny – to coś, z czym organizator nie walczy, ale debiutanci powinni być o tym lepiej informowani w przewodniku
- Długa pauza między startem a dekoracją wiekową (niemal 6 godzin) – dla niektórych uczestników trudna do wytrzymania
Werdykt: czy warto w Gdańsku biegać?
Jeżeli miałbym odpowiedzieć na to pytanie w jednym zdaniu – tak, i to zdecydowanie. Gdańsk Maraton to dziś najciekawsza alternatywa dla PZU Maratonu Warszawskiego i krakowskich zawodów. Ma własną tożsamość (wolność, Bałtyk, Solidarność), świetnie zaplanowaną trasę, rosnącą międzynarodowość i atmosferę, która nie daje się podrobić.
Ocena ogólna: 9/10
- Organizacja: 9/10
- Trasa: 10/10
- Atmosfera: 10/10
- Medal i pakiet startowy: 9/10
- Stosunek jakości do ceny: 8/10
Dla debiutanta – świetne miejsce na pierwszy maraton, bo trasa jest płaska, urozmaicona i dobrze zabezpieczona. Dla weterana – niezła kandydatka na „ulubiony wiosenny maraton w Polsce". Dla turysty biegacza – idealna okazja, żeby połączyć sport ze zwiedzaniem miasta, w którym historia wisi w powietrzu jak bursztyn na medalu.
Co dalej?
Od poniedziałku siadamy do pracy nad edycją 2027, której datę podamy jutro, 20 kwietnia – zapowiedział dyrektor biegu Adam Greczyło. Jeżeli dynamika ostatnich dwóch lat się utrzyma, trzy tysiące biegaczy na linii startu w 2027 roku to nie będzie pytanie „czy", tylko „o ile przekroczą".
Gdańsk w niedzielę znowu udowodnił, że bieganie to tutaj coś więcej niż sport. To sposób na poznanie miasta, siebie i tych, z którymi dzieli się asfalt przez 42 195 metrów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz