Lepszego początku nowego sezonu PGE Basket Ligi w Gdyni nie można było sobie wymarzyć. AMW Arka podejmowała w Polsat Plus Arenie WKS Śląsk Wrocław, czyli rywala, którego w maju wyeliminowała z play-offów po serii 0-2 i trzech zwycięstwach z rzędu. Tym razem nie było żadnej dramaturgii. Żółto-niebiescy wygrali 95:70, prowadzili od pierwszej do ostatniej minuty, a w pewnym momencie mieli nawet 32 punkty przewagi.
Gdynianie od razu pokazali, kto rządzi na parkiecie. Mecz otworzył wsadem Jaquan Lawrence, za trzy trafił Alex Stein, a dwa kolejne rzuty Jakuba Garbacza dały prowadzenie 10:1. Śląsk przez kilka minut nie potrafił zdobyć punktów z gry, a Lawrence dwukrotnie zablokował rywali pod koszem. Wrocławianie próbowali odpowiadać akcjami Jakuba Nizioła i Malika Parsonsa, ale Jake O'Neil szybko przywrócił bezpieczny dystans. Po pierwszej kwarcie było 26:17.
W drugiej odsłonie gospodarze dalej podkręcali tempo. Kasper Suurorg i Garbacz trafiali z dystansu, a przewaga doszła do kilkunastu punktów. Potem do gry na dobre włączył się Stein. Amerykanin punktował spod kosza i z półdystansu, a pierwszą połowę zakończył trójką równo z syreną. Na przerwę Arka schodziła z prowadzeniem 53:36.
Śląsk liczył, że w trzeciej kwarcie odwróci losy meczu, ale nic takiego się nie stało. Stein szybko zdobył kolejne punkty, w tym po akcji 2+1. Suurorg rozkręcał się z każdą minutą, a Lawrence kończył kolejne akcje pod koszem. Goście poza pojedynczymi zagraniami nie mieli pomysłu na gdyńską obronę. Trzecią kwartę Arka wygrała 24:14 i przed ostatnimi dziesięcioma minutami prowadziła 77:50.
Czwarta kwarta była już tylko formalnością. O'Neil efektownie skończył alley-oopa, Garbacz dorzucił dwie trójki i przy wyniku 95:63 kibice mogli spokojnie świętować. Śląsk zmniejszył rozmiary porażki dopiero w końcówce, gdy Isaih Moore zaczął punktować z kontrataków, a Paul Scruggs kilka razy dobrze rozegrał piłkę.
Najlepiej w zespole gospodarzy zagrał Alex Stein: 22 punkty i 6 asyst. Niewiele ustępował mu Kasper Suurorg, który w debiucie przed gdyńską publicznością zdobył 21 punktów. Garbacz trafił cztery trójki i skończył mecz z 14 punktami, a O'Neil dał 15 punktów z ławki. Na uwagę zasługuje też Mate Vucić. Rzucił tylko 7 punktów, ale dołożył 10 zbiórek i 8 asyst, wykonując mnóstwo pracy, której nie widać w zestawieniu punktów.
W Śląsku najwięcej punktów zdobyli Anthony Hickey i Isaih Moore, po 14.
Warto podkreślić, że Arka zagrała bez kontuzjowanego Jarosława Zyskowskiego, a mimo to wyglądała jak zespół zgrany i pewny siebie. Nowi zawodnicy od razu wzięli na siebie odpowiedzialność, a rotacja okazała się na tyle szeroka, że brak jednego z liderów nie był odczuwalny. Śląsk dostał drugi bolesny cios w ciągu kilku dni po porażce 75:99 z Buducnostem w EuroCupie i trener Danny Franco ma sporo do przemyślenia.
Przed Gdynianami teraz derby z Energą Treflem Sopot, który na otwarcie sezonu przegrał u siebie z Dzikami 63:102. Jeśli Arka zagra tak jak w niedzielę, będzie wyraźnym faworytem.
AMW Arka Gdynia – WKS Śląsk Wrocław 95:70 (26:17, 27:19, 24:14, 18:20
AMW Arka: Stein 22, Suurorg 21, O'Neil 15, Garbacz 14, Lawrence 10, Vucić 7, Robinson 6, Łączyński 0, Kowalczyk 0, Polaczuk 0, Nagel 0.
Śląsk: Hickey 14, Moore 14, Robinson 9, Parsons 8, Sternicki 7, Scruggs 5, Nizioł 4, Wrzeszcz 4, Czerniewicz 3, Kulikowski 2, Egbunu 0.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz