Są książki, które czyta się dla przyjemności, i takie, które czyta się, bo trzeba. „Null” Szczepana Twardocha należy do tej drugiej kategorii, choć wciąga jak najlepszy thriller. To powieść o wojnie, która toczy się teraz, kilkaset kilometrów od naszych domów. Jury 30. edycji Literackiej Nagrody Nike nie miało wątpliwości: to najważniejsza polska książka ostatniego roku. Po lekturze trudno się z tym werdyktem spierać.
O czym jest „Null”?
Tytułowy „null” to w ukraińskim wojskowym slangu linia zero, czyli sam skraj frontu, miejsce, gdzie kończy się mapa, a zaczyna strefa śmierci. Właśnie tam Twardoch umieszcza swoich bohaterów: kilku żołnierzy, którzy zamiast imion mają ksywy. Koń, Małpa, Szczur, Jagoda, Aryjec. Akcja obejmuje zaledwie kilka dni spędzonych w piwnicach i okopach, ale w tym krótkim czasie mieści się więcej niż w niejednej wielotomowej sadze.
Głównym bohaterem jest Koń, Polak z warszawskim dyplomem, który wcale nie musiał jechać na wojnę. Pojechał z wyboru. Jego rodzinna historia to prawdziwy węzeł Europy Środkowej: dziadek Ukrainiec z Przemyśla, który trafił do SS-Galizien, babka z niemieckimi korzeniami, a po drugiej stronie dziadkowie Polacy spod Wołynia. Ojciec odciął się od ukraińskiej części dziedzictwa. Koń przez długie lata też nie czuł z nią związku, aż do momentu, w którym coś w nim pękło.
Twardoch, jakiego nie znaliśmy
Kto zna Twardocha z „Morfiny”, „Króla” czy „Pokory”, przyzwyczaił się do rozmachu: historycznych panoram, gęstej, zmysłowej frazy, bohaterów rozpiętych między narodami i epokami. „Null” to zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.
Język jest tu oszczędny, szorstki, celowo „zepsuty”. To mieszanina polszczyzny, ukraińskiego, rosyjskiego i wojskowego żargonu, zlepek krótkich komunikatów rzucanych przez radio i szeptanych w ciemności. Nie ma tu pięknych sentencji do cytowania na Instagramie. Jest za to rytm frontu: czekanie, nagła akcja, znowu czekanie. Ta surowość nie jest słabością, tylko świadomym wyborem. Wojna nie mówi pełnymi zdaniami.
Wojna jako jedyna tożsamość
Najmocniejsza i najbardziej niepokojąca warstwa powieści dotyczy tego, co wojna robi z ludźmi, którzy w niej trwają zbyt długo. Część bohaterów walczy od ponad dekady i nie ma już innego życia, do którego mogłaby wrócić. Niektórzy pamiętają jeszcze armię radziecką. Nie wszyscy wierzą w sens walki, a poglądy w okopie przestają mieć znaczenie.
Twardoch nie tworzy laurki. Sympatyczny kompan od wódki i rozmów okazuje się kimś, kogo wolelibyśmy nie znać. Granice moralne się rozmywają. A jednocześnie, paradoksalnie, właśnie tu widać najwięcej czułości: osłanianie kolegi, ciągnięcie rannego, troskę bez słów.
Jedna z najbardziej przejmujących obserwacji tej książki brzmi tak: na froncie największym wrogiem bywa nadzieja. Myślenie o końcu wojny i o życiu „po” czyni teraźniejszość nie do zniesienia. Dlatego bohaterowie o tym nie rozmawiają. Lepiej uznać się za już martwego, niż czekać.
Tukidydes w okopie
Twardoch nie byłby sobą bez warstwy intelektualnej. Koń wraca myślami do „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa, a zwłaszcza do słynnego dialogu melijskiego. W tej historii Ateny żądają kapitulacji od małej, neutralnej wyspy Melos, argumentując wyłącznie siłą. Melijczycy wybierają opór i przegrywają, bo obiecana pomoc nie nadchodzi.
Analogia z Ukrainą narzuca się sama, ale Twardoch jej nie spłaszcza. Koń szuka w starożytnym tekście nie pocieszenia, lecz różnicy. To pytanie o to, czy tym razem ktoś przyjdzie z odsieczą, i czy tym „kimś” jesteśmy także my, staje się osią całej książki.
Dlaczego warto przeczytać „Null”?
Po pierwsze, to rzadki przypadek, gdy literatura nadąża za rzeczywistością i nie traci przy tym głębi. Pisanie o trwającej wojnie, w dodatku o Ukrainie, z polskiej perspektywy, było ryzykiem na wielu poziomach. Twardoch wyszedł z tego obronną ręką.
Po drugie, fikcja pozwala tu zobaczyć więcej niż reportaż. Wchodzimy w głowy ludzi, do których żaden dziennikarz nie miałby dostępu.
Po trzecie, ta książka przypomina, dlaczego ta wojna dotyczy nas bezpośrednio, w czasie gdy rośnie zmęczenie tematem, a antyukraińskie nastroje są celowo podsycane.
Nie jest to lektura łatwa ani pocieszająca. Ciemność jest tu niemal wszechobecna, a czytelnik do ostatniej strony drży o los bohaterów. Ale właśnie dlatego „Null” zostaje w głowie na długo.
Nagrody i wyróżnienia
„Null” (Wydawnictwo Marginesy) otrzymał Literacką Nagrodę Nike 2026 oraz Nagrodę Czytelników „Gazety Wyborczej”. Wcześniej tygodnik „Polityka” uznał go za książkę roku 2025. W tym kontekście nawet nazwa nagrody nabiera nowego sensu: Nike to przecież grecka bogini zwycięstwa.
FAQ: najczęstsze pytania o „Null”
Czy „Null” Twardocha to książka faktu?
Nie, to powieść, czyli fikcja literacka. Jest jednak osadzona w realiach współczesnej wojny w Ukrainie.
Co oznacza tytuł „Null”?
To określenie linii zero, czyli najbardziej wysuniętej pozycji na froncie.
Czy trzeba znać wcześniejsze książki Twardocha?
Nie. „Null” to samodzielna historia, a stylistycznie mocno różni się od poprzednich powieści autora.
Dla kogo jest ta książka?
Dla czytelników, którzy chcą zrozumieć wojnę w Ukrainie od środka, i dla miłośników literatury, która stawia trudne pytania o tożsamość, przemoc i sens walki.
Ocena: 9/10. Książka bolesna, ważna i bezkompromisowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz