Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wejherowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wejherowo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 września 2021

Mietek i skarb Wejhera | Marta Milewska | Recenzja

"Mietek i skarb Wejhera" to opowieść, która u starszych przywoła wspomnienie Pana Samochodzika, zaś w młodszych wzbudzi zainteresowanie zagadkami, które nie mają formy aplikacji czy gry na telefonie.

Mietek i skarb Wejhera


piątek, 27 sierpnia 2021

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

niedziela, 3 lutego 2019

Totalna biologia w Wejherowie

Totalna biologia to psychobiologiczna koncepcja żywych organizmów. Totalna biologia zakłada, że źródło każdej choroby leży w psychice - są to silne, negatywne, długotrwałe, emocje. O szczegółach tej koncepcji opowiadał dr Marek Kulikowski w szkole Magdy Ziemińskiej - 12 Asan.



Gdy umysł nie jest w stanie sobie z emocjami i stresem poradzić, pojawia się choroba. Aby wyleczyć chore ciało, wystarczy jedynie wyleczyć duszę - to w dużym skrócie podsumowanie prawie dwugodzinnego wykładu o Totalnej Biologii i jej działaniu.

Takie wykłady pozwalają poznać koncepcje i argumenty człowieka, który stosuje założenia Totalnej Biologii w życiu zawodowym i prywatnym. Opowieści o sukcesach dr Marka Kulikowskiego w pracy robią wrażenie. Wyleczone choroby, pożegnane traumy czy nagła poprawa zdrowia pacjenta są ,w przeciwieństwie do wiadomości dotyczących zwykłej medycyny, czymś czego wielu poszukuje.

Prelegent założenia Totalnej Biologii sprawdził na sobie więc nie jest to coś, co działa tylko w teorii. A taka opinia panuje w internecie. Wielu twierdzi, że Totalna Biologia to ... totalna bzdura. Połączenia pomiędzy problemami dziadków i wnuków na poziomie innym niż genetyka do dla wielu rzecz nie do przeskoczenia. Tycie dziecka to dla totalnych biologów informacja o tym, że dziecko jest przez rodziców niezauważone i musi się stać większe.


Jeśli ktoś chce więcej informacji dotyczących Totalnej Biologii może skontaktować się z dr Marek Kulikowskim - tel. 507 628 599 lub email: m.k.24@wp.pl






niedziela, 20 stycznia 2019

12 Asan i kolejna kąpiel w dźwiękach

www.12asan.pl

Historia leczenia dźwiękiem jest tak długa jak historia ludzkości. Ciągle zabiegane umysły nie wpływają dobrze na stan naszego zdrowia. Magda Ziemińska - założycielka wejherowskiej szkoły 12 Asan wie o tym doskonale organizując kolejne spotkania przy dźwiękach. 


W imprezie, która odbywała się w niedzielę, 20 stycznia uczestnicy mieli okazję poczuć ciekawe spektrum doznań - w tym najważniejsze - kierowanie mózgu ze stanu beta do alfa. To właśnie w tym stanie jesteśmy zrelaksowani, wyciszeni i zdecydowanie lepiej radzimy sobie z wyzwaniami dnia codziennego. To właśnie jest główne zadanie kąpieli w dźwiękach mis i gongów. 

Ilość dźwięków, jakie pojawiają się podczas wejherowskich kąpieli przez wielu porównywane jest do koncertu  orkiestry symfonicznej. Każdy z uczestników czuje co innego. Dla jednych mocne wibracje to potężna burza, dla innych zaś to orzeźwiająca fala. Niektórzy odgłos gongu kojarzą z czymś złym i strasznym - innych zaś są pobudzeni i gotowi stawić czoła nieznanemu. Słusznie zauważyła jedna z uczestniczek, iż ciekawe jest fat, że obecni swymi odprężonymi oddechami tworzą bardzo pozytywne wibracje uzupełniające misy i gongi. 

Szczególnie ciekawe dla mnie są dzwoneczki koshi pojawiające się w wejherowskiej kąpieli. Tworzone (nie produkowane!) u podnóża Pirenejów zapewniają intrygujący zestaw dźwięków kierujących mój umysł w błogi stan dzieciństwa. Dzwoneczki te - a jestem praktykiem - mogłyby być używane do usypiania dzieci. Sukces gwarantowany :) 

Kąpiel w dźwiękach mis i gongów to za każdym razem coś innego. Nie ma dwóch takich samych spotkań. Zdecydowanie warto - wszystkie informacje o najbliższych spotkaniach znajdują się na stronie szkoły Magdy Ziemińskiej

Namaste!


niedziela, 16 grudnia 2018

Joga. Kurs wstępny w 12 Asan

12 asan. Szkoła Magdy Ziemińskiej

Co to znaczy joga i z czym to się je? Jak wygląda praktyka jogi? Co to są jamy i asany to to samo? Jeśli chcesz wiedzieć więcej - musisz zapisać się na Wstępny Kurs Jogi organizowany cyklicznie przez wejherowską szkołę 12 Asan.

W cyklu weekendowych zajęć kursanci zdobywają wiedzę, która pozwala zacząć a potem samemu kontynuować praktykę jogi. Ciekawie pomyślane zajęcia prowadzone przez Magdę, Marcina i Romana dają możliwość poznawać najważniejsze asany (pozycje jogi) znane z amerykańskich filmów czy instastories modnych influencerów.

Można więc spróbować zrobić wielbłąda, kobrę, psa z głową w dół. Magda prezentuje asany tak, że nawet najbardziej sztywny człowiek na świecie wykona poprawnie pozycję wojownika. Podczas mojego kursu Roman uzupełniał go o techniki siadu i utrzymania prostych pleców. Marcin zaś to pozycje odwrócone i szkoła poprawnego oddechu. Wszyscy instruktorzy tworzą świetną atmosferę budując przy okazji silną szkołę jogi w woj. pomorskim.

Oczywiście oprócz praktyki jest również równie ważna teoria. Medytacja, oddychanie czy zasady jogi są omawiane i podsumowywane w otrzymywanym na każdych zajęciach skrypcie. Dla mnie najciekawszym elementem zajęć była ta dotycząca jam.

Jeśli więc nie wiesz, co sprezentować bliskiej osobie na święta - kup jej karnet na Wstępny Kurs Jogi lub na wybrane zajęcia.

Więcej informacji na stronie www.12asan.pl



Namaste.


niedziela, 28 października 2018

Wybory samorządowe 2018

Wybory Samorządowe 2018 za nami. Pisząc - za nami mam na myśli Wejherowo, Gdynię czy Sopot, gdzie drugiej tury nie będzie. Co przyniosło nam - mieszkańcom grodu Wejhera i miast ościennych to święto demokracji?


Przede wszystkim dużo śmiechu, łez i przeświadczenia, że człowiek jest zdolny do wszystkiego byleby tylko a. utrzymać się przy korycie lub b. dostać się do niego. Pewna kandydatka z Redy (miasto niedaleko Wejherowa) na plakacie zapewniała, że dla "Was dwoi się i troi" umieszczając siebie trzykrotnie na plakacie. Z jakim skutkiem?

Na pewno gorszym niż jeden z kandydatów ruchu obecnego burmistrza Redy, który według kolegów mógł startować nawet z pasa startowego lotniska w Gdyni Kosakowie - byleby tylko dostać się do rady miasta Redy. Więc mądry włodarz wziął go na listę - takich chętnych nam trzeba. Zresztą on sam jako burmistrz z zawodu znów będzie rządził radą, w której zdecydowana większość to krzemiki. Zero opozycji jest równie złe dla demokracji co większość totalna.

W Gdyni wygrał zawodowy prezydent zwany przez złe języki "Kim Dzong Szczurek". Człowiek, który jak na swój wiek świetnie wygląda i mówi tylko pozytywne rzeczy (jak nie Polak) będzie rządził następne 5 lat. Kit z tym, że nawet ślepy na jedno oko nie widzi żadnej nowej drogi wybudowanej w ostatnich kadencjach w Gdyni a projekt miejskiego parku budowanego w parku (sic!) to już robienie sobie jaj z rzeczywistości. Szczur był, jest i pewnie będzie. W niektórych parafiach nie trzeba więc malować nowych portretów prezydenta Szczurka (tak! takie cymesy wiszą w Gdyni - mieście z morza, marzeń, nowoczesnym i tak dalej).

Jako mieszkaniec Wejherowa od lat obserwuję tu Wejherowskie Wojenki Polityczne. Rządzący od początku galaktyki prezydent Krzysztof Hildebrandt wygrał w pierwszej turze. Człowiek, który przez tegorocznych przeciwników nie był już nazywany złodziejem a bardziej skupiono się na tym, czy ze zdrowiem u niego w porządku zostawił młodszych przeciwników daleko w tyle.

Wspomniani przeze mnie oponenci prezydenta Hildebrandta - prezentujący na plakatach zębowy uśmiech - Rafał Szlas, syn lekarza - Arkadiusz Szczygieł i nikomu nieznany Tomir herbu Ponka dwoili się by tylko "kozła" pozbawić urzędu. Była kawa u Tomira, baloniki od Rafała i kandydat Arkadiusz na rowerze. A ludzie nie docenili i - jak mawiał Tomir herbu Ponka - zdecydowali, by pozostać w marazmie rządów Krzysztofa H.

Ten omawiany przez kandydatów marazm widać wyraźnie w kolejnych inwestycjach. Słabe dwa węzły - w tym Kwiatowa, place zabaw, chodniki, upiększany Park Majkowskiego czy piękne centrum miasta jest tak słabe, że trzeba kogoś, kto to wszystko rozpierdoli. A tu bach! Ludzie nie chcą! Chcą marazmu :)

I tak wolałem jak za czasów kandydata Łukowicza (imienia nie pamiętam) wejherowska PO stawała na uszach, by Krzysztofa Hildebrandta obrzydzić. Był nawet lokalny, wejherowski Fakt, który rozpisywał się o bizantyjskim życiu prezydenta, jachtach i wielu innych sprawach. A ten prezydent, który wygląda na plakacie tak samo jak w 1998 roku rządzi nadal.

Żal Arkadiusza Szczygła, który jest opozycją w miarę konstruktywną. Jego brak w Radzie Miasta na rzecz dwójki ze szczygłowego ruchu czy paru innych kandydatów egzotycznych będzie z pewnością widoczny. Wybory Samorządowe 2018 pozwalają bliżej poznać kandydatów z drugiej strony. Niejaki Wasiakowski wychował sobie fana, który w kilkunastu miejscach Wejherowa promował kandydata pisząc o nim cytuję: "złodziej" czy "huj". Kampania minęła a napisy pozostały. Kandydata proszę o ich natychmiastowe usunięcie.



Do Rady Powiatu znów dostał się Wspólny Powiat z dobrze zrobioną na plakatach Gabrielą Lisius. Nie dostał się za to "bezpartyjny" (sic!) Jerzy Budnik - poseł na sejm kilku dobrych kadencji. Twarz wejherowskiej PO już nie w PO? W ogóle to wejherowskie PO towarzystwo wydaje się mało żywotne. Po ostatnich przegranych wyborach samorządowych dowiedzieliśmy się, że Józef Reszke jest doradcą prezydenta Sopotu - Jacka Karnowskiego, a wieczny główny specjalista w wejherowskim starostwie - Jacek Gafka - otrzymał pracę w Urzędzie Miasta w Rumi. Nóż się w kieszeni otwiera, bo kto bez znajomości, koneksji czy czegokolwiek innego do pracy w urzędzie startował wie o co chodzi. A tu cyk - nie ma pracy i jest praca - dla naszych. Jak to leciało? By żyło się lepiej! (naszym :))

Wybory samorządowe to czas, w których człowiek trochę interesujący się polityką zdaje sobie sprawę, że to powtarzane do zarzygania stwierdzenie o "święcie demokracji" jest tylko dla radnych, burmistrzów prezydentów - ich rodzin i krewnych królika. My - oprócz chwilowej beki, paru baloników i czekolad nie dostajemy nic.

Do zobaczenia przy urnach za 5 długich lat :)


środa, 27 czerwca 2018

Wilkierz. Ignatius Przebendowski

Książka "Wilkierz. Ignatius Przebendowski" to ważna publikacja patrząc na rozwój Wejherowa. Ukazała się dzięki wsparciu wejherowskiego starostwa, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej.


Wilkierz to w dawnej Polsce ustawa wydana przez radę miejską lub ławę sądową, regulująca wewnętrzne sprawy miast i wsi lokowanych na prawie niemieckim. Wejherowo taką ustawę wydało w 1650 roku.

Autorem wejherowskiego wilkierza jest Ignacy Przebendowski - starosta pucki i mirachowski tytułów niezliczoncyh. Zbiór praw miał zapewnić właściwie funkcjonowane miasta i ludzi, którzy zdecydowali się w nim zamieszkać.  Prawa w książce są różne. Niektóre z naszej perspektywy brzmią śmiesznie.

Przykładowo przepis 44 mówił, iż: "ci obywatele, którzy trzymają szynk, powinni sprzedawać piwo z browaru miejskiego, a gorzałkę z pańskiej gorzelni". Dalej można było dowiedzieć się, że każdy "obcy" alkohol podlegał dodatkowej opłacie. Bydło należało wypasać na wspólnym pastwisku - w przeciwnym razie groziła kara 4 florenów. Posiadać własną broń - karabin, szpadę i torbę nabojów.

Ówcześni przewidzieli wszystko. Gdy (niech Bóg wybaczy) pojawił się w Wejherowie pożar każdy mieszkaniec zobowiązany był do stawienia się ze skórzanym wiadrem i pomocy przy gaszeniu. Brak pomocy to 15 florenów kary bądź więzienie. Temat ognia i zabezpieczeń przed pożarem zajmuje ważne miejsce w wejherowskim wilkierzu. Współcześni panowie od BHP mogliby się czegoś nauczyć.

Wydaje mi się, że taki lokalny wilkierz działał lepiej niż nasze demokratyczne wybory. Spisane obowiązki mieszkańców i włodarzy uzupełniały się zapewniając zapewne spokojną egzystencję. Udział mieszkańców w życiu Wejherowa i ich wpływ na wydarzenia sprawiał, że nasze obywatelskie budżety i podatki od gruntu to pikuś w porównaniu z tym, czego świadkiem był Ignacy Przebendowski.

Publikację pod względem merytoryki nadzorował prof. Andrzej Groth związany z Uniwersytetem Gdańskim. Świetnie wydany wilkierz pod względem edytorskim sprawia, że trzeba ją mieć. Więcej informacji o niej znajdziecie na stronie wejherowskiego muzeum tutaj.


piątek, 25 maja 2018

Forcecon 2018 Wejherowo

fot. Grzegorz Konkol

Co by było, gdyby nie było takiego wydarzenia jak Forcecon 2018? Myślę, że Dni Jakuba Wejhera zyskały dzięki premierze kolejnej części "Gwiezdnych Wojen" i wysiłkowi pasjonatów, do których należą Piotr i Monika Kalka wraz z rzeszą fanatyków kultowej sagi i miastu Wejherowo, które zdecydowało się zaufać.


Począwszy od marszu spod pomnika Jakuba Wejhera - przepraszam Darta Vadera poprzez wystawy, warsztaty, wykłady i konkursy oraz premierowy pokaz "Hana Solo" mieliśmy okazję do przeżywania czegoś, czego nie śniło się największym wejherowskim filozofom.

Wejherowska Filharmonia zagościła na dobre na mapie fanów "Gwiezdnych Wojen", którzy tłumnie przybywają by razem przeżywać coś, co wymyka się statystkom, analizom i badaniom. Wykład Jana Platy - Przechlewskiego zapamiętam na długo ponieważ mało jest osób, które z taką pasją i zaangażowaniem umieją opowiadać o "Gwiezdnych Wojnach". Podobnie zresztą inni prelegenci - wyrwani z szarej rzeczywistości kolejnej RP znajdują radość i szczęście w opisywaniu skomplikowanych relacji i zdarzeń w twórczości Georga Lucasa.

Patrząc na działania Piotra Mintury twierdzę, że są w Polsce ludzie, którym się chce. Niesamowite umiejętności tego gościa w połączeniu z umiejętnością zainteresowania najmłodszych "Gwiezdnymi Wojnami" przywraca wiarę w ludzi. To samo tyczy się Legionu 501, prowadzącego - pana Jacka, przebranych mieszkańców Wejherowa i okolic oraz wszystkich, którzy wierzą, że moc jest w Was. O wystawie rzeźb i figur dotyczących sagi nie wspominam, bo nawet Salvador Dali przy nich wymięka.

Kto nie był, niech żałuje bo następna impreza dopiero za prawie dwa lata. Niech moc będzie z Wami!




sobota, 16 grudnia 2017

Forcecon 2017

Yoda Master
Drugi Zlot Fanów Gwiezdnych Wojen FORCECON 2017 okazał się wydarzeniem ... o niebo lepszym niż pierwszy zlot. I nie chodzi tu o świetny film"Ostatni Jedi" a doskonałą organizację i atmosferę, która sprawia, że wejherowska impreza może być nazywana kultową w skali kraju.


Wszystko rozpoczęło się tradycyjnie - na wejherowskim rynku przed pomnikiem Jakuba Wejhera, który tego dnia był wystylizowany na postać Lorda Vadera. Po powitaniu gości Zlotu i odegraniu Hymnu Imperium, uroczysta parada uczestników wyruszyła do Wejherowskiego Centrum Kultury, gdzie na uczestników czekało wiele atrakcji. Z racji posiadania mniejszych dzieci staliśmy w kolejce do malowania buziek, gdzie tworzono niesamowite malunki m.in. Yodę czy C3PO.

Równie niesamowite rzeczy - choć na martwym organizmie - robił Piotr Mintura, który udowodnił, że lepienie figurek z plasteliny nie odeszło do lamusa. Okazuje się, że przy pomocy paru prostych trików można stworzyć bohaterów sagi, aby na długo gościli na półce prawdziwego fana. Podczas warsztatów z plasteliny wykonano szereg świetnych postaci.

 W ogóle Forcecon to impreza, która pokazuje, że są jeszcze w Polsce ludzie z pasją i zaangażowaniem. Od Piotra Kalki - prezesa fundacji Pro Turris, który umiał znaleźć i namówić Legion 501 (szacunek dla tych zakręconych maniaków), wspominanego Minturę czy Grzegorza Chudego do aktywnego udziału w zlocie. Obrazy tego ostatniego pięknie oddają połączenie "Gwiezdnych wojen" i współczesnego świata, w którym podział na dobrą i złą stronę mocy jest coraz bardziej widoczny (i nie mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego).

Kto był żądny dawki wiedzy o Gwiezdnych Wojnach nie mógł ominąć Szymona Rudźko, Grzegorza Szczepaniaka czy Jana Platy - Przechlewskiego. Szczególnie filozoficzne ujęcie pana Rudźko wydaje się ciekawe w kontekście całej wiedzy o dziele Georga Lucasa. Można było sprawdzić się w swojej wiedzy na temat "Gwiezdnych wojen" - a przyznać trzeba, że pytania do najłatwiejszych nie należały.

Przygotowana została również Strefa Gier - planszowych i komputerowych, w której każdy mógł zobaczyć, w jaki sposób Gwiezdne wojny opanowały praktycznie każdą dziedzinę rynku. Od stoiska z ubraniami (byli na Forceconie), po książki (również były), gry (jak wyżej), klocki (kocham) po spore grono przebranych mieszkańców Wejherowa. Najlepszy dla mnie był mały Lord Vader (niech moc będzie z Tobą na całe życie) oraz Leia (żonaci panowie płaczą).

Brawa należą się wolontariuszom fundacji Pro Turris - w tym także uczniom Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika (to przy rondzie).

To co? Do zobaczenia w maju 2018 przy kolejnej premierze?




poniedziałek, 10 lipca 2017

Miejsca, które warto zobaczyć w Wejherowie

Wybraliście się nad morze? Pada? Codziennie? Jeśli tylko na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco zapraszam do Wejherowa. Miasto położone w okolicy Półwyspu Helskiego i Trójmiasta jest miejscem, w którym zdecydowanie warto spędzić czas - nawet przy dobrej pogodzie. Oto dziesięć miejsc, które trzeba zobaczyć podczas wizyty u nas.


Hitem tegorocznego lata jest wystawa w wejherowskim ratuszu pt. "Wejherowo okresu międzwojennego". Unikalne zdjęcia, pamiątki materialne z zakładów usługowych to tylko niektóre z perełek pozwalających poznać historię Wejherowa. Wystawę można zobaczyć w ratuszu w dni powszednie od 10 do 14. Zwiedzanie jest oczywiście bezpłatne.

Wychodząc z ratusza nie sposób nie odwiedzić wejherowskiego rynku. Centralny plac Wejherowa z pomnikiem założyciela miasta jest jego wizytówką. Uwagę warto zwrócić na kaszubskie nuty umieszczone na plasu. To jedne z 14 postumentów, które znajdują się w Wejherowie i pełnią podwójną rolę - symbolizują miejsca warte zobaczenia oraz promują kaszubską kulturę.

Niedaleko znajduje się kościół św. Anny.Wzniesiony w latach 1648-1650 przez Jakuba Wejhera, to jeden z najstarszych zabytków Wejherowa. Wraz z Kalwarią Wejherowską i z koronowanym przez papieża Jana Pawła II obrazem Matki Bożej Wejherowskiej, tworzy on Sanktuarium Pasyjno - Maryjne.

Każdy, kto przybywa do Wejherowa musi zobaczyć Kalwarię Wejherowską. To zespół 26 kaplic ufundowanych przez wojewodę malborskiego Jakuba Wejhera, założyciela Wejherowa. Została zbudowana w latach 1649-1655. Odrestaurowana cieszy oko i daje możliwość poznania ówczesnej sztuki sakralnej. Więcej informacji dotyczącej możliwości zwiedzania znajduje się tutaj.

Więcej informacji na stronie www.wejherowo.pl




niedziela, 18 czerwca 2017

Wejherowie - Jakub, Mikołaj i Ludwik

Profesor Józef Włodarski

Profesor Józef Włodarski popełnił książkę, która zdecydowanie bardziej niż inne publikacje przybliża losy Wejherów - rodu, bez którego nie mielibyśmy miasta aspirującego na stolicę Polski. " Jakub, Mikołaj i Ludwik Wejherowie. Mężowie Stanu Prus Królewskich i Dowódcy Wojskowi Rzeczpospolitej" to publikacja pasjonująca, dokładna i wybitna.


Od czego zaczęła się fascynacja profesora Wejherowem i Wejherami? Wierząc wykładowcy Uniwersytetu Gdańskiego wszystko zaczęła się od seminarium profesora Władysława Odyńca, który zwrócił uwagę młodego badacza na ród spolszczonych Niemców, którzy byli postrzegani jako obrońcy polskiego wybrzeża, granic ojczyzny i Ziemi Pomorskiej. Czytając o ich czynach i działaniach trudno dziwić się zainteresowaniu ludźmi, którzy za najważniejsze zadanie w życiu stawiali ojczyznę. Ponad wszystko.


Jakub Wejher opisany piórem profesora Józefa Włodarskiego to postać jeszcze ciekawsza niż dotychczasowe publikacje informowały. Wychowany na styku dwóch kultur - rubasznej szlacheckiej Polski i niemieckiego protestantyzmu stał się człowiekiem - spełnionym katolikiem, który pozostawił po sobie nie tylko świadectwa natury materialnej. Piękna Kalwaria Wejherowska czy inne "dzieła boże" to tylko mały wycinek działalności człowieka, o którym król Jan Kazimierz pisał: "... zasługi jak nieśmiertelną sławę za sobą pociągną tak w Naszej (...) pamięci zostawać będą".

Jacy byli Wejherowie? Znany Jakubi jego krewni - Mikołaj i Ludwik? Sądząc z materiałów, jakie dostajemy w książce byli potężnymi patriotami, którzy kultywowali tradycję polskiego baroku. Opisani w wielu utworach tamtej epoki stali się już za życia ważną legendą na Pomorzu. Szczególną uwagę zwraca opis bitwy pod Smoleńskiem oraz udział Jakuba i Ludwika Wejhera w obronie twierdzy malborskiej.

Pięknym materiałem jest dla mnie, jako mieszkańca Wejherowa, testament Jakuba Wejhera. Pisząc o życiu, pieniądzach i innych sprawach pokazuje, że dobrze wychowane i nakreślone za młodu cele procentują w dorosłym życiu.

Profesor Józef Włodarski pisze o swojej książce, że jest "skromna". Chciałoby się, aby takie publikacje były choć w kilkudziesięciu procentach skromne jak praca autora.

Gratuluję!

niedziela, 8 września 2013

Stare Dobre Małżeństwo w Wejherowie

8 września w sali głównej Wejherowskiego Centrum Kultury odbył się koncert Starego Dobrego Małżeństwa. 35 złotych wydane na bilet to inwestycja, która opłaciła się nawet niechętnym tego rodzaju rozrywce.


Podczas koncertu można było usłyszeć piosenki z najnowszego albumu „Mówi mądrość”, który skrywa 12 nowych ballad Krzysztofa Myszkowskiego w odświeżonej formule muzycznej i personalnej Starego Dobrego Małżeństwa, wraz z dokumentem filmowym uwieczniającym udaną reaktywację koncertową grupy.

Nie zabrakło również największych przebojów (archetypów) zespołu: Z nim będziesz szczęśliwsza, 5 nad ranem czy Bieszczadzkie Anioły.

 2 godziny doskonałej zabawy wypełnionej po brzegi
 sali głównej WCK potwierdziły słuszność otwarcia tego typu budynku w Wejherowie.