Koszykówka to sport brutalnie piękny, bo nie uznaje kompromisów. Wyjazdowe starcie AMW Arki Gdynia ze Stalą Ostrów Wielkopolski miało w sobie wszystko, czego szukamy w wielkim widowisku. Dramaturgię, nagłe zwroty akcji, walkę wręcz i ten specyficzny rodzaj napięcia, który czuć w powietrzu na kilka sekund przed syreną. Niestety, tym razem 3mk Arena Ostrów okazała się niegościnna, a losy spotkania rozstrzygnęły się w sposób najbardziej bolesny z możliwych. Wynik 84:82 dla gospodarzy zostawia niedosyt, ale i dumę z postawy Arkowców.
Fala za falą, czyli koszykarski rollercoaster
Mecz zaczął się od zimnego prysznica. Stal uderzyła mocno, budując prowadzenie 8:0 w zaledwie półtorej minuty. To był moment próby charakteru, który podopieczni Mantasa Česnauskisa zdali wzorowo. Sygnał do ataku dał Kuba Garbacz swoją akcją "3+1", a chwilę później dołączył do niego Mike Okauru. Gdynianie nie tylko odrobili straty, ale potrafili narzucić własne tempo, budując w pewnym momencie solidną, jedenastopunktową przewagę.
To była Arka, którą chcemy oglądać, waleczna w obronie i bezlitosna zza łuku. "Garbi", Barrett i Ramey seryjnie trafiali za trzy, a walka o zbiórki ofensywne dawała nam drugie życie w kluczowych akcjach. Do przerwy prowadziliśmy 42:36, kontrolując wydarzenia na parkiecie.
Powrót "Marszałka" i szalony finisz
Druga połowa przypominała jednak początek meczu. Ostrowianie, napędzani przez Quana Jacksona i Trentona Gibsona, błyskawicznie zniwelowali straty. Gdy wydawało się, że Stal przejmuje stery, sprawy w swoje ręce wziął Kamil Łączyński. Nasz "Marszałek" pokazał, dlaczego jest liderem. Jego asysty i trójka na otwarcie czwartej kwarty napędziły niesamowity run 13:0.
Prowadziliśmy 75:68 i zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Jednak końcówka to już czysta loteria i popis indywidualnych umiejętności zawodników trenera Urbana. Mareks Mejeris i Daniel Gołębiowski trafiali rzuty, które wydawały się niemożliwe. Szalona trójka Jarka Zyskowskiego na 8 sekund przed końcem dała nam jeszcze cień nadziei, zmniejszając dystans do zaledwie jednego punktu. Ostatni rzut Courtney’a Ramey’a, który mógł odwrócić losy meczu, niestety wykręcił się z obręczy.
Co zostaje w pamięci?
Mimo porażki, indywidualne statystyki pokazują potencjał tej drużyny. Jakub Garbacz i Jarek Zyskowski dwoili się i troili, zdobywając po 18 punktów. Luke Barrett zanotował imponujące double-double (15 pkt, 10 zbiórek), a Kamil Łączyński rozdał aż 10 asyst. To fundamenty, na których budujemy optymizm przed kolejnymi starciami.
Teraz czas na domową rehabilitację. Już 31 stycznia w Polsat Plus Arenie Gdynia podejmiemy Anwil Włocławek. To będzie kolejna bitwa, w której każdy głos na trybunach będzie miał znaczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz