Czy nienawiść można odziedziczyć tak samo jak ziemię czy nazwisko? Maciej Siembieda w swojej najnowszej powieści „Gołoborze” udowadnia, że stare krzywdy nie rdzewieją, a milczenie bywa głośniejsze od krzyku. To lektura, która boli, uwiera i zachwyca jednocześnie. Sprawdziłam, dlaczego to prawdopodobnie najważniejsza książka w dorobku autora.
Każda premiera Macieja Siembiedy to na polskim rynku wydawniczym wydarzenie przez duże "W". Autor przyzwyczaił nas do żelaznej dyscypliny: łączenia reporterskiego warsztatu z literackim rozmachem. Jednak w przypadku „Gołoborza” reguły gry nieco się zmieniają. Owszem, fakty nadal splatają się tu z fikcją, ale tym razem historia uderza w tony najbardziej osobiste.
Jeśli szukacie książki, która zostanie w Waszej głowie niczym drzazga – zapraszam do lektury recenzji.
Świętokrzyski mrok, który wciąga bez ostrzeżenia
Tytułowe gołoborze to nie tylko rumowisko skalne. To metafora całej opowieści – surowej, zimnej i niebezpiecznej. Siembieda z mistrzowską precyzją odmalował klimat świętokrzyskiej prowincji. To miejsce, gdzie lasy szumią o dawnych zbrodniach, a lokalne legendy mają w sobie przerażająco dużo prawdy.
Czytając tę książkę, czuje się duszność małej społeczności. To świat hermetyczny, w którym wszyscy wiedzą o trwającej wojnie, ale nikt nie ma odwagi jej przerwać. Autor buduje napięcie nie tanimi chwytami, ale gęstą atmosferą zagrożenia, która narasta z każdym rozdziałem.
Anatomia nienawiści: Kończakowie kontra Cebrzynowie
Osią fabuły jest konflikt dwóch zwaśnionych klanów. To nie jest zwykła sąsiedzka kłótnia. To wielopokoleniowa wendeta, która stała się machiną zbrodni.
W „Gołoborzu” uderza mechanizm dziedziczenia zła:
Głos ojców: Decyzje podjęte dekady temu determinują życie młodych.
Brak terminu ważności: Czas nie leczy ran, on je tylko jątrzy.
Fatalizm: Bohaterowie są oplecieni siecią zależności, z której nie sposób się wyplątać.
W tym mroku tli się jednak iskra – wątek miłosny. Uczucie, które próbuje przetrwać w świecie nienawiści, nadaje powieści głęboki, humanistyczny wymiar. Czy miłość może być silniejsza niż zemsta? Siembieda nie daje prostych odpowiedzi, zmuszając czytelnika do bolesnej refleksji.
Fakty, fikcja i „pierwiastek ludzki”
To, co wyróżnia prozę Siembiedy na tle innych kryminałów czy powieści historycznych, to niesamowita dbałość o detale i psychologię postaci. Mówi się, że to najbardziej osobista książka autora i to czuć w każdym akapicie. Emocje wylewają się z kart – od żalu i współczucia, przez niedowierzanie, aż po gniew.
Autor zaciera granice gatunkowe. Mamy tu elementy reportażu, sagi rodzinnej i thrillera. Jednak najważniejszy pozostaje człowiek i jego wybory. Prawda o ludzkiej naturze, którą obnaża Siembieda, jest surowa i często niewygodna. To proza, która nie bierze jeńców.
Werdykt: Dlaczego warto przeczytać „Gołoborze”?
„Gołoborze” to nie jest lektura „do poduszki”, o której zapomnicie następnego ranka. To powieść epicka, brutalna i szczera.
3 powody, dla których ta książka to Must-Read:
Język: Siembieda pisze porywająco. Płynna narracja sprawia, że przez prawie 500 stron się „płynie”.
Emocje: Ta historia fizycznie uwiera. Zmusza do zastanowienia się nad własnymi relacjami i przeszłością.
Jakość: To literatura wysokiej próby, która zadowoli nawet najbardziej wymagających czytelników.
Dla mnie „Gołoborze” to absolutny majstersztyk. Powieść przytłaczająca swoim ciężarem gatunkowym, ale bezapelacyjnie satysfakcjonująca. Jeśli lubicie literaturę, która stawia trudne pytania i nie daje łatwych pocieszeń – bierzcie w ciemno.
Moja ocena: 10/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz