Bądź na bieżąco - otrzymuj newsletter

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz albecki poleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz albecki poleca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Slow life według ojca Leona

Czy istnieje idealny przepis na życie? Taki, w którym szczypta uśmiechu, odrobina spokoju i garść dobrych relacji sprawia, że całe to bytowanie człowieka na ziemi daje nieustające szczęście? Ojciec Leon Knabit w "Slow life" stara się pokazać wraz ze swoimi rozmówcami istotę współczesnego życia - życia w myśl zasady "slow life".

Na pierwszy ogień trafił Marcin Prokop. W ciekawej rozmowie wyjaśnia, dlaczego został dziennikarzem choć z wykształcenia jest bankowcem. Co sprawiło, że zaryzykował i ... rzucił w miarę spokojną pracę? Z ojcem Leonem dyskutują na temat wiary, nadziei i miłości oraz ... młodości, która powinna dawać coś z siebie i zostawiać ślad na tej ziemi. Nie ciągłe narzekanie i bunt na współczesny porządek a kreatywne działanie. Budująca jest postawa prowadzącego "Mam talent", który trafnie ocenia to, co nazywamy sławą, byciem celebrytą. Pokazując drugą stronę medalu udaje się mnie przekonać o pewnej ulotności rzeczy pozornie pięknych a stawianiu na sprawy wyższe - duchowe.

Ujmuje opowieść Anny Dymnej, która przez swoją fundację i działania poznała ludzi chorych, odrzuconych i chcących z życiem skończyć. Dlaczego więc nagle - pomimo ułomności - chcą walczyć o bycie, o siebie? Czy to magia znanej aktorki, na widok której wszyscy otwierają kieszenie i chcą realizować jej marzenia? A może taki cud sprawia wyciągnięta dłoń, zainteresowanie, którego wcześniej nie doświadczyli od drugiego człowieka? Zgadzam się z opinią, że dzisiejsze zagubienie młodych wynika z braku zainteresowania, zaburzenia pewnych wartości na rzecz opisanych już wcześniej przez Marcina Prokopa rzeczy pozornie pięknych. Czy więc pozostają tylko depresje i psychoterapie? Ojciec Leon wraz z Anną Dymną wspólnie przedstawiają ciekawą i spójną wizję działań, które pomagają odnaleźć się we współczesnym świecie.

Także pozostali rozmówcy - Cezik i Krzysztof Skórzyński - prezentują ciekawe pomysły na "slow life". Wśród nich wszystkich ojciec Leon Knabit, który spokojne życie połączone z ascezą wykorzystuje do ewangelizacji przez media niemające nic wspólnego z dobrem, jakością i pozytywnymi wartościami. Życie mnisze nie przeszkadza mu swobodnie odnajdywać się w świecie mediów: poprowadzić telewizyjny talk-show, wygrać konkurs na blog roku, a nawet zostać twarzą kampanii reklamowej.

Jedna z lepszych książek ojca Leona w ostatnim czasie. Dobrze, że nadal mamy od kogo słuchać prostych prawd, które nie pozwolą nam zwariować.


Slow life według ojca Leona, ojciec Leon Knabit, ZNAK, 2016.

czwartek, 29 grudnia 2016

"Drobna zmiana" według Marcina Świetlickiego

Czy o Ministrze Kultury można tworzyć dobrą poezję? Marcin Świetlicki w tomiku "Drobna zmiana" (wydawnictwo A5) udowadnia, że można a nawet trzeba.

Kilkadziesiąt mgnień poetyckich pokazuje, że Świetlicki dobrej zmiany nie popiera. Nie lubi, krztusi się ze śmiechu i czasem denerwuje. "Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego" czy "Gowin sam w domu" świadczą o tym wyraźnie. Nie obrażają, nie szkalują, nie wywołują fali hejtu i nienawiści - próbują (skutecznie) prezentować błędy i potknięcia obecnej ekipy.

Zostawiam poglądy polityczne autora na rzecz dobrej poezji. Wróć - bardzo dobrej poezji. Tej, w której miłość łączy się z cierpieniem. W której piękne kobiety odrzucają mało przystojnych mężczyzn, a papieros jest lekiem na całe zło. Poezji, która zmusza do refleksji i każe zastanawiać się nad nieuchronnie przemijającym czasem.

"Spisywać sny, jaka żenada!" - pisze Świetlicki. Ma rację, bo rzeczywistość, która dała mu materii do stworzenia "Drobnej zmiany" jest o niebo lepsza od tego, co może wyskrobać poetycki umysł. "Sto procent czystej krwi" i "Schodzi się tylko w dół" - to kolejne wersy, które interpretuję na wiele sposobów. Słowa pozwalające zająć się tym, co nazywamy ojczyzną.

Mocna "Drobna zmiana". Jak kawa i papierosy. Jak Świetlicki, który nie mógł napisać tego lepiej.

środa, 28 grudnia 2016

Sprawa Niny Frank - Katarzyna Bonda

W życiu jest czasem tak, że człowiekowi nie chce się kłócić więc zrobić coś dla innych. Żona zachwycona Bondą wciągnęła mnie w świat Huberta Meyera - psychologa śledczego, który przywraca wiarę w dobrą zbrodnię.

"Sprawa Niny Frank" jest bodajże pierwszą historią z całej serii opowieści o przystojnym pracowniku polskiej policji. Meyer zwany profilerem jest połączeniem Krzysztofa Rutkowskiego i wróżbity Macieja. Usiłując tchąć trochę życia w polską policję musi mierzyć się z przełożonymi, trudnym prawem i konfliktem z żoną.

Tytułowa Nina Frank, zostaje znaleziona martwa w swoim dworku w przygranicznej miejscowości Mielnik nad Bugiem. Ofiara jest celebrytką - znaną z tego, że jest znaną z roli zakonnicy Joanny. Niestety, życie prywatne to połączenie nałogów, kochanków i pokrętnej drogi na szczyt.

Bonda bezpardonowo przebija się przez polską policyjną rzeczywistość prezentując nam nieszablonowy, wielowątkowy kryminał z zaskakującym finałem. Wydaje mi się, że autorka spełnia oczekiwania wymagającego polskiego czytelnika jeśli idzie o dobry kryminał. Ile czasu można żywić się importem doskonałej, skandynawskiej literatury? Okazuje się, że oprócz podstawowej historii Bonda stara się (choć wychodzi to jako tako) pisać o sprawach ważnych dla człowieka. O braku miłości, ulotności współczesnego stylu życia i kryzysie wiary we wszystko - oprócz szklanego ekranu. A i to koniec końców okazało się złudne.

Szkoda, że odkryłem ją dopiero teraz. Czas nadrabiać zaległości czego i Państwu życzę na nowy 2017 rok.

niedziela, 25 grudnia 2016

Sklepik z marzeniami - Stephen King

Święta (i nie tylko) dają niepowtarzalną możliwość, by delektować się klasyką literatury. W Polsce Empik działa zgodnie z hasłem - im bliżej świąt, tym starsze książki w sprzedaży. Dzisiaj więc rzecz o "Sklepiku z marzeniami".

Dlaczego właśnie ta książka? Lubię ją, bo jest częścią świata Stephena Kinga. Świata, w którym centralne miejsce zajmuje Castle Rock - miejscowość podobna do mojego rodzinnego Wejherowa. To właśnie tam grasował zły pies ("Cujo") oraz wydarzały się tajemnicze rzeczy ("Strefa śmierci"). Powtarzają się bohaterowie, motywy i zwroty. Rzecz najważniejsza - pokazuje, jak słaba jest ludzka natura w obliczu najgorszego zła.

Kiedy nikomu nieznany Leland Gaunt otwiera tytułowy sklepik początkowo ludzie mają obawy. Jednak kiedy mroczny właściciel zaczyna spełniać ich marzenia - do nowego kościoła zaczynają przychodzić tłumy. W zamian za pamiątkę związaną z baseballem bohaterowie mają płatać coraz gorsze figle przyjaciołom. Napięcie zaczyna rosnąć - podobnie jak liczba straszniejszych czynów mieszkańców. Kim jest tajemniczy przybysz i dlaczego zamierza zniszczyć miasto?


Stephen King w "Sklepiku z marzeniami" pokazuje, że oprócz pisania dla pieniędzy umie w swojej twórczości zastanawiać się nad wątłą kondycją człowieka, który w różnych okolicznościach zachowuje się różnie. Poziom odczłowieczenia i zostawienia wartości dla chwilowych uciech jest niestety odwrotnie proporcjonalny do czynów godnych naśladowania.

Warto przeczytać.

sobota, 24 grudnia 2016

Hygge - klucz do szczęścia?

Według amerykańskich naukowców Duńczycy to najszczęśliwsza nacja świata. Dlaczego? Bo "Hygge" - słówko, które robi furorę także w Polsce. Czy u nas się przyjmie? Czy może jesteśmy skazani na szczęście od dawna?


Według autorki wszyscy "hygge" czujemy. Czy to podczas leżenia na kanapie w ulubione pozycji czy w trakcie lektury dobrej książki. To moment w trakcie przygotowywania posiłków (może być owsianka lub coś bardziej wykwintnego) albo też podczas spotkań rodzinno-sąsiedzkich.

Niestety - pomimo wielu prób - mi nie udało się uchwycić "prostego" duńskiego przepisu na szczęśliwe chwile (wyjątek - picie sznapsa). Duńczycy mają - czego autorka nie pomija - najlepszy socjal w Europie. Państwo opiekuńcze powoduje, że ludzie mogą skupić się na wyższych celach niż zaspokajanie podstawowych potrzeb. Więc tworzą i odnajdują "hygge" wszędzie tam, gdzie się znajdują. W ogóle to ciekawy naród, bo nie widać u nich oznak polskiego narzekania czy ciągłego dążenia do konfliktu. U Duńczyków wigilia wygląda pewnie tak, jak każdy z pozostałych dni w roku. Szczęśliwie, uroczyście i pięknie - po prostu pięknie.

Z drugiej jednak strony myślę, że gdybyśmy się postarali - jako Polaki niecebulaki - to nie potrzebne byłoby nam żadne obce "hygge". Nikt nie musiałby spędzać wigilii w Sejmie, żaden kot nie wzbudzałby tyle nienawiści co jego właściciel, a wszyscy zarabialiby godnie i dużo - zupełnie jak opisuje to Michał Szafrański. Nawet długie kolejki i zakupoholizm przedświąteczny, w którym zapomina się o pewnym chrześcijańskim proroku nie wyprowadzałby nas z równowagi. Po prostu "spoko luz".

Czego sobie i Państwu życzę.

Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Tourell Soderberg Marie. Wydawnictwo Insignis

środa, 21 grudnia 2016

HTML i CSS - zaprojektuj i zbuduj witrynę WWW

Wiadomo, że wszyscy kiedyś umrzemy. To hasło przyświeca i oświeca moją drogę jaśniej niż bożonarodzeniowa gwiazdka. Dlatego czasem warto ruszyć szare komórki i ... zbudować witrynę www.

Umiejętność projektowania i budowania stron WWW jest obecnie bardzo ceniona - mawiają różni ludzie. Nawet jeśli operujemy w bloggerze czy wordpressie znajomość tego ustrojstwa potrafi być przydatna. Jak bowiem wstawić reklamę, na której można zarabiać tak, by nie rozwalić strony? Albo dodać specjalnie przygotowane tło, które będzie wyróżniać nas w serwisie, którego opiekunem jest google? Zresztą każdy chcący uprawiać sport zwany blogowaniem wie, że bez HTML ani rusz!

Autor dołożył wszelkich starań, aby sprawić, by coś co nazywamy "HTML w weekend" nabrało nowego wymiaru. Ilość połączeń zdjęć z jasnym tekstem, boldów z kursywami oraz ogromną masą przykładów sprawiają, że łza się w oku kręci. Tajniki składni HTML, CSS3 i innych pojęć dla humanistów obcych i niezrozumiałych nabierają nowego znaczenia.

Struktury, listy, łącza, obrazy, tabele i układy są realnie do opanowania. Bez pomocy zamkniętych umysłów technicznych śmigam więc pomiędzy selektorami klasy, a selektorem elementu potomnego. Nie błądzę gdzieś w odmętach none, underline czy blink.

Piękna sprawa. Nie tylko na Wigilię i dalsze święta.


Kup tutaj

wtorek, 13 grudnia 2016

Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku

Pisanie nigdy nie było sprawą łatwą. Czy myślicie, że Proust słowa układał jak mistrz kostkę rubika? Albo, że "Mistrz i Małgorzata" to wynik przypadku i szczęścia Bułhakowa? Steven Pinker w swojej książce pokazuje, że aby tworzyć rzeczy wartościowe trzeba popracować - nad stylem.

"Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku" to ciekawa propozycja dla tych, którzy wierzą jeszcze w siłę literatury. Dla tych, którzy chcą, żeby nadal ukazywało się coś ciekawego. Dla tych, którzy uważają, że to nie internet niszczy słowa, zdania i akapity. Przepraszam - Steven Pinker uważa, że te ostatnie nie istnieją.

Wielu recenzentów zwraca uwagę na fakt, iż pojawił się na rynku nowy, lepszy podręcznik dla chcących pisać jak Stephen King i Adam Mickiewicz w jednym. Jeśli nie umiesz pisać a lepiej rozwiązujesz całki - zostań przy całkach. Jeśli zostałeś niedawno zatrudniony i piszesz newsy w Polskiej Agencji Prasowej, które potem wszyscy muszą drukować - zostań w PAP-ie.

Pinker - w przeciwieństwie do Jezusa - nie zbawi wszystkich marzących o karierze pisarza. W "Pięknym stylu" znajdują się pomysły na szlifowanie diamentów. Jeśli nie czujesz w sobie iskry - korzystaj z innych książek o pisaniu.

Co w "Pięknym stuly" podoba mi się najbardziej? Porównywanie tekstu do drzewa jest jedną z lepszych metafor pozwalających powalczyć o tytułowy styl. Powtarzam - jeśli ktoś uważa, że pisze świetnie - nie powinien tej książki czytać. Autor podsuwa pomysły, rozwiązania i idee do wykorzystania podczas literackiej pracy. Pisze między innymi: "Najpierw temat, potem komentarz. Najpierw znane, potem nowe." To tylko jedno z wielu twierdzeń do przerobienia dla odbiorcy chcącego piąć się po szczeblach stylu - pięknego stylu.

Tylko dla ludzi myślących!



poniedziałek, 12 grudnia 2016

Paradoks szympansa

Bez względu na to czy wierzymy w Teorię Ewolucji, Wielkie Wybuchy czy Boga Ojca profesor Steve Peters pisząc "Paradoks szympansa" ma całkowitą rację. Dwoista natura ludzi dzieli się na człowieka i szympansa właśnie. Stąd nasze kłopoty, pragnienia, sukcesy i porażki.

Na czym polega pomysł autora? Dowiadujemy się więc, że umysł psychologiczny tworzą trzy struktury mózgu - człowiek, szympans i komputer. Szympans to zaplecze emocjonalne. Komputer to miejsce przechowywania danych. Musisz nauczyć się zachować dystans od emocji.


Ja rozumiem to tak - każdy ma w sobie wredną małpę, która bierze górę w sytuacjach stresowych, gniewie, furii etc. Człowiek, który myśli racjonalnie jest wtedy na dalszym planie. Zamiast spokojnie i logicznie pomyśleć - na zewnątrz słychać tylko "uh, uh, uh" wykrzykiwane przez kolejnego szympansa. Dlaczego wszyscy myślą o mnie źle? Czemu nie mogę przestać się przejadać? Co sprawia, że nie umiem dochować wierności? To tylko mała część pytań, na które autor odpowiada przekonująco i jasno. Problemem jest wspomniana małpa - maszyna emocjonalna, która myśli niezależnie od nas. Nie jest ani dobra, ani zła - jest jednak przyczyną wielu problemów.

Poprzez kolejne rozdziały czytelnik zmierza od podzielonej planety, poprzez planetę prawdziwego świata aż do upragnionej krainy szczęścia. Oczywiście droga ta nie należy do łatwych ani szybkich. Powoli acz skutecznie przemieszczamy się w stronę, na której powinien być każdy z nas. Niektórzy to rozumieją i we wspomnianej krainie są, inni do końca życia będą zadręczać się lub wybuchać agresywnie mając byle jakie problemy.

Autor podsuwa ciekawe rozwiązania niektórych problemów oraz sposoby rozwoju osobowości zgodne z twierdzeniem książki, która ma sprawić, że jakość naszego duchowego (czytaj: psychologicznego) życia wzrośnie.

Czego sobie i Państwu życzę!

"Paradoks szympansa", Steve Peters, www.samosedno.com.pl



sobota, 10 grudnia 2016

Bezużyteczna.pl

Czy onaniści mają największą wyobraźnię? Dlaczego ktoś zatrudnia delfiny? I co jada na śniadanie królowa Elżbieta? Na te i inne pytania próbuje w wersji drukowanej odpowiedzieć bezużyteczna.pl.

Zajmująca się dzisiaj głównie seksem i problemami z okresem strona kiedyś przynosiła ciekawe i wart uwagi ciekawostki. Wbrew adresowi www uczniowie, którzy mieli problemy z matematyką mogli dowiedzieć się, dlaczego warto żuć gumę podczas rozwiązywania całek i pitagorasów. Idealne selfie? Tylko przed lustrem wyczyszczonym dobrą wódką. Za duży tłum w kolejce podmiejskiej? Zacznij prosić o darowizny - tłum zniknie.

Oczywiście były i porady zupełnie bezużyteczne, choć te zajmowały niewielką część strony. Osama bin Laden był fanem angielskiego klubu FC Arsenal. Jeden z amerykańskich lekomanów, by dostać morfinę rzucił się pod samochód. Niestety, nie przeżył tej próby wymuszenia leków. Lady Gaga nagrała "Just dance" w zaledwie 10 minut tworząc piosenkę, która długo nie schodziła ze światowych list przebojów.

Są też newsy o miłości. Nie tej fizycznej ale bardziej ... duchowej. Ośmiornica z trzema sercami kocha bardziej niż słoń ważący parę ton. Mężczyźni o niebieskich oczach chętnie kochaliby kobiety o równie błękitnych źrenicach. Szkoda tylko, że płeć piękna w ankietach przyznaje, że jest skłonna do romansów byleby tylko obecny partner nic o tym nie wiedział. Fakt, amerykańscy naukowcy twierdzą, że panie mają bardziej wyrahowane poczucie humoru niż ci okropni panowie.

Czy suczka Esmeralda, na której testowano silikonowe implanty jest newsem bezużytecznym? Albo uścisk dłoni, który powinien trwać 3 sekundy? Może tak - może nie. Dzisiaj jednak z bezużytecznej zrobiła się wiedza całkowicie nieprzydatna.

I tylko wspomnianej miłości żal.

Warto poczytać. Książkę.

niedziela, 27 listopada 2016

Pre-swazja w wykonaniu Cialdiniego

Chcesz sprzedać francuskie wino w osiedlowym sklepiku? Puść francuską muzykę, zaserwuj bagietki i serek. Tak w skrócie wygląda pre-swazja w wykonaniu Roberta Cialdiniego.

Kolejna książka człowieka, który jest autorytetem w dziedzinie psychologii społecznej ma zmienić sposób zachowania się czytelnika tak, by ten stał się rekinem sprzedaży czy, jak kto woli, wkroczył na drogę wilków zamiast cały czas być zalęknioną owieczką. Jaka jest rzeczywistość?

Analizując dokładnie propozycje pana Roberta i wykorzystując je podczas prac handlowych w branży materiałów dla przemysłu mogę powiedzieć, że albo autor się myli albo polski rynek potencjalnego klienta znacząco różni się od amerykańskiej wizji.

Reguła wzajemności dla wielu polskich klientów (czytaj: darmowe próbki) to powód do tego, by nie przyjść do danej hurtowni a wśród przyjaciół głosić peany na temat swojego własnego sprytu i wydymania sprzedawcy. "Frajer dał mi darmowy lakier - już do niego nie przyjdę" - to tylko lżejsze stwierdzenia uodpornionych na regułę wzajemności Polaków.

Reguła niedostępności w polskim wykonaniu działa w przypadku świeżaków z Biedronki. W wypadku, gdy brakuje składnika do produkcji (a konkurencja ma coś podobnego, choć gorszej jakości) Polak w 80 procentach wypadków idzie do konkurencji. Panie Robercie, co z wartościami? Co z jakością? Co z autorytetem sprzedawcy?

To tylko dwa przykłady z życia wzięte. Teoria znajdująca się w tej jak i innych książek Roberta Cialdiniego trafi zawsze na podatny grunt. Człowiek wykuje się, postara wykorzystać jednak wywieranie wpływu na ludzi to coś więcej niż wspominana "Pre-swazja".

Tu potrzeba cholernie dużo doświadczenia, odporności na stres i słowiańskiej swojskości. Inaczej wywieranie wpływu na ludzi pozostanie nadal pięknym acz teoretycznym stwierdzeniem.

wtorek, 22 listopada 2016

Piekło w literaturze

W religii chrześcijańskiej piekło to miejsce, w którym cierpieć będą dusze potępionych. Z drugiej strony trochę tego miłosierdzia ostatnio mamy więc tłok będzie w odchłani mniejszy?

Poniżej 5 ciekawych utworów, które traktują o piekle w różny sposób. Niekoniecznie poważny.

"Raj utracony" J. Milton - piekło jest siedzibą szatana - pusto tam bo najpierw trzeba ludzkość zmusić do popełniania zła. Diabeł jako niedoskonały handlowiec.

"Rozmowy z katem" K. Moczarski - II wojna światowa pokazuje, że piekło na ziemi to dla ludzi pestka. Jurgen Stroop kazał podpalać domy. Tych, którzy chcieli się uratować skacząc zdejmowano snajperskim strzałem.

"Co myśli Pan Cogito o piekle" Z. Herbert - artysta to człowiek wybrany, a w piekle ma, nie obrażając, jak u Pana Boga za piecem. Jedzenie, warunki - po prostu cuda wianki.

"Rok 1984" G. Orwell - śmialiśmy się z "Big brothera". Potem ktoś nago starał się przetrwać na bezludnej wyspie. W końcu są śluby par znających się 5 minut. Nadal jednak "Rok 1984" to hardcore pokazujący, że władza, która chce wiedzieć za dużo z władzą nie ma już nic wspólnego. Toż to piekło.

"Władca much" W. Golding - podobnie jak obraz wojny tak pozostawienie chłopców na bezludnej wyspie powoduje, że budzą się najgorsze instynkty człowieczej natury. Dzisiaj tak samo mamy w miejscach pracy, szkołach etc.

niedziela, 20 listopada 2016

Najlepsze książki z dreszczykiem

Choć Halloween, czy jak kto woli, Dziady dawno za nami warto pochylić się nad ciekawymi książkami, w której straszy inteligentnie i ciekawie.

1. "Sen nocy letniej" W. Szekspir - z powodu kłótni króla i królowej elfów na ziemi następują zdarzenia, o których nie śniło się filozofom. W tym wszystkim najwięcej miesza Puk - chochlik jakich mało.

2. "Dziady" A. Mickiewicz - Gustaw, Józio i Rózia czy duch złego pana to niektóre z barwnych upiorów rodem z mickiewiczowskiego umysłu. Obrzęd, który jest naszym (?) dziedzictwem robi wrażenie nawet w XXI wieku.

3. "Balladyna" J. Słowacki - utwór podobny do szekspirowskiego "Snu nocy letniej". Siły nadprzyrodzone sieją zamęt wśród ludzi niegodnych stąpać po tej ziemi.

4. "Nie-boska komedia" Z. Krasiński - po prostu szaleństwo. I szatan.

5. "Dracula" B. Stoker - klasyka gatunku, która nie nudzi się tak jak belgijski detektyw czy młodszy ojciec Brown.

6. "Wywiad z wampirem" A. Rice - prawie tak dobre, jak pozycja nr 5

7. "Opowieści niesamowite" E.A. Poe - upiory Poe to klasyka gatunku ale przede wszystkim produkcja chorych ludzkich umysłów. Z jednej strony upiory, z drugiej samodestrukcja człowieka.



Chicago Bulls. Gdyby ściany mogły mówić

Opowieść Kenta McDilla powoduje, że oglądanie NBA w Canal Plus jest stratą czasu. Nic i nikt bowiem nie przebije gościa, który był świadkiem 6 tytułów mistrzowskich drużyny z Wietrznego Miasta.

Być blisko drużyny, być oddelegowanym tylko do jednego zespołu. Podróżować z nimi, oglądać każdy trening, mecz i znów to samo. Zwycięstwa, porażki, frustracje i napięcia stają się częścią Twojego życia. Tak mają tylko najwierniejsi fani bądź Kent McDill. Człowiek miał to szczęście być częścią mistrzowskich Byków. Tych, którzy sześciokrotnie zdobywali pierścienie. Tych, w których składzie grał sam MJ wespół z Rodmanem, Pippenem i resztą ciekawej ekipy.

Kiedyś nie było twittera, facebooka i reszty mediów społecznościowych. Małe (i większe) afery nie trafiały od razu do obiegu. Autor prezentuje nam styl i przygody drużyny, o których mało słyszało się w czasach gdy NBA pokazywała (słusznie) TVP. Poczynając od Dennisa Rodmana w kasynach i nie tylko a na Jordanie i jego obsesjach kończąc.

Książka, którą każdy fan koszykówki powinien przeczytać. Dawka dodatkowej wiedzy i powrót do czasów, gdy mistrzostwo NBA to było COŚ.



Agatha Christie - Małe szare komórki

Wspominałem wielokrotnie o bezgranicznej miłości do Agathy Christie. Tej, w której kilometry nie istnieją a z największego gniota wyciągnę coś pozytywnego. Książka "Małe szare komórki" trochę tłumaczy to zauroczenie.


"Małe szare komórki. Poirot w cytatach" to ciekawy wybór wypowiedzi belgijskiego detektywa na różne tematy. W książce zebrano jego wypowiedzi pochodzące z prawie 50 powieści z jego udziałem. Niektóre są zabawne. Dla mnie kulinarne gusta Poirota i potrzeba dobrego kucharza sprawia, że widzę go po trosze komicznego.

Inne z kolei wypowiedzi są głębokie i przemyślane ale zawsze zaskakujące zwinnością i przebiegłością. Nikt w literaturze tak poetycko nie mówił o piramidach, a co dopiero o golfie - grze dla wybranych, grze elitarnej a tak podziwianej przez małego Belga.

Zebrane w książce ukazującej się nakładem wydawnictwa PUBLICAT cytaty pozwalają lepiej poznać słynnego eleganta w meloniku, a także docenić mądrość i poczucie humoru Agathy Christie, która jest matką tego niepozornego detektywa.

I jeszcze te doklejone na okładce wąsy. Majstersztyk.

Polecam.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Archeologiczne zabytki Pomorza - Piotr Kalka/Jarosław Ellwart

Czy wyobrażali sobie kiedyś Państwo przewodnik zachęcający do odwiedzenia ... grodzisk, kamiennych kręgów czy archeologicznych skansenów? Okazuje się, że Jarosław Ellwart (wydawnictwo Region) wespół z Piotrem Kalka (fundacja Pro Turris) pokazują województwo pomorskie z trochę innej strony.


Cmentarzyska w Gowinie, Piasznie czy Salinku są dla mnie - mieszkańca i częstego gościa tamtych okolic nowością. Podobnie jak tak zwane grodziska w Luzinie, Wejherowie czy Smołdzinie. Autorzy prezentują czytelnikom kilkadziesiąt miejsc z punktu widzenia archeologii ważnych dla zrozumienia rozwoju tej ziemi i jej mieszkańców. Na szacunek zasługuje dwuletnia praca Piotra Kalki i Jarosława Ellwarta połączona z zegarmistrzowską precyzją jeśli idzie o prezentację wybranych miejsc, dojazdu do nich oraz innych informacji w turystyce archeologicznej potrzebnych.

Turystyka archeologiczna? Okazuje się, że pomorskie - znane z tego, że jest znane i ma Trójmiasto - można poznać od baaaaardzo daaaaaawnej strony. Pomimo subiektywnego wyboru miejsc laik, który nie rozróżnia paleontologa od archeologa może zanurzyć się w świat kurhanów i innych stanowisk.

Na szczęście mamy również dokładne opisy klasycznych skansenów (Owidz, Rzucewo, Sopot) oraz muzeów (m.in. Chojnice, Lębork, Gdańsk) prezentujących skarby znalezione przez archeologów.

Ciekawostki (wyróżnione na żółto) oraz bogaty materiał zdjęciowy wieńczą dzieło.

I choć sama książka nie sprawi, że korki na Hel znikną to niesprzyjająca pogoda będzie okazją do poznania pomorskiej krainy na nowo.



Beksińscy. Portret podwójny

Małgorzata Grzebałkowska w całej tej dyskusji na temat Beksińskich (jeszcze zanim film wszedł na ekrany) w swoim "Portrecie podwójnym" napisała to, o czym badacze, historycy i najbliższa rodzina malarza zapomnieli - o miłości.

Tomasz i Zdzisław - charaktery ścierające się i wydaje się - niedochodzące do porozumienia przez całe życie. Syn wspominał, że gdyby był ostrzej wychowywany przez ojca to miałby w życiu łatwiej. Ten odpowiadał, że sam dostał "angielskie" wychowanie i chciał dla niego dobrze. Czy aby na pewno?

Dwie niesamowite indywidualności Grzebałkowska pokazuje w książce, która - jak napisałem - jest opowieścią o miłości, poematem o relacjach. Może zabrakło czasu, sił i chęci, by naprawdę powiedzieć, co kto czuje i jest dla niego ważne. Nie chodzi tu o fascynację śmiercią czy twórcze wzloty i upadki. W życiu chodzi przecież o to, by starać się żyć - szczęśliwie, pełną gębą. Im się to nie udało i to jest najsmutniejsze.

Pozostaje samotność. Po śmierci żony i syna Beksiński mierzył się z tym problemem. Budował ścianki, schowki w mieszkaniu zarazem stając się coraz bardziej nieprzystępny. I to jest tragedia człowieka - wydawałoby się - szczęśliwego. Sława, pieniądze, uznanie...

Grzebałkowska trafia w punkt!

Warto.


#czytamzwoblink


Czytajcie także to.