Tomasz Albecki - www.albecki.biz

Blog o literaturze, pisaniu i sportowej pasji.

niedziela, 15 stycznia 2017

Lego Star Wars. Przygody Hana Solo

1/15/2017
Jajko mądrzejsze od kury? Okazuje się, że to możliwe. Synowie w znajomości "Gwiezdnych wojen" przebijają mnie o głowę także dzięki takim książkom jak "Lego Star Wars. Przygody Hana Solo".

W pełnej humoru opowieści razem z dzieciakami poznajemy kulisy przyłączenia się Hana Solo - przemytnika i niezbyt ciekawego gościa do Rebelii. Dlaczego postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie i czy przyczyną tego była miłość od pierwszego wejrzenia? Uczucie do najpiękniejszej kobiety w całej galaktyce? To tylko niektóre z wątków, jakie znajdziemy w "Przygodach Hana Solo".

Galaktyczny przemytnik Han Solo robi wszystko, żeby unikać problemów, ale i tak co chwila wpada w tarapaty. W jednej z opowieści zapodział gdzieś swojego ukochanego Sokoła Millennium. Tylko dzięki trzeźwości umysłu Wookiego, który dzielnie stoi na stanowisku pierwszego oficera Sokoła Millenium udało się uchronić maszynę przed przejęciem przez złego Jabbę.

Ilustracje zgodne ze stylem Lego Star Wars wieńczą interesującą książkę wprowadzającą w świat fanów Gwiezdnych Wojen. Czytając wszystkie części tej sagi istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż wychowamy fana kupującego nowy strój Szturmowca czy Dartha Vadera.

Przeczytaj tę książkę – dowiesz się o wielu ważnych dla Galaktyki przygodach! Niech moc będzie z Tobą.

Lego ninjago - encyklopedia postaci

1/15/2017
Lego Ninjago bije rekordy popularności wśród kolegów i koleżanek syna w przedszkolu. Także starsi - czy to w podstawówce, likwidowanym gimnazjum czy na studiach odkryli nową jakość w serii, która łączy legendę ninja z wyobraźnią pracowników LEGO.

Co to w ogóle Ninjago? Dawno, dawno temu pierwszy mistrz Spinjitzu stworzył wyspę Ninjago za pomocą czterech złotych broni. Dwójce synów - Senseiowi Wu i Garmadonowi zdradził potężną tajemnicę dotyczącą energii rzeczonych broni. Energii, która jest nie do opanowania przez jedną osobę.

Garmadon zszedł na drogę zła i chciał sam władać tymi broniami. Wu pokonał go i zepchnął do podziemi. Sam zaś bronie skrył w czterech różnych miejscach wyspy. W międzyczasie znalazł grupę chłopaków, którzy idealnie nadawali się do bycia ninja i sprawowania opieki nad tym pięknym miejscem. Niestety, siły zła nadal chcą przejąć symbole wielkiej energii. Na tym opierają się wszystkie przygody młodych wojowników, którzy poznają niesamowite sztuki walki - na przykład spinjitzu. To pradawna siła pozwalająca stać się tornadem energii. Podobnie jak airjitzu, ale to już inna bajka.

Wróćmy do książki. Ta encyklopedia to kompleksowa książka dotycząca wszystkich figurek i zestawów Lego Ninjago, jakie kiedykolwiek zostały wyprodukowane. Każdy powinien wiedzieć, czym różni się Chopov (szkielet ziemi) od Bonezai (szkieletu lodu). Dlaczego Pożeracz Światów jest taki zły i czemu Ultrasmok ma cztery głowy. Kim jest Samuraj X i dlaczego ninja tak ją pokochali? Podzielona na siedem rozdziałów jest także kroniką samego serialu, który jeszcze bardziej promował ideę Ninjago. Wężony, Nindroidy, Mroczny Władca czy Piraci to tylko niektóre z części książki pozwalające poznać tajemnice Ninjago dzieciom i ... ich rodzicom. Dzięki temu nie będzie uż tajemnicą, dlaczego twoja pociecha lubi Tytanowego Zaina bardziej niż P.I.X.A.L.

Jest też gratka dla prawdziwych fanów Lego. Pełna lista zestawów LEGO NINJAGO to skarb, który powinien posiadać każdy fan tej serii. Nie wszystkie zestawy były sprzedawane w Polsce - to nie stanowi jednak problemu, by zacząć je kolekcjonować. Niestety - niektóre ceny są nie do przeskoczenia.

Wisienką na torcie są wywiady z twórcami Lego - Simonem Lucasem oraz Nicolaasem Vasem.

Figurka dołączona do książki wieńczy dzieło. Warto!

wtorek, 10 stycznia 2017

Black Red White - meble, które warto kupić

1/10/2017
Jak możemy przeczytać w informacjach branżowych, Black Red White to największa polska grupa meblarska, producent i dystrybutor mebli oraz artykułów wyposażenia wnętrz z 20% udziałem w rynku pod względem wartości sprzedaży. Dlaczego w dobie mocnej konkurencji meblarskiej właśnie meble z Białegostoku są najchętniej kupowanymi w Polsce?


Black Red White wygrywa przede wszystkim ilością i jakością wzorów. Żadna inna firma meblarska w Polsce nie może równać się z ofertą, jaką przedstawia nam firma z Biłgoraja. Pokój dzienny, jadalnię, kuchnię czy też biuro i gabinet możemy umeblować dzięki jednej firmie w dość krótkim czasie oczekiwania na meble. Klienci mogą skorzystać z gotowych pomysłów na umeblowanie lub wykazać się kreatywnością w urządzaniu pomieszczenia, dobierając odpowiednie do potrzeb modele – ich ilość i sposób ustawienia. Sklepy oferują także szereg dodatków, pomagających urządzić meblowane pomieszczenie w sposób funkcjonalny, gustowny a także zgodny z obowiązującymi trendami.

Dla wielu osób zaletą jest fakt, iż meble Black Red White dostajemy w elementach. Stwarza to możliwość bezpiecznego i wygodnego transportu na miejsce. Przejrzysta instrukcja pozwala kupującym na szybkie złożenie mebli.

W przypadku Black Red White ważna jest również konsekwentnie budowana sieć sprzedaży zapewniająca dotarcie do klienta w każdym zakątku kraju. Jak informuje nas przedstawiciel handlowy, Black Red White dysponuje znakomicie zaplanowaną i zorganizowaną siecią około 2 300 punktów sprzedaży, z czego ponad połowa to salony znajdujące się poza granicami kraju. Krajowa sprzedaż detaliczna mebli i artykułów wyposażenia wnętrz Black Red White jest prowadzona i rozwijana - poza punktami partnerskimi - za pośrednictwem sieci salonów własnych zlokalizowanych na terenie całej Polski. Na stronie internetowej czytamy, że aktualnie liczy ona 52 salony, w tym 11 salonów wielkopowierzchniowych we Wrocławiu, Krakowie, Lublinie, Zabrzu, Będzinie, Chorzowie, Łodzi, Bydgoszczy, Poznaniu, Warszawie i Gdańsku.

Black Red White to także ekologia. - Wszystkie meble znajdujące się w ofercie Black Red White posiadają wymagane atesty wytrzymałościowe i spełniają normy obowiązujące w Unii Europejskiej. Ponadto, fabryka w Biłgoraju dysponuje własną elektrociepłownią produkującą energię skojarzoną z biomasy, która posiada certyfikat producenta zielonej energii. Dzięki temu zakład produkcyjny jest częściowo samowystarczalny, a nadwyżki energetyczne są sprzedawane podmiotom zewnętrznym – zapewniają przedstawiciele firmy.

Jak więc tu nie zdecydować się na meble, które pewnie już stoją w salonie gościnnym sąsiada?

niedziela, 8 stycznia 2017

Wystąpienia motywacyjne? A po co?

1/08/2017
Oglądając jakość polskiej polityki i jakość, jaką serwują nam media w ogóle miło czasem pogrzebać w historii swojej zawodowej kariery i znaleźć przemówienia pisane na zamówienie. Mowy, które sprawiają, że człowiek odnajduje sens pisania i radość z posiadania dwójki dzieci.


Drogie Dzieci, witam Was w tym szczególnym dla Was dniu!


Kochani rodzice, Was także pragnę serdecznie powitać na dzisiejszej uroczystości. I od razu proszę – przymrużcie oczy na działania Waszych latorośli – niech korzystają z atrakcji dla nich przygotowanych.


Dzieciństwo to najbardziej beztroski okres w życiu człowieka. Choć pogoda ostatnimi czasy nas nie rozpieszcza, to w sercu mamy letnią siłę i radość. Dlatego też trudno określić jednoznacznie granicę wieku, za którą dziecko staje się osobą dorosłą. Różne nauki dają różne odpowiedzi na to pytanie. Myślę jednak, że podstawową refleksją powinna być odpowiedź na zagadnienie: „Ile dziecka pozostaje w nas przez całe życie?” Jak odnaleźć w sobie te cechy, które w dzieciństwie pozwalały nam na beztroski stosunek do świata i innych ludzi? Jak odnaleźć cechy, które pozwalały nam śmiać się tylko dlatego, że ktoś inny właśnie wybucha śmiechem?


Życie dorosłych jest o wiele bardziej skomplikowane. Niejednokrotnie przychodzi nam zmagać się z rozczarowaniami wynikającymi ze spotkania z niewłaściwymi ludźmi. Dziecko nie jest przygotowane na takie doświadczenia – jest bezbronne. Nie wie, co to kłamstwo, ironia, drwina, złość. Oczywiście w miarę dorastania doświadczamy także nieprzyjemnych sytuacji, które stanowią nauczkę na przyszłość – w ten sposób dziecko uczy się tego, co jest dobre, a co złe, co należy robić, a czego lepiej zaniechać.


Duża w tym rola rodziców i opiekunów, którzy muszą pomagać najmłodszym w wybieraniu odpowiedniej drogi. Sam jestem ojcem czworga dzieci i wiem, że w wychowaniu trzeba pamiętać, byście pozwolili swemu sercu na decydowanie, gdyż czasem tylko miłość potrafi rozwiązać problemy, z którymi rozum nie może sobie poradzić. Warto też zapamiętać, by nie odbierać dzieciom ich naturalnych cech, jak intuicja, fantazja, bezinteresowność, wrażliwość na piękno, osądzanie świata sercem, zdolność do wielkich uczuć. Rodzice są pierwszymi najważniejszymi nauczycielami dzieci, ale powinni mieć też w sobie pokorę i pamiętać wzorem francuskiego pisarza Antoine de Saint-Exuperego, że: „Jedynie dzieci wiedzą naprawdę, czego szukają”.


Kochane dzieci – cieszcie się jak najdłużej słodkim smakiem dzieciństwa, poznawajcie i odkrywajcie piękno świata i ludzi, zapamiętujcie wrażenia. Życzę Wam, by Wasze życie było jak najbogatsze w doświadczenia, przygody, wydarzenia, z których będziecie czerpać i piękne wspomnienia, i naukę na przyszłość.

Wspaniałej zabawy!

sobota, 7 stycznia 2017

Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

1/07/2017
W pięciomilionowej Norwegii ponad 100 tysięcy imigrantów z Polski to sporo. Jadą za lepszym życiem, pracą spełniającą ich oczekiwania i rozbudowanym socjalem. Czasem jednak wspierając się na przeróżnych forach internetowych ich strach wzbudza jedno słowo - Barnevernet. Według wielu to instytucja gorsza niż rządy Petru, Kaczyńskiego i Tuska polanego Komorowskim.


Według naszych rodaków ta instytucja zabiera dzieci, rozdziela rodziny, zastrasza i inwigiluje gorzej niż niektóre służby w czasach okupacji. Nikt nie może czuć się bezpieczny. Uderzysz dziecko lekko w pupę? Jeśli twoja latorośl powie to w szkole masz murowane kłopoty. Według prawdziwych Polaków mieszkających w Norwegii Barnevernet podburza dzieci i nakłania do składania fałszywych zeznań - byleby rodzice mieli problemy. Może na ciebie donieść nawet starsza sąsiadka czy wkurzający sąsiad - Norwegia to przecież kraj, w którym niszczyć ludzi łatwiej niż dorobić się majątku.

Tu pojawia się książka Marcina Czarneckiego. Nieskażony opiniami, jakie pojawiają się w polskich mediach bada temat, w którym stykają się dwa różne światy. Polscy i nie tylko imigranci nie rozumieją powodów i mentalności Norwegów więc bronią się przed tym i starają walczyć z czymś, co tam jest normą. Przestrzeganie i postrzeganie prawa jest tam drastycznie różne niż nasze. Dlatego właśnie Krzysztof Rutkowski nie jest tam mile widziany a Breivik wygrywa kolejne procesy pokazujące, że w więzieniu są łamane jego podstawowe prawa.

Z drugiej strony autor zauważa, że w Norwegii toczy się dyskusja o nadużywaniu kompetencji przez instytucje. Czy trzeba je reformować? Czy należy je (np. Barnevernet) zmienić? Pozostaje to wewnętrzną sprawą mroźnego kraju z północy. Tymczasem - miłego czytania.


sobota, 31 grudnia 2016

Co wiesz o Stephenie Kingu? - 20 prostych pytań

12/31/2016
Pytania w sam raz na zbliżający się karnawał. Zabawa dla tych lepszego sortu :)


1. Gdzie urodził się Stephen King?
2. Kiedy obchodzi urodziny Stephen King?
3. Który bohater opowieści Stephena Kinga obchodzi urodziny tego samego dnia co autor "Carrie"?
4. Jak mieli na imię rodzice Stephena Kinga?
5. Gdzie Stephen King chodził do szkoły?
6. Jak nazywała się pierwsza gazetka Stephena Kinga?
7. Jak ma na imię żona Stephena Kinga?
8. Ile dzieci ma Stephen King (oficjalnie)?
9. Jaki tytuł nosi pierwsza krótka historia Stephena Kinga, która była sprzedawana?
10. Gdzie Stephen King chodził do college?
11. Jaki tytuł nosi pierwsza książka Stephena Kinga?
12. Wymień przynajmniej 6 filmów, w których Stephen King pojawia się jako aktor?
13. Na okładce jakiego magazynu pojawił się Stephen King w 1986 roku?
14. Wymień dwa tytuły książek wchodzących w skład "Mrocznej wieży"?
15. Jaka drużyna baseballa jest ulubioną drużyną Stephena Kinga?
16. Trzy główne nurty natchnienia dla Stephena Kinga?
17. Jak nazywała się szalona pielęgniarka z powieści "Misery"?
18. Jak nazywał się pisarz porwany przez pielęgniarkę w powieści "Misery"?
19. Czy Stephen King napisał kiedykolwiek opowieść dla dzieci? Jeśli tak - podaj tytuł?
20. W jakich górach odbywa się akcja "Lśnienia" Kinga?


Odpowiedzi pod postem ukażą się 1 stycznia.

Slow life według ojca Leona

12/31/2016
Czy istnieje idealny przepis na życie? Taki, w którym szczypta uśmiechu, odrobina spokoju i garść dobrych relacji sprawia, że całe to bytowanie człowieka na ziemi daje nieustające szczęście? Ojciec Leon Knabit w "Slow life" stara się pokazać wraz ze swoimi rozmówcami istotę współczesnego życia - życia w myśl zasady "slow life".

Na pierwszy ogień trafił Marcin Prokop. W ciekawej rozmowie wyjaśnia, dlaczego został dziennikarzem choć z wykształcenia jest bankowcem. Co sprawiło, że zaryzykował i ... rzucił w miarę spokojną pracę? Z ojcem Leonem dyskutują na temat wiary, nadziei i miłości oraz ... młodości, która powinna dawać coś z siebie i zostawiać ślad na tej ziemi. Nie ciągłe narzekanie i bunt na współczesny porządek a kreatywne działanie. Budująca jest postawa prowadzącego "Mam talent", który trafnie ocenia to, co nazywamy sławą, byciem celebrytą. Pokazując drugą stronę medalu udaje się mnie przekonać o pewnej ulotności rzeczy pozornie pięknych a stawianiu na sprawy wyższe - duchowe.

Ujmuje opowieść Anny Dymnej, która przez swoją fundację i działania poznała ludzi chorych, odrzuconych i chcących z życiem skończyć. Dlaczego więc nagle - pomimo ułomności - chcą walczyć o bycie, o siebie? Czy to magia znanej aktorki, na widok której wszyscy otwierają kieszenie i chcą realizować jej marzenia? A może taki cud sprawia wyciągnięta dłoń, zainteresowanie, którego wcześniej nie doświadczyli od drugiego człowieka? Zgadzam się z opinią, że dzisiejsze zagubienie młodych wynika z braku zainteresowania, zaburzenia pewnych wartości na rzecz opisanych już wcześniej przez Marcina Prokopa rzeczy pozornie pięknych. Czy więc pozostają tylko depresje i psychoterapie? Ojciec Leon wraz z Anną Dymną wspólnie przedstawiają ciekawą i spójną wizję działań, które pomagają odnaleźć się we współczesnym świecie.

Także pozostali rozmówcy - Cezik i Krzysztof Skórzyński - prezentują ciekawe pomysły na "slow life". Wśród nich wszystkich ojciec Leon Knabit, który spokojne życie połączone z ascezą wykorzystuje do ewangelizacji przez media niemające nic wspólnego z dobrem, jakością i pozytywnymi wartościami. Życie mnisze nie przeszkadza mu swobodnie odnajdywać się w świecie mediów: poprowadzić telewizyjny talk-show, wygrać konkurs na blog roku, a nawet zostać twarzą kampanii reklamowej.

Jedna z lepszych książek ojca Leona w ostatnim czasie. Dobrze, że nadal mamy od kogo słuchać prostych prawd, które nie pozwolą nam zwariować.


Slow life według ojca Leona, ojciec Leon Knabit, ZNAK, 2016.

czwartek, 29 grudnia 2016

"Drobna zmiana" według Marcina Świetlickiego

12/29/2016
Czy o Ministrze Kultury można tworzyć dobrą poezję? Marcin Świetlicki w tomiku "Drobna zmiana" (wydawnictwo A5) udowadnia, że można a nawet trzeba.

Kilkadziesiąt mgnień poetyckich pokazuje, że Świetlicki dobrej zmiany nie popiera. Nie lubi, krztusi się ze śmiechu i czasem denerwuje. "Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego" czy "Gowin sam w domu" świadczą o tym wyraźnie. Nie obrażają, nie szkalują, nie wywołują fali hejtu i nienawiści - próbują (skutecznie) prezentować błędy i potknięcia obecnej ekipy.

Zostawiam poglądy polityczne autora na rzecz dobrej poezji. Wróć - bardzo dobrej poezji. Tej, w której miłość łączy się z cierpieniem. W której piękne kobiety odrzucają mało przystojnych mężczyzn, a papieros jest lekiem na całe zło. Poezji, która zmusza do refleksji i każe zastanawiać się nad nieuchronnie przemijającym czasem.

"Spisywać sny, jaka żenada!" - pisze Świetlicki. Ma rację, bo rzeczywistość, która dała mu materii do stworzenia "Drobnej zmiany" jest o niebo lepsza od tego, co może wyskrobać poetycki umysł. "Sto procent czystej krwi" i "Schodzi się tylko w dół" - to kolejne wersy, które interpretuję na wiele sposobów. Słowa pozwalające zająć się tym, co nazywamy ojczyzną.

Mocna "Drobna zmiana". Jak kawa i papierosy. Jak Świetlicki, który nie mógł napisać tego lepiej.

środa, 28 grudnia 2016

Florystka - Katarzyna Bonda

12/28/2016
Hubert Meyer ze "Sprawy Niny Frank" był grzecznym chłopcem ze świetlaną przyszłością. Co więc sprawiło, że we "Florystce" sukcesy profilera nikną w gąszczu dziwnych i smutnych okoliczności.

Okazuje się, że mój (na razie) ulubiony policyjny psycholog porzucił pracę w policji. Czemu? Okazuje się, że Meyer popełniając jeden błąd zaprzepaścił szansę na pomyślne zakończenie śledztwa.

Powróćmy jednak do "Florystki" - Meyer siedzi w domku rodziców patrząc jak rosnące długi i niepłacone alimenty niszczą jego umiejętności i chęć do życia. Na szczęście policja potrzebuje takiego fachowca w zagadkowej sprawie zaginięcia 9-latki.

Meyer wkracza do akcji współpracując z osobą, której nie darzy sympatią. Badając poszczególne wątki sprawy odkrywa, że tajemnicze zniknięcie dziewczynki może być związane ze śmiercią 11-letniego Amadeusza i jego matką, która w mieście jest znana ze swoich florystycznych umiejętności. Choć kiedy na grobie jej syna znaleziono zwłoki policja od razu kieruje podejrzenia na "nawiedzoną" florystkę.

Katarzyna Bonda tym razem prowadzi czytelnika przez opowieść, która wydaje się nie mieć końca. Meyer nie błyszczy już jak w poprzednich książkach a i sprawa wykracza daleko poza ludzkie pojmowanie rzeczywistości. Wszystko za sprawą uduchowionej florystki i nie do końca uczciwych policjantów.

Kto więc zabił? Przeczytacie we "Florystce".

Tylko martwi nie kłamią - Katarzyna Bonda

12/28/2016
Odkrywania Katarzyny Bondy ciąg dalszy. Po ciekawej Ninie Frank zająłem się tytułowym problemem - czy martwi mogą do nas mówić i nie kłamać?

W "Tylko martwi nie kłamią" mamy do czynienia z morderstwem śmieciowego barona z trudną przeszłością. Uzależniony od seksu trafia na terapię, która sprawia, że jego życie staje się jeszcze bardziej zagmatwane i niezrozumiałe. Romanse, zdrady i podejrzane interesy tworzą siatkę powiązań, z której trudno wyplątać się wszystkim zainteresowanym.

Dlaczego ginie główny bohater? W sprawę zaangażowany zostaje Hubert Meyer - profiler, który sprawę Niny Frank oraz swoje małżeństwo rozwiązał błyskawicznie. Z wrodzonym sobie talentem pokazuje wszystkim jak prowadzi śledztwo psycholog. A trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawe. Przede wszystkim zadaje kłam opinii, że machina urzędnicza rządzi wszystkim i przeszkadza ludziom rozwiązywać problemy od razu. Przeciętnemu policjantowi trudno się poruszać poza zasadami - Meyer działa skutecznie i to mi się naprawdę podoba.

Bonda umie pociągać za sznurki prezentując czytelnikowi ciekawy obraz polskiej policji oraz polskiego kryminału. Nie ma tu Vegi i totalnego zezwierzęcenia. Pomimo, że trup sieje się gęsto człowiek skupia się na magiku, który psychologię łączy z innymi umiejętnościami sprawiając, że martwi mają głos i ... czasem kłamią.

Ktoś napisał, że możnaby zekranizować opowieści pięknej i niegłupiej blondynki. Czemu nie? Tymczasem warto przekonać się, że dobry kryminał to nie tylko siejący się gęsto trup ale dobry pomysł i wykonanie. Tak jest w przypadku "Tylko martwi nie kłamią".

Sprawa Niny Frank - Katarzyna Bonda

12/28/2016
W życiu jest czasem tak, że człowiekowi nie chce się kłócić więc zrobić coś dla innych. Żona zachwycona Bondą wciągnęła mnie w świat Huberta Meyera - psychologa śledczego, który przywraca wiarę w dobrą zbrodnię.

"Sprawa Niny Frank" jest bodajże pierwszą historią z całej serii opowieści o przystojnym pracowniku polskiej policji. Meyer zwany profilerem jest połączeniem Krzysztofa Rutkowskiego i wróżbity Macieja. Usiłując tchąć trochę życia w polską policję musi mierzyć się z przełożonymi, trudnym prawem i konfliktem z żoną.

Tytułowa Nina Frank, zostaje znaleziona martwa w swoim dworku w przygranicznej miejscowości Mielnik nad Bugiem. Ofiara jest celebrytką - znaną z tego, że jest znaną z roli zakonnicy Joanny. Niestety, życie prywatne to połączenie nałogów, kochanków i pokrętnej drogi na szczyt.

Bonda bezpardonowo przebija się przez polską policyjną rzeczywistość prezentując nam nieszablonowy, wielowątkowy kryminał z zaskakującym finałem. Wydaje mi się, że autorka spełnia oczekiwania wymagającego polskiego czytelnika jeśli idzie o dobry kryminał. Ile czasu można żywić się importem doskonałej, skandynawskiej literatury? Okazuje się, że oprócz podstawowej historii Bonda stara się (choć wychodzi to jako tako) pisać o sprawach ważnych dla człowieka. O braku miłości, ulotności współczesnego stylu życia i kryzysie wiary we wszystko - oprócz szklanego ekranu. A i to koniec końców okazało się złudne.

Szkoda, że odkryłem ją dopiero teraz. Czas nadrabiać zaległości czego i Państwu życzę na nowy 2017 rok.

niedziela, 25 grudnia 2016

Maximum overdrive - nieudana opowieść Stephena Kinga

12/25/2016
Wielu badaczy oraz fanów zaznacza, że po wyreżyserowaniu Maksymalnego przyśpieszenia King stracił całkowicie zapał do reżyserowania. A przecież to filmowa adaptacja własnego opowiadania Ciężarówki z tomu Nocna zmiana.

W opowiadaniu mamy do czynienia z pojazdami, które za pomocą alfabetu Morse'a domagają się od ludzi paliwa. Pozornie nieciekawa historia zostaje rozbudowana w filmie. Mamy kometę, która ożywia wszelakie mechaniczne urządzenia. Wszystkie one buntują się przeciwko człowiekowi sprawiając, że niemożliwe jest życie, które znamy. Nawet sam reżyser i scenarzysta, który pojawia się w filmie jako aktor zostaje zaatakowany przez rozwścieczony bankomat.

Maszyny nie działają pod wpływem chwili. Mają określone struktury pozwalające im przetrwać. Ich przywódcą jest ogromna ciężarówka z wymalowanym na kabinie ogromnym i przerażającym pajacem. Terroryzują ludzi i przejmują kontrolę nad światem.

Dość infantylne zakończenie oraz wprowadzanie skomplikowanej fabuły, która niszczy dobry pomysł – to niektóre z zarzutów, z jakimi spotkał się King po premierze filmu. Dodatkowo nie ratuje go nawet muzyka AC/DC. Nie dziwi więc negatywna postawa autora Carrie do reżyserowania. Dodam, że w 1997 roku już bez żadnego udziału Kinga powstała ekranizacja opowiadania według Chrisa Thomsona.

Sklepik z marzeniami - Stephen King

12/25/2016
Święta (i nie tylko) dają niepowtarzalną możliwość, by delektować się klasyką literatury. W Polsce Empik działa zgodnie z hasłem - im bliżej świąt, tym starsze książki w sprzedaży. Dzisiaj więc rzecz o "Sklepiku z marzeniami".

Dlaczego właśnie ta książka? Lubię ją, bo jest częścią świata Stephena Kinga. Świata, w którym centralne miejsce zajmuje Castle Rock - miejscowość podobna do mojego rodzinnego Wejherowa. To właśnie tam grasował zły pies ("Cujo") oraz wydarzały się tajemnicze rzeczy ("Strefa śmierci"). Powtarzają się bohaterowie, motywy i zwroty. Rzecz najważniejsza - pokazuje, jak słaba jest ludzka natura w obliczu najgorszego zła.

Kiedy nikomu nieznany Leland Gaunt otwiera tytułowy sklepik początkowo ludzie mają obawy. Jednak kiedy mroczny właściciel zaczyna spełniać ich marzenia - do nowego kościoła zaczynają przychodzić tłumy. W zamian za pamiątkę związaną z baseballem bohaterowie mają płatać coraz gorsze figle przyjaciołom. Napięcie zaczyna rosnąć - podobnie jak liczba straszniejszych czynów mieszkańców. Kim jest tajemniczy przybysz i dlaczego zamierza zniszczyć miasto?


Stephen King w "Sklepiku z marzeniami" pokazuje, że oprócz pisania dla pieniędzy umie w swojej twórczości zastanawiać się nad wątłą kondycją człowieka, który w różnych okolicznościach zachowuje się różnie. Poziom odczłowieczenia i zostawienia wartości dla chwilowych uciech jest niestety odwrotnie proporcjonalny do czynów godnych naśladowania.

Warto przeczytać.

sobota, 24 grudnia 2016

Hygge - klucz do szczęścia?

12/24/2016
Według amerykańskich naukowców Duńczycy to najszczęśliwsza nacja świata. Dlaczego? Bo "Hygge" - słówko, które robi furorę także w Polsce. Czy u nas się przyjmie? Czy może jesteśmy skazani na szczęście od dawna?


Według autorki wszyscy "hygge" czujemy. Czy to podczas leżenia na kanapie w ulubione pozycji czy w trakcie lektury dobrej książki. To moment w trakcie przygotowywania posiłków (może być owsianka lub coś bardziej wykwintnego) albo też podczas spotkań rodzinno-sąsiedzkich.

Niestety - pomimo wielu prób - mi nie udało się uchwycić "prostego" duńskiego przepisu na szczęśliwe chwile (wyjątek - picie sznapsa). Duńczycy mają - czego autorka nie pomija - najlepszy socjal w Europie. Państwo opiekuńcze powoduje, że ludzie mogą skupić się na wyższych celach niż zaspokajanie podstawowych potrzeb. Więc tworzą i odnajdują "hygge" wszędzie tam, gdzie się znajdują. W ogóle to ciekawy naród, bo nie widać u nich oznak polskiego narzekania czy ciągłego dążenia do konfliktu. U Duńczyków wigilia wygląda pewnie tak, jak każdy z pozostałych dni w roku. Szczęśliwie, uroczyście i pięknie - po prostu pięknie.

Z drugiej jednak strony myślę, że gdybyśmy się postarali - jako Polaki niecebulaki - to nie potrzebne byłoby nam żadne obce "hygge". Nikt nie musiałby spędzać wigilii w Sejmie, żaden kot nie wzbudzałby tyle nienawiści co jego właściciel, a wszyscy zarabialiby godnie i dużo - zupełnie jak opisuje to Michał Szafrański. Nawet długie kolejki i zakupoholizm przedświąteczny, w którym zapomina się o pewnym chrześcijańskim proroku nie wyprowadzałby nas z równowagi. Po prostu "spoko luz".

Czego sobie i Państwu życzę.

Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Tourell Soderberg Marie. Wydawnictwo Insignis

piątek, 23 grudnia 2016

Sztorm stulecia - Stephen King

12/23/2016
Stephen King jako scenarzysta jest porównywalnie tak samo płodny jak autor książek. Wyprodukowany przez telewizję ABC doczekał się również wersji papierowej wydanej przez Pocket Books (w Polsce wydało go wydawnictwo Prószyński i s-ka).


Powieść "Sztorm stulecia" chodziła za nim dłużej niż inne opowieści. Także jej wyrazistość oraz szczegóły powstania są mroczniejsze niż inne: Zazwyczaj – powiedzmy trzy czy cztery razy na pięć – wiem, w jakiej sytuacji przyszedł mi do głowy pomysł na opowieść; wiem, jaki splot wydarzeń (zwykle prozaicznych) dał historii początek (…) Czasem jednak nie potrafię sobie przypomnieć, co doprowadziło do powstania konkretnej powieści lub opowiadania (…) początkiem „Sztormu stulecia” była scena więzienna: mężczyzna, tym razem biały, siedzi na pryczy, opierając o nią pięty i trzymając ręce na podciągniętych kolanach – i patrzy przed siebie bez zmrużenia powiek. Nie był to łagodny i dobry człowiek, jakim okazał się John Coffey w „Zielonej mili”, lecz wyjątkowo zły. Może nawet w ogóle nie był człowiekiem.Ilekroć wracałem do niego myślą – jadąc samochodem, siedząc u okulisty i czekając, aż wpuści mi krople do oczu, albo, co gorsza, leżąc w łóżku przy zgaszonym świetle – wydawał mi się jeszcze straszniejszy. Wciąż po prostu siedział bez ruchu na pryczy, ale był straszniejszy. Wydawał się mniej człowiekiem, a bardziej... tym, kim był naprawdę...

Opowieść o małej społeczności, wspólnoty, która staje przed dużym wyzwaniem jest znakiem rozpoznawczym prozy pisarza z Nowej Anglii. Zastanawia się King pisząc we wstępie – Czy słowo „wspólnota” zawsze brzmi pokrzepiająco, czy czasem potrafi zmrozić krew w żyłach? Właśnie wtedy wyobrażałem sobie żonę Mike'a Andersona, która przytula męża, szepcząc równocześnie do ucha: „Spraw, żeby [Linoge] miał wypadek”. Ciarki mnie przeszły! Wiedziałem już, że muszę przynajmniej spróbować spisać tę opowieść.

Pomysł na mini – serial wydał się pisarzowi tak dobry, że uruchomił swoje znajomości. Historia była za długa na film kinowy, lecz sądziłem, że mam na to sposób. Pamiętałem, jak wspaniale układała mi się współpraca z ABC, której dostarczyłem materiał (a czasem gotowe scenariusze) do kilku tak zwanych miniseriali cieszących się całkiem niezłą oglądalnością. Skontaktowałem się z Markiem Carlinerem (producentem nowej wersji „Lśnienia”) i Maurą Dunbar (która od początku lat 90. jest moim konsultantem do spraw artystycznych w ABC). Zapytałem obojga, czy zamiast adaptacją istniejącej książki byliby zainteresowani powieścią stworzoną wyłącznie dla telewizji. Przytaknęli niemal bez namysły, a gdy skończyłem trzy dwugodzinne scenariusze zamieszczone w tym tomie, bez żadnych ingerencji w treść bez wahań i kaprysów producentów, wszedł w fazę produkcji i realizacji.

Co więc zobaczyć możemy na ekranie? Nad małą wysepką w stanie Maine zwaną Little Tall (pojawia się ona także w Dolores Clairborne) przechodzi burza śnieżna. Ludzie, odcięci od świata muszą stawić czoła swoim lękom, a także tajemniczemu przybyszowi, który każe nazywać siebie Linoge.

Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, dochodzi do okrutnych zbrodni. Ludzie, coraz bardziej przerażeni i zniewoleni poznają oblicze zła, którego wcieleniem jest zagadkowy przybysz. Okazuje się, że po przestawieniu liter w jego imieniu powstaje przerażające słowo Legion, oznaczające demona. Zły duch, a właściwie jego zmaterializowana postać, odejdzie tylko wtedy, kiedy otrzyma to czego pragnie. A chce dziecka – jednego, którego pragnie wychować na swojego następcę.

Zarówno krajobraz, który widzimy jak i miasteczko od razu każą nam mniemać, że będzie się działo coś strasznego. To zupełnie tak, jakbyśmy czytali H. P. Lovecrafta, który w swoim opowiadaniu tak przedstawia jedno z miast: Na widok nieskończenie długich ulic, świecących obłędną pustką i śmiercią i na myśl o ciągnących się bezkreśnie, spowitych mrokiem mieszkaniach, które wypełniały pajęczyny i wspomnienia, którymi zawładnęło teraz robactwo, ogarniał człowieka lęk i odraza, i chyba nawet najwymyślniejsza filozofia nie byłaby w stanie im się oprzeć.

Wydaje mi się, że w Little Tal mamy również od początku lęk i odrazę. Lęk przed ujawnieniem grzesznych spraw trawiących mieszkańców miasteczka. Narkotyki, zdrady, oszustwa – to tylko niektóre z uczuć, jakie wychodzą na jaw przez działanie Legiona. Ten z postaci, którą znamy z Ewangelii św. Łukasza (A Jezus zapytał go: Jak ci na imię? On odpowiedział: Legion, bo wiele złych duchów weszło w niego.) zmienia się w sędziego, który każe na złe czyny.

Postać ta w sztuce nie została przecież wprowadzona przez Stephena Kinga. Wymienić należy tu film Egzorcyzmy Emili Rose, czy Legion, które realizują w pełni mit złego i mocnego demona. King jakby go osłabił – jest oczywiście śmierć starszej pani zabitej na początku oraz zmuszanie mieszkańców do popełniania krwawych mordów – jednak główny akcent czynienia zła spływa na ludzi. To oni są winni temu, że w Little Tall miejsce ma sztorm stulecia i wszystkie zdarzenia z nim związane.

Może to jednak nie miało tak być? Może Linogue miał być zły do szpiku kości, a ludzie to ofiary? A wszystkiemu winna cenzura telewizyjna? Czytamy we wstępie: Nie udało mi się uniknąć kłopotów. Główną wadą pracy dla ogólnokrajowej telewizji jest problem cenzury (ABC to sieć, która nadal dysponuje bronią nazywaną „działem przestrzegania norm"; redaktorzy czytają scenariusz i mówią, czego „absolutnie nie można pokazywać w amerykańskich salonach"). Zażarcie walczyłem z tymi zakazami podczas pracy nad „Bastionem" (ludność całego świata krztusi się na śmierć własnym katarem) „Lśnieniem" (utalentowany, lecz wyraźnie niezrównoważony młody pisarz bije żonę do nieprzytomności młotkiem do gry w krokieta, a potem próbuje tym samym narzędziem zatłuc syna) i była to niewątpliwie najgorsza strona całego przedsięwzięcia, porównywalna z chińskim zwyczajem krępowania stóp.

Prezentowana przeze mnie opowieść Kinga w swojej scenariuszowej formie podobna jest do innych jego przewodnich motywów. Pomysł społeczności, która musi zmierzyć się z problemem/ami nie jest nowy. Niech za przykład posłuży nam Sklepik z marzeniami. Tu podobnie jak w Sztormie stulecia, główną postacią jest konstabl, który może albo przerwać złą passę albo doprowadzić do ostatecznego upadku małej osady. W kolejnej, technicznie słabej powieści, Dolores Claiborn widać, że społeczność potrafi trzymać się razem i nie ujawniać szczegółów ze swojego życia. Podobnie zresztą w Miasteczku Salem, gdzie również przedstawiciel władzy policyjnej musi uratować swoich „podopiecznych” z rąk wampira.

Podobne jest również miasteczko – typowe dla Nowej Anglii z ładnymi domkami, który każdy wygląda podobnie. Pozornie spokojne i bezpieczne, położone nad morzem staje się nagle piekłem na ziemi. Zło, którego nikt nie widział zaktywizowało się i dało nieźle w kość mieszkańcom. Najlepsze jest jednak to, że po zakończeniu całej historii oni, na wzór sycylijskiej mafii, wpadają w zmowę milczenia. Żyją tak, jakby się nic nie stało.

FOLLOW @ INSTAGRAM

About Us

Recent

Random