czwartek, 23 lipca 2026

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" – Camilleri w pigułce, jedna historia dziennie

Są książki, które czyta się jednym tchem, i są takie, które trzeba sobie dawkować. "Miesiąc z komisarzem Montalbano" należy do tej drugiej kategorii – i to w sposób dosłowny. Andrea Camilleri, twórca jednego z najbardziej rozpoznawalnych sycylijskich detektywów w historii literatury kryminalnej, zaprasza tu czytelnika na trzydzieści krótkich historii – po jednej na każdy dzień miesiąca. Pytanie tylko, czy uda się wytrzymać w tym tempie, bo pokusa, żeby połknąć wszystko za jednym posiedzeniem, jest naprawdę silna.

Miesiąc z komisarzem Montalbano Camilleri Andrea 

 

Montalbano w miniaturze

To, co od razu rzuca się w oczy, to fakt, że mamy tu do czynienia nie z jedną spójną fabułą, lecz z całą galerią mikroświatów. Niektóre opowiadania rozgrywają się u progu kariery komisarza, inne – w czasach, gdy jest już doświadczonym, nieco zmęczonym życiem śledczym. Ta rozpiętość czasowa działa na korzyść książki: pozwala prześledzić, jak Montalbano – sympatyczny, nieco nerwowy samotnik, erudyta i bezkompromisowy smakosz – kształtował się jako postać, zanim stał się tym w pełni ukształtowanym bohaterem, którego znamy z powieściowych tomów cyklu.

Fabularnie zbiór jest zaskakująco pojemny. Znajdziemy tu zabójstwa i kradzieże, ale też zdrady małżeńskie, przestępstwa z afektu, drobne szwindle i sprawy, w których kluczem do rozwiązania okazują się nie odciski palców czy alibi, lecz ludzka pamięć – wspomnienia, które nagle, niespodziewanie, wyciągają na wierzch to, co ktoś skrzętnie starał się ukryć. Camilleri z wyraźną przyjemnością pokazuje, że zbrodnia nie musi mieć wielkiego formatu, żeby być fascynująca – równie dobrze potrafi wciągnąć historia zazdrosnego męża czy chwilowego wybuchu gniewu, jak śledztwo w sprawie mafijnych powiązań.

Mistrzostwo krótkiej formy

Największym atutem tego zbioru jest konstrukcja poszczególnych opowiadań. Camilleri, znany z rozbudowanych, wielowątkowych powieści, w krótkiej formie musi działać znacznie oszczędniej – i robi to z zaskakującą wprawą. Każda historia ma prostą, logiczną budowę, a jednocześnie potrafi zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji czy celną, czasem gorzko ironiczną puentą. To właśnie w tych krótkich puentach objawia się najpełniej charakterystyczny dla autora sposób patrzenia na ludzką naturę – z czułością, ale i bez złudzeń.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że w tych miniaturach odnajdziemy całą znaną z powieści galerię postaci: kobieciarza Mimì Augello, służbistego Fazia, gburowatego doktora Pasquano czy nieporadnego Catarellę. Dla wiernych czytelników serii to trochę jak spotkanie ze starymi znajomymi – nawet jeśli konkretna sprawa nie zapadnie w pamięć na długo, atmosfera i bohaterowie działają niezawodnie.

Sycylia na talerzu i w sercu

Jak przystało na powieści (i opowiadania) o Montalbano, także i tutaj nie brakuje kulinarnych akcentów – komisarz odwiedza swoją ulubioną gospodę, zachwyca się rybnymi specjałami i mięsnymi potrawami, a jedzenie pozostaje jednym z niewielu stałych punktów w jego niespokojnym, samotniczym życiu. Camilleri po raz kolejny udowadnia, że Sycylia w jego prozie to nie tylko sceneria zbrodni, ale pełnoprawny bohater – ze swoimi zwyczajami, hierarchiami społecznymi i specyficznym, trudnym do podrobienia klimatem.

Czy to dobry punkt startowy dla serii?

Tu warto być szczerym: "Miesiąc z komisarzem Montalbano" to raczej pozycja dla osób już zaznajomionych z bohaterem niż idealne wprowadzenie do cyklu. Krótka forma sprawia, że niektórym historiom brakuje głębi psychologicznej i tła obyczajowego, które są znakiem rozpoznawczym powieściowych tomów Camilleriego – kilka opowiadań to bardziej migawki z życia komisarza niż pełnoprawne śledztwa. Zbiór sprawdza się za to znakomicie jako przerywnik między kolejnymi powieściami albo lektura na te wieczory, kiedy nie ma się czasu ani energii na wielowątkową, dłuższą fabułę, a chce się mimo wszystko spędzić chwilę w towarzystwie Salva.

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" to literacki odpowiednik sycylijskiej tapas bar – zamiast jednego sytego dania dostajemy trzydzieści mniejszych porcji, z których każda ma swój odrębny smak. Nie wszystkie zapadają w pamięć na równi, ale całość daje fascynujący, wielowymiarowy portret komisarza – jego żelaznej logiki, poczucia humoru i niezachwianego przekonania, że prawda, prędzej czy później, zawsze wychodzi na jaw. To książka, którą najlepiej delektować się powoli, jedno opowiadanie na raz – tak jak sugeruje sam tytuł, choć przyznajmy szczerze: pokusa, by przeczytać więcej niż jedno dziennie, jest naprawdę trudna do opanowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz